Dane GUS pokazują, że w latach 2011–2012 emigranci zarejestrowali w polskich urzędach stanu cywilnego 66 tys. dzieci urodzonych za granicą. Z Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań wynikało, że już na początku 2011 r. było tam 222 tys. dzieci w wieku do 14 lat. Jeśli dodamy te urodzone w kolejnych dwóch latach, to oznacza, że na obczyźnie przebywa co najmniej 288 tys. polskich dzieci.

Obecnie, jak ocenia profesor Krystyna Iglicka, demograf i rektor Uczelni Łazarskiego, za granicą jest już 2,5 miliona Polaków. A jeszcze na początku 2011 r. było ich, według Narodowego Spisu Powszechnego nieco ponad 2 mln. Dorośli coraz częściej wyjeżdżają z dziećmi, przez co łatwiej im zerwać wszystkie relacje z krajem.

Łączeniu rodzin sprzyja polityka wielu państw Europy, na przykład Wielkiej Brytanii i Niemiec, do których najczęściej emigrują Polacy. Mogą tam liczyć na większą niż u nas pomoc socjalną związaną między innymi z zaspokojeniem potrzeb mieszkaniowych. Uzyskują też większe zasiłki z tytułu wychowywania dzieci oraz mają lepszy dostęp do żłobków i przedszkoli. Skłania to Polki do rodzenia za granicą.

Trzeba pamiętać o tym, że nie wszystkie dzieci urodzone poza Polską są u nas rejestrowane – dodaje prof. Iglicka. Jest tak dlatego, że rodzice nie mają limitu czasu, w jakim powinni dokonać rejestracji, i nie ma też takiego przymusu.

Decyzje takie najczęściej przyspiesza chęć na przykład wyrobienia potomstwu paszportu. – Jeśli się to wszystko uwzględni, wtedy można szacować, że za granicą przebywa ponad 300 tys. polskich dzieci – twierdzi prof. Iglicka. Jej zdaniem jest to prawdopodobne tym bardziej, że Polki poza krajem rodzą dużo i chętnie. Szczególnie w Wielkiej Brytanii, gdzie zajmują pierwsze miejsce wśród emigrantek po względem liczby porodów. Wśród nich wskaźnik dzietności sięga poziomu 2,4. Nad Wisłą wynosi zaledwie 1,3, czyli na 100 kobiet w odpowiednim wieku przypada ok. 130 dzieci.

Zdecydowany wzrost liczby polskich dzieci przebywających za granicą potwierdzają także inne statystyki. Według danych, które zebrał Wiktor Moszczyński ze Zjednoczenia Polskiego w Wielkiej Brytanii, tylko w szkołach londyńskich (bez prywatnych) uczy się w tym roku blisko 22 tys. dzieci mówiących po polsku. To aż prawie trzykrotnie więcej niż w 2007 r.

Po wstąpieniu Polski do UE za granicę wyjechało ponad 1,1 mln osób w wieku 20–40 lat. – Teraz rodzi się tam kolejne pokolenie stracone dla Polski – podkreśla prof. Iglicka. Bo prawdopodobnie większość z nich nie wróci już do kraju. Polska się starzeje i liczba ludności naszego kraju będzie się zmniejszać. Z prognozy demograficznej GUS wynika, że w 2030 r. na jednego emeryta przypadać będzie tylko dwóch pracujących – obecnie czterech. Emigracja ten proces jeszcze przyspieszy. – Tymczasem ci, którzy wyjechali, gdyby mieli pracę, mogliby przyczyniać się do wzrostu zamożności Polski. W przyszłości mogłyby robić to także ich dzieci – podkreśla prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Wtedy byłoby więcej pieniędzy na świadczenia dla seniorów, bo są one finansowane w większości ze składek pracujących.

Duża emigracja będzie niekorzystnie wpływać na strukturę wieku społeczeństwa. Zmniejsza się liczba osób, które mogą mieć dzieci. W przyszłości może być podobnie, jeśli dzieci przebywające za granicą nie wrócą, gdy dorosną. To w praktyce niemożliwe, więc seniorów będzie coraz więcej. Kolejnym pokoleniom nie będzie się opłacać pracować w Polsce, bo będą obciążone coraz większymi kosztami związanymi z rosnącą liczbą emerytów. Będą więc zwiększać bogactwo tych państw, w których będą przebywać. Jak szacują eksperci Instytutu Sobieskiego, tylko w latach 2014–2020 zwiększą oni PKB innych krajów o 85 mld euro.