Gdyby nie policyjny kordon blokujący chodniki na trasie przejazdu prezydenckiej kolumny, rozgniewani rzymianie mieliby okazję powiedzieć Bushowi prosto w twarz, co myślą o blokowaniu ulic tylko po to, by przepuścić przybysza z USA.

Ale i tak kierowcy stojący w pozamykanych bocznych uliczkach dobitnie dali dowód swojego niezadowolenia. Trąbili, wygwizdywali i głośno przeklinali George'a Busha. Ten przezornie wolał nie wychylać się przez okno limuzyny. Kolumna czym prędzej przejechała przez zakorkowane centrum.

Jak zauważają włoskie media, to nie pierwsza podróż prezydenta USA do Włoch, której towarzyszy zgrzyt. Dziennik "La Stampa" przypomina wizytę w Rzymie Richarda Nixona. Prezydent USA spotkał się w 1971 roku z ówczesnym premierem Włoch Mariano Rumorem. Rozmowy miały dramatyczny przebieg, bo nie dość, że w Rzymie trwały zamieszki i przed kancelarią szefa rządu opatrywano zakrwawionych policjantów, to na dodatek obaj politycy upadli na podłogę, gdy kanapa, na której siadali, załamała się pod nimi z trzaskiem.

Zresztą George W. Bush też nie ma szczęścia do wizyt w Rzymie. Gdy w 2007 roku odwiedził Benedykta XVI w Watykanie, dziennikarze wytykali mu, że rozmawiając z papieżem zakładał nogę na nogę i zwracał się do niego "proszę pana" zamiast "Wasza Świątobliwość".