Najpoważniejszy spór kampanii w tej kwestii dotyczy odwrócenia reformy wydłużającej wiek emerytalny. Obrońcą reformy jest prezydent Komorowski, choć jego kancelaria szykuje jej korektę. Chce dodać "długi staż składkowy" jako kryterium uprawniające do przejścia na emeryturę przed ukończeniem 67. roku życia. Obecnie w kancelarii toczą się prace analityczne nad tym rozwiązaniem, dlatego nie wiadomo dokładnie, jak długi miałby to być staż. Niewykluczone, że wzorem może być ten, który istnieje w przypadku emerytur częściowych: 35 lat dla kobiet i 40 lat pracy dla mężczyzn. Za takimi zmianami w stanowisku urzędującego prezydenta prawdopodobnie stoi twarda postawa Andrzeja Dudy, który tak jak wspierające go PiS zapowiada obniżenie wieku emerytalnego.

Z kolei Magdalena Ogórek zapowiada referendum w tej sprawie. Bronisław Komorowski nie podnosi argumentu, że wydłużenie wieku emerytalnego, które i tak jest rozłożone dla kobiet na 25 lat, spowoduje podwyższenie emerytur. "Kwestie świadczeń Polaków nie powinny być przedmiotem gry w kampanii wyborczej" - podkreśla prezydent w ankiecie, którą wypełnił dla DGP.

Dla kogo obecny system jest zły

Najbardziej radykalną propozycję ma - tradycyjnie - Janusz Korwin-Mikke. Według niego trzeba znieść przymus ubezpieczenia emerytalnego, tworząc alternatywne systemy zasilania Funduszu Emerytalnego - przede wszystkim przeznaczając na to całość wpływów z prywatyzacji.

Paweł Kukiz i Janusz Palikot proponują za to jednakową dla wszystkich emeryturę obywatelską. - Do jej wypłacania wystarczyłby spis wyborców, a nie skomplikowany system informatyczny. Każdy miałby szansę na dobrowolne dodatkowe ubezpieczenia. To jedyny system, który jest w stanie wytrzymać zachodzące zmiany demograficzne - uważa Paweł Kukiz. Ten system miałby być uzupełniany przez możliwość dobrowolnych ubezpieczeń.

Największym problemem przy zmianie są koszty przejścia, czyli wypłacanie emerytur na dotychczasowych zasadach przez określony czas, dopóki nie zadziała nowy system. Dziś wypłaty rent i emerytur kosztują blisko 200 mld zł rocznie, dlatego mało realne są rachuby, w których zdejmuje się z nas obowiązek płacenia składek, a zastępuje się go dochodami z prywatyzacji. Firmy pozostające w gestii państwa są warte ponad 100 mld zł, kilka razy więcej państwowe lasy (30 proc. powierzchni kraju), więc pieniędzy starczyłoby tylko na kilka lat wypłat emerytur. Zapewne dlatego Paweł Kukiz podkreśla, że przejście do nowego systemu emerytalnego powinno być stopniowe.

Andrzej Duda z kolei nie wyklucza powrotu do poprzedniego rozwiązania, zdefiniowanego świadczenia, które nazywa solidarnościowym. Dodatkowo proponuje też zniesienie opodatkowania najniższych rent i emerytur. - Musimy jak najszybciej budować nasz rodzimy kapitał i rodzimą gospodarkę, bo tylko w ten sposób zdynamizujemy wzrost zamożności Polaków, co przełoży się na bezpieczeństwo systemu emerytalnego - podkreśla kandydat PiS.

Korekta, nie rewolucja

Potrzeby zmiany obecnego systemu nie widzą Bronisław Komorowski, Adam Jarubas i Magdalena Ogórek. Postulują jedynie jego korekty idące w dwóch kierunkach - polepszenia sytuacji emerytalnej osób najmniej zarabiających i rozwijania systemu dodatkowych ubezpieczeń.

Dla Bronisława Komorowskiego kontynuowanie reformy emerytalnej powinno być priorytetem w następnej kadencji. Urzędujący prezydent chce oskładkowania wszystkich rodzajów pracy zarobkowej i wprowadzenia systemowych rozwiązań chroniących przyszłych emerytów przed ubóstwem zamiast doraźnych korekt emerytury minimalnej. W opinii sztabowców Magdaleny Ogórek państwo powinno zagwarantować wszystkim minimalną emeryturę.

CZYTAJ TEŻ: Tysiące emerytów straci pieniądze. A wszystko przez złe prawo >>>