"Piloci zlekceważyli wszystkie ostrzeżenia wysyłane przez automatykę samolotu i podjęli nadmierne ryzyko. Dlaczego? Tak są wyszkoleni" - mówi Edmund Klich "Rzeczpospolitej". "Mam siwe włosy, podejmuję ryzyko i biorę je na siebie. Uważam, że społeczeństwo powinno być informowane" - dodaje dobitnie.
Na smoleńskim lotnisku nie było systemu naprowadzania samolotów ILS, dlatego kiedy piloci, w gęstej mgle, na wysokości stu metrów nie zobaczyli ziemi, powinni zrezygnować z lądowania. Tymczasem Edmund Klich ujawnia, że na zapisach z czarnych skrzynek słychać odczytywanie wysokości: "90 metrów, 80 metrów...".
Polski eskpert podkreśla, że przyrządy na pewno nie zmyliły załogi prezydenckiego samolotu. "Jednak nie reagowali na sygnały o tym, że są zbyt nisko. Nawet na ostrzeżenie: <przed tobą ziemia>" - dodaje Edmund Klich.