Kilkudziesięciu reporterów światowych mediów koczujących w upale przez szpitalem St. Mary w Londynie przeżyło dziś chwile ekscytacji. Wkrótce po godznie 18 czasu środkowoeuropejskiego pod wejście do klinki porodowej podjechał Ranger Rover z przydymionymi szybami. Reporterzy rzucili się z aparatami i mikrofonami w stronę auta, z którego wysiedli William i Kate w towarzystwie dwóch ochroniarzy, kierując się po stopniach ku frontowym drzwiom klinki. Ale stojący przy wejściu policjant zachował zimną krew i zawrócił ich ze schodów.

Była to kolejna mistyfikacja z udziałem sobowtórów księcia i księżnej. W niedzielę ta sama para zaskoczyła już przechodniów i turystów w Kensington Gardens i Hyde Parku, przechadzając się alejkami z wózkiem. Niedzielny happening został zaaranżowany przez artystkę Alison Jackson, która specjalizuje się w fingowanych fotoreportażach z udziałem sobowtórów celebrytów. Rodzina królewska byłą już kilkakrotnie jej celem.

Według reportera telewizji SKY, w dzisiejszym żarcie maczał palce największy brytyjski dziennik, bulwarówka "The Sun". Tymczasem według doniesień to dziś, a nie w minioną sobotę, przypada teoretycznie termin porodu księżnej Kate. O ile wiadomo, przebywa ona jednak nadal w swoim rodzinnym domu we wsi Bucklebury, 80 kilometrów na zachód od Londynu.