W piątek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zapowiedział, że zostaną otwarte wszystkie archiwa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy oraz Służby Wywiadu Zagranicznego Ukrainy dotyczące tragicznych wydarzeń XX wieku na Wołyniu. Przekazał też m.in., że podjęte zostaną decyzje w sprawie wydania dodatkowej, znaczącej liczby zezwoleń na prace poszukiwawcze i ekshumacyjne.
PAP: Jak ocenia pan tzw. pakiet deeskalacyjny prezydenta Wołodymyra Zełenskiego? Czy to wystarczy, by wyciszyć polsko-ukraiński spór o UPA?
Dr hab. Tomasz Stryjek, historyk, badacz relacji polsko-ukraińskich: Myślę, że ten spór zejdzie z czołówek mediów i samoistnie się wyciszy. No chyba, że zaczną się jakieś nieporozumienia co do ekshumacji ofiar w Ukrainie. To może też zależeć od tego, czy prezesem IPN zostanie Mateusz Szpytma i jak będzie wyglądało stanowisko tej instytucji wobec Ukrainy (w sprawie Szpytmy ma jeszcze głosować Senat - PAP).
Przewiduję, że podobnie, jak w tych poprzednich latach, w których lipcowe obchody rocznicowe wywoływały zainteresowanie władz tematem (choćby w zeszłym roku), polsko-ukraiński spór o historię zejdzie na dalszy plan i tzw. pakiet deeskalacyjny Zełenskiego niewiele w tym względzie zmieni. Jest to oczywiście pozytywny gest. Szczególnie cieszy deklaracja prezydenta w sprawie przyspieszenia zgód i ekshumacji. Jeśli zaś chodzi o decyzję o otwarciu archiwów SBU i wywiadu wojskowego z czasów II wojny światowej, polscy historycy zastanawiają się, co nowego można by w nich znaleźć.
PAP: Te archiwa przecież były dostępne dla badaczy.
T.S.: Dokładnie. I nic mi nie wiadomo na temat tego, żeby jakaś ich część była niedostępna. A jeśli była, to wbrew ukraińskiemu prawu. Po wyborze Petra Poroszenki na prezydenta w kwietniu 2015 r. w Ukrainie przyjęto ustawę o archiwach z czasów sowieckich, która je scalała pod ochroną SBU i znosiła wszystkie gryfy tajności. Oczywiście ten proces reorganizacji archiwów trwał kilka lat, ale nie wydaje się, aby one zawierały jeszcze coś ważnego w sprawie Wołynia, o czym byśmy nie wiedzieli. Uważam więc, że decyzja o ich otwarciu to raczej przysłowiowy kwiatek do kożucha.
PAP: A jak ocenia pan zapowiedź wydania nowych zgód na poszukiwania i ekshumacje szczątków polskich ofiar? Ponieważ są to bardzo kosztowne i skomplikowane prace, polscy badacze nie są zapewne w stanie prowadzić ich na ogromną skalę…
T.S.: Nie wiem, jakie były w tej sprawie intencje prezydenta Zełenskiego. Wydaje mi się, że w obu kwestiach można mówić o przejawie dobrej woli. Bardzo chciałbym, żeby tak było. Jednak może też być tak, że przyśpieszenie procesu ekshumacji nie przyczyni się do poprawy relacji polsko-ukraińskich. W Ukrainie może nawet wzmóc tę interpretację, według której UPA nie ponosi zasadniczej odpowiedzialności za zbrodnie.
W miejscowościach, gdzie ekshumacje już zostały przeprowadzone, ofiar jest mniej, niż szacowali wcześniej polscy historycy. To jest zrozumiałe, bo tak dzieje się zawsze. Tak było np. w Jedwabnem, bo część ofiar takich masakr ginie w jakimś innym miejscu niż prowadzi się ekshumację. Niektórych w ogóle nie pochowano itd. Nie wykluczyłbym, że informowanie o wyraźnie mniejszych liczbach znalezionych szczątków ludzkich niż liczby ofiar podawanych przez polskich historyków, na nowo rozpali spór polsko-ukraiński.
