Dziennik Gazeta Prawana logo

"Niewidzialni", czyli największa tajemnica służb specjalnych PRL

11 kwietnia 2021, 09:11
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
akta, archiwum
<p>akta, archiwum</p>/ShutterStock
"To było działanie absolutnie wyjątkowe na skalę światową. To było wariactwo, ale wariactwo, które dostarczyło nam materiałów na wagę złota" – tak o działaniach Wydziału IX mówi gen. Andrzej Kapkowski. Latami towarzyszył w wejściach do konsulatów USA w Krakowie i Poznaniu.

O działaniach tajemniczego Wydziału IX wiadomo było wcześniej tyle co nic. Grupa była na tyle tajna, że "każdy szeregowy funkcjonariusz był przekonany, że wydział zajmuje się problemami technicznymi wewnątrz kontrwywiadu, a więc naprawią jakiś urządzeń, standardowymi przeszukaniami w hotelach i mieszkaniach i tyle". Jak było naprawdę? Czym faktycznie zajmowali się oficerowie? I jakie metody pracy wykorzystywali? – Tomasz Awłasewicz w książce "Niewidzialni" odkrywa największą tajemnicę służb specjalnych PRL.

Kto, czyli czym jest Wydział IX

Wydział IX to specjalna grupa kontrwywiadu, która działała w okresie PRL i podlegała pod MSW (dokładnie Departament II). Zadaniem było regularne wchodzenie – ciemną nocą, bo głównie między godz. 23 a 4 rano – do budynków ambasad i konsulatów. Tam przeszukiwali sejfy i skarbce, kopiowali tajne dokumenty, by kilka godzin później mogły one trafić na biurka najwyższych urzędników państwowych. Przetłumaczone z każdego dowolnego języka.

Pracownicy Wydziału IX wchodzili nie tylko do placówek amerykańskich i innych członków NATO (niekiedy nawet dwa razy w tygodniu!). Kraje spoza sojuszu? A jak! Ich też nie brakowało; od ambasad Argentyny po np. ambasady Pakistanu i Japonii.

– wspomina jeden z żyjących oficerów (ich imiona i nazwiska nie zostały ujawnione).

Górna półka. Elita.

Co, czyli największe tajemnice służb specjalnych PRL

Interesowały ich wszelkie tajne dokumenty – od bieżącej działalności przedstawicielstw, w tym także wytyczne do negocjacji handlowych, aż po archiwa wywiadów. To właśnie dzięki ich pracy polski kontrwywiad "znał tożsamość obcych szpiegów, rząd dysponował treścią najtajniejszych międzynarodowych narad dotyczących Polski, a dyrektorowie przedsiębiorstw wiedzieli, jakie są plany zachodnich firm".

Inna rzecz, że "znakomita większość osób, korzystających z pozyskanych informacji, nie miała jednak pojęcia o tym, skąd dokładnie pochodzą”. Nie mieli go także przedstawiciele specgrupy – jak sami mówią:

Jak, czyli szczegóły akcji w ambasadach i konsulatach

Poruszali się w ciemności – rzadko doświetlali sobie drogę latarkami trzymanymi w zębach. Ręce mieli zajęte i – jak zapewniają – wyciągnięte do kolan. Zawsze, na każdą akcję, taszczyli ze sobą w walizkach po kilkadziesiąt kilogramów. Radiostacja, szperaki do otwierania zamków ("bez tego ani rusz"), radziecki kombajn do kopiowania dokumentów (po bokach dwie lampy, pośrodku aparat fotograficzny), ciemne folie do przysłaniania okien – czego tam nie było. Oprócz tego, specjalna teczka. A w niej kopie kluczy, plany budynku, grafiki pracy i informacje na temat zabezpieczeń,. A nawet tak szczegółowe zapiski jak:

Penetracja – bo tak oficjalnie nazwano akcje na obiektach – była starannie zaplanowana.
Do pomocy w zdobywaniu cennych informacji werbowano obcokrajowców pracujących w ambasadach albo/i zatrudnionych tam Polaków. Dostarczali dane o zmianach w grafiku sprzątaczek czy np. późniejszych godzinach pracy dyplomatów w danym tygodniu. Wsparciem były także grupy: penetracyjna – wiedziała, jakimi drogami i kiedy zwyczajowo poruszali się pracownicy placówek, a także interwencyjna Biura B. Patrzyli w okna pobliskich domów, wypatrując czy gdzieś nie zapali się światło. Czyścili też ulicę, jeśli niespodziewanie pojawił się na niej dyplomata. Mieli opracowanych kilka(dziesiąt) scenariuszy działań. I tak np. wyjmowali wódkę, brali kilka łyków i udawali pijanych chuliganów. Inny sposób? Na stłuczkę ("zanim skończyliby z nim rozmowę i dopełnili formalności, to nas by już dawno nie było"). Albo podstawienie radiowozu ze swoimi ludźmi przebranymi za policjantów.

Po wejściu od razu zamykali się od środka i zakładali blokadę, by nikt inny nie mógł w tym czasie dostać się do budynku. Nakładali filcowe buty (podobne do muzealnych kapci) lub zostawali w skarpetkach. Po czym wchodzi do najbardziej chronionego pomieszczenia placówki – "jedne drugie drzwi, mechanizmu szyfrowe, zamki kluczowe, elektroniczne". Używali rękawiczek. Zanim czegokolwiek dotknęli robili zdjęcia polaroidem, by potem móc ułożyć wszystko tak, jak było.  można przeczytać w książce "Niewidzialni".

Wszystko dlatego, że na miejsce transportowali także pojemnik z promieniotwórczymi izotopami: kobaltu-60 i irydu-192 (pochodziły z Instytutu Badań Jądrowych w Świerku; by go zdobyć, podawano się za wojsko). Po co? Do pokonania zamków – mechanicznych, szyfrowych. Wysokiej jakości. Dzięki prześwietleniu ich mechanizmów promieniowaniem gamma uzyskiwali zdjęcie podobne do kliszy rentgenowskiej. opowiada jeden z oficerów.

– podkreśla członek specgrupy.
 

"Wydział straceńców"

Normy podczas prac z izotopami były przekraczane nawet 500 krotnie. Bywało, że podczas jednej akcji specgrupa przyjmowała dawkę 2-3 razy większą niż pracujący z promieniowaniem przez rok!

– zastrzega inny z oficerów.

Nic więc dziwnego, że grupę nazywano też "Wydziałem Straceńców" (pomijając fakt, że wychodząc na akcję, nigdy nie wiedzieli, czy z niej wrócą). A do dziś żyje nie więcej niż 10 osób z Wydziału IX; ile dokładnie było w nim zatrudnionych nadal nie wiadomo.

Ci, którzy żyją swoją pracę opisują krótko:

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj