W 2011 r. urodziło się w Polsce 388,4 tys. dzieci. Wśród nich 81,5 tys. (21,2 proc.) miało niezamężną mamę. W mieście ze związków pozamałżeńskich przyszło na świat prawie co czwarte dziecko (23,6 proc.), na wsi prawie co piąte (17,9 proc.) – wynika z danych GUS. A w 1990 r. urodziło się zaledwie 34,2 tys. nieślubnych dzieci.

Skąd tak radykalna zmiana? – Coraz więcej młodych osób mieszka razem przed ślubem. Związki partnerskie nie są w naszej opinii gorsze od małżeństw – ocenia dr Piotr Szukalski, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego. – Takiemu stylowi życia sprzyjają migracje młodych osób do miast, na przykład na studia – dodaje prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jego zdaniem młodzi uwolnili się w ten sposób od tradycyjnej kontroli rodziców. – Zmniejsza się też presja na legalizację małżeństwa po pojawieniu się dziecka w związkach nieformalnych – twierdzi dr Szukalski. Na tysiąc osób w 1990 r. było średnio 6,7 małżeństw. W 2011 r. już tylko 5,4.

Do wzrostu liczby nieślubnych dzieci przyczyniają się również rozwody. Jest ich coraz więcej. W ostatnich latach po 60–70 tys. rocznie – o 40–65 proc. więcej niż 12 lat temu. Rozwodnicy często nie zawierają kolejnych małżeństw, ale z ich nieformalnych związków rodzą się dzieci.

Dodatkowo część kobiet decyduje się na dziecko z myślą o tym, że będą je wychowywały same. Podobne zjawisko można obserwować w USA i na zachodzie Europy. Tam liczba nieślubnych dzieci jest związana z rosnącą niezależnością finansową kobiet i utratą przez mężczyzn statusu jedynego żywiciela rodziny. W USA w grupie wiekowej przed 30. rokiem życia ponad połowa ciąż jest pozamałżeńska. Według teorii amerykańskiego noblisty Gary’ego Beckera tradycyjny model rodziny zanika wraz z polepszającą się pozycją zawodową i materialną kobiet.