PAP: Strona polska mówi o 80-100 tys. ofiar Zbrodni Wołyńskiej, ale ukraińscy historycy twierdzą, że było ich znacznie mniej.
T.S.: Strona ukraińska mówi o 39 tys. zabitych Polaków. Różnica jest więc duża. Niestety ekshumacje mogą podsycić ten spór o liczby. Jeśli np. po 10 latach przekopanych zostanie zdecydowana większość miejscowości i ogólna suma ofiar będzie wyraźnie mniejsza niż 80 tys. dla ukraińskiej opinii publicznej przekonanie polskich historyków o 80-100 tys. ofiar może okazać się bezzasadne.
PAP: Powiada pan, że zwiększenie liczny ekshumacji jest na rękę Ukrainie?
T.S.: Tego nie twierdzę, gdyż nie sądzę, aby to było intencją strony ukraińskiej. Taki może być jednak skutek. Otóż bowiem ukraińska opinia publiczna śledzi coraz baczniej te sprawy i zaczyna wyciągać z tego wnioski.
PAP: Do tego dochodzi spór o to, ilu Ukraińców zginęło z rąk żołnierzy AK czy NSZ, prawda?
T.S.: Profesor Grzegorz Motyka określa liczbę ukraińskich ofiar na 11-15 tysięcy. Ukraińcy nie mieli długo swoich szacunków. Zajął się tym zespół związany z Ukraińskim Uniwersytetem Katolickim (UUK) we Lwowie, prowadzony przez prof. Igora Hałagidę. Ze wstępnych obliczeń wiadomo, że wychodzi im, iż ofiar ukraińskich było 28 tys., czyli więcej niż u prof. Motyki.
PAP: Rozumiem, że ten szacunek nie dotyczy tylko Wołynia?
T.S.: Dotyczy wszystkich terenów, na których miał miejsce konflikt polsko-ukraiński, a więc Wołynia, Galicji Wschodniej, Chełmszczyzny, Nadsania, Bieszczad, czyli także terenów po polskiej stronie granicy na Linii Curzona. Różnica w liczbie bierze się stąd, że polscy historycy jako ukraińskie straty liczą tylko Ukraińców zabitych przez AK, BCh, NSZ, NOW i WP oraz oddziały samoobrony. Z kolei historycy ukraińscy doliczają do tego ofiary polskiego batalionu policyjnego utworzonego przez Niemców, a także oddziałów działających u boku armii węgierskiej czy polskich formacji powstałych z inspiracji Sowietów. W polskiej historiografii ich członkowie uchodzą za zdrajców i kolaborantów. Ukraińscy badacze uznają ich za polskich sprawców, na równi z AK czy Wojskiem Polskim.
PAP: Dlaczego Zełenski nie wycofał się z decyzji najbardziej bulwersujących polską opinię publiczną? Chodzi mi o upamiętnienie UPA i Ukraiński Panteon Narodowy.
T.S.: Prezydent Ukrainy uznaje, że to nie są kwestie do negocjacji. Jeśli chodzi o Ukraiński Panteon Narodowy, to w tej sprawie została przyjęta ustawa, co oznacza nieodwracalność decyzji. Pozostaje kwestia, kto się w tym panteonie znajdzie. Pod koniec maja odbył się uroczysty, ponowny pochówek Andrija Melnyka, jednego z liderów Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Jest też wstępna umowa w sprawie ekshumacji szczątków Jewhena Konowalca (współzałożyciel i komendant Ukraińskiej Organizacji Wojskowej, następnie lider Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów – PAP) z Rotterdamu i przeniesienia ich do Kijowa.
PAP: A co ze szczątkami Stepana Bandery z Monachium? Dojdzie do tej ekshumacji?
T.S.: Rodzina ma co do tego obiekcje, obawiając się zapewne o bezpieczeństwo nowego miejsca pochówku. Ukraińskie groby Bandery czy Romana Szuchewycza (naczelnego dowódcy UPA – PAP) zapewne stałyby się celem rosyjskich ataków. W noc sylwestrową 2023/24 roku, dokładnie w rocznicę urodzin Bandery, Rosjanom udało się zniszczyć Muzeum Szuchewycza we Lwowie. Ukraiński Panteon Narodowy ma mieścić się na terenie Narodowego Rezerwatu Ławry Peczerskiej w Kijowie. Ukraińskiej stolicy bronią Patrioty, ale wiemy, że wszystkiego nie da się ochronić.
PAP: Czy w tym ukraińskim panteonie znajdzie się miejsce dla architekta Zbrodni Wołyńskiej Kłyma Sawura?
T.S.: Nie da się zrobić ponownego pochówku Kłyma Sawura, bo nie wiadomo, gdzie znajdują się jego szczątki. Mógłby mieć on tam co najwyżej tylko cenotaf albo tablicę pamiątkową.
PAP: Kim jest dziś Stepan Bandera dla przeciętnego Ukraińca? Bohaterem narodowym?
T.S.: Do pełnoskalowej inwazji zdania w tej kwestii były podzielone po równo. Mniej więcej tyle samo osób uważało go za bohatera, co za postać negatywną, przy czym zdecydowanie większym poważaniem cieszył się w Ukrainie Zachodniej. Z badań zrobionych w pierwszych miesiącach 2022 roku, czyli w chwili największego uniesienia patriotycznego, pozytywna ocena Bandery i UPA poszybowała do poziomu 80 proc. w skali całego kraju. Zaryzykowałbym twierdzenie, że ta fala teraz opadła.
PAP: Wiadomo, ile pomników Bandery jest na Ukrainie? Przybyło ich po inwazji?
T.S.: Nikt tego nie badał, ale szacuje się, że do pełnoskalowej inwazji w całej Ukrainie Bandera miał ok. 50 upamiętnień, a to nie jest wcale tak dużo. Nie wiem, czy po 2022 roku wzniesiono mu gdzieś nowe pomniki, ale na pewno jego imieniem nazwano nowe ulice, głównie w zachodniej i środkowej Ukrainie.
PAP: Bandera stał się w Ukrainie symbolem walki z Rosją. Czy dlatego słabo przebija się tam polski punkt widzenia?
T.S.: Myślę, że im bardziej jest atakowany poza Ukrainą, tym silniejsza staje się jego legenda w ojczyźnie. Naciskając w sprawie UPA na Ukrainę dotychczasowymi metodami, Polska wiele nie osiągnie. Sejm i Senat od 2009 r. już dziesięć razy przyjmowały uchwały o Wołyniu, w których zbrodnię UPA kwalifikowano jako mającą znamiona ludobójstwa, ale efekt jest odmienny od oczekiwanego.
Dr hab. Tomasz Stryjek jest wykładowcą Uniwersytetu Civitas; pracownikiem naukowym Instytutu Studiów Politycznych PAN. Jest autorem ponad 50 książek i artykułów dotyczących historii i współczesności Europy Środkowej i Wschodniej, w tym m.in. takich jak: Międzynarodowe aspekty akcji „Wisła”, Ukraina przed końcem Historii. Szkice o polityce państw wobec pamięci, Ukraińska idea narodowa okresu międzywojennego. Analiza wybranych koncepcji.
Rozmawiał Jacek Pawlicki
Dziennikarz, redaktor i korektor z wieloletnim doświadczeniem. Przez lata publikował teksty, głównie kulturalne, w rozmaitych mediach, takich jak Gazeta Wyborcza, Wprost, Wirtualna Polska. W Dziennik.pl od 2017 roku, obecnie jako wydawca i redaktor newsroomu.
