Jak udało nam się dowiedzieć, w przeciągu dwóch lat swojej "działalności" Wojciech L. dwukrotnie utrudniał życie pracownikom urzędu miejskiego, dzwonił także do szpitali, centrów handlowych oraz szkół.

"Od początku wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z dorosłym człowiekiem. Na szczęście jego pomysły nie stanowiły wymiernego zagrożenia, ponieważ nigdy nie znaleziono żadnych ładunków w miejscu ich rzekomego podłożenia. Los zatrzymanego zależy teraz od sądu. Jeśli zdecyduje się uwzględnić straty finansowe, które spowodowały jego głupie żarty, to mężczyzna może mieć duży problem" - poinformował podinspektor Borowiak.

Każda, nawet najbardziej nieprawdopodobna informacja o podłożeniu ładunku wybuchowego, wiąże się z ogromnymi stratami finansowymi. Ewakuacja mieszkańców, wezwanie odpowiednich służb, zmiany w ruchu drogowym, czy odcięcie gazu to straty idące w dziesiątki tysięcy złotych. Nietrudno policzyć, jakie straty w budżecie spowodowało 19 takich alarmów.

"Najważniejsze, że poczucie bezpieczeństwa zostało przywrócone" - podsumowała poznańska policja.