Masz szczęście, że nie urodziłeś się na początku XX wieku. Dzisiaj żaden poważny lekarz nie przepisałby takich środków, ale zaledwie 100 lat temu należały one do ówczesnej wiedzy medycznej – zaczyna swoją opowieść dr Jeremy Brown, autor książki "Grypa. Sto lat walki”.

Reklama

Do najbardziej dziwacznych i podejrzanych metod zalicza m.in. upuszczania krwi – wierzono, że pomagała pozbyć się z organizmu toksyn i chorób. A że nie znano wcześniej skutecznych leków i zabiegów, to stosowano ją od ponad 2 tysięcy lat (początki sięgają V w. p.n.e.). Z marnym zresztą skutkiem, czego dowodzić może śmierć nie tylko biedaków, ale też np. pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a Washingtona ("Wytrzymał czterokrotny upust krwi, ostatni raz na kilka godzin przez zgonem”).

Ale w dawnych czasach standardową bronią w walce z grypą były także: leki przeczyszczające o silnym działaniu – nierzadko, jak np. kalomel, zawierające chlorek rtęci. Bardzo toksyczny. Do tego: balsam zakonników – z żywicą z kory różnych gatunków drzew, także sama kora wierzbowa i np. proszek jezuitów, czyli chinina. Te ostatnie w najlepszych wypadku okazywały się nieskuteczne, w najgorszym – "niebezpieczne i bezużyteczne w leczeniu grypy”. W zbyt dużych dawkach mogły powodować m.in. ślepotę, obrzęk, drgawki, arytmię serca, a nawet zapaść i śmierć.

Ba, zachowały się nawet dokumenty pielęgniarek z 1936 roku, które jedna z rodzin opublikowała po 70 latach. Dzięki temu wiadomo też, że "w baterii specyfików, którymi przez trzy tygodnie dręczono chorego, znajdowały się: plaster gorczycowy (domowy środek rozgrzewający), aspiryna (przeciw gorączce), kodeina (przeciw kaszlowi), fenoloftaleina (rakotwórczy środek przeczyszczający), lek przeciwkaszlowy, olejek kamforowy, siedmiokrotna lewatywa (siedem razy!), rurki doodbytnicze (nie pytaj!), mleczko magnezowe (kolejny środek przeczyszczając, Boże zmiłuj się nad chorym!), urotropina (lek odkażający pęcherz moczowy) i nalewka z benzoiny. Pacjent otrzymał co najmniej pięć przepisanych dawek whisky i czternaście dawek rycyny. Siedmiokrotna mogła być naprawę uzasadniona, ponieważ podano mu co najmniej 39 dawek kodeiny, która powstrzymuje kaszel, ale jednocześnie działa zapierająco”.

O czym jeszcze mówią źródła historyczne?

Dla nieszczęsnych pacjentów (…) znalazło się jednak coś więcej niż tylko trująca rtęć i sok z kory. Na nudności i wymioty, które często występują przy grypie, ten polecał niewielkie dawki wytrawnego szampana. >Nic tak nie stawia na nogi po ataku grypy – pisał – jak dobre wino z bąbelkami<, przypomina dr Brown.

Palona skórka pomarańczowa i posiekana cebula – tych z kolei używano do okazania pomieszczeń.

Rzadziej, na szczęście, wśród dawniej stosowanych sposobów wymieniano wdychanie… spalin – wierzono w lecznicze właściwości trujących gazów, więc tłumnie przyjeżdżano do okolicznych gazowni

Bardziej niż prymitywizm tych terapii może szokować jedynie fakt, że metody zgodne ze stanem nauki XXI w. nie są wcale dużo bardziej nowoczesne, podsumowuje dr Brown. A to oznacza, że – jego zdaniem – postęp w leczeniu grypy jaki się dokonał, jest niewielki. Wśród skutecznych i faktycznie działających metod do dziś zaliczyć można głównie: duże ilości płynów (by nie dopuścić do odwodnienia organizmu), odpoczynek (duże ilości odpoczynku) i m.in. aspirynę.