To najnowszy bilans ofiar podany przez ministra energetyki tego kraju Tanera Yildiza. Akcja ratunkowa cały czas trwa. Pod ziemią może być jeszcze około 400 osób.

Były wiceminister gospodarki i ratownik górniczy Jerzy Markowski ocenia, że szanse na ich uratowanie są minimalne a nawet żadne. Wybuch, zawał i brak tlenu tworzą pod ziemią warunki, w których bardzo przeżyć.

Nakłada się na to fakt, że właściciele kopalni, dążąc do maksymalizacji zysku, zaniedbują podstawowe zasady bezpieczeństwa.

W momencie wybuchu pod ziemią, na głębokości około dwóch kilometrów, pracowało - według władz - 787 osób. Część z nich udało się już wyprowadzić na powierzchnię. Przypuszcza się, że przyczyną tragedii był wybuch transformatora.

Do eksplozji doszło w czasie, gdy jedna zmiana górników kończyła pracę, a druga ją zaczynała. Ekspert ocenia, że taka katastrofa - to właściwie koniec kopalni. Trudno oczekiwać, by po tragedii z setkami ofiar ktokolwiek chciał kontynuować wydobycie.

Poziom bezpieczeństwa w prywatnych kopalniach w Turcji oceniany jest nisko. Do podobnych zdarzeń dochodzi tam stosunkowo często. Ponad 20 lat temu w wybuchu w miejscowości Zonguldak zginęło 270 osób.