Helsińska Fundacja Praw Człowieka podkreśliła w opublikowanym w środę stanowisku, że tajemnica dziennikarska, której elementem jest ochrona osobowych źródeł informacji przez dziennikarzy, jest jedną z prawnie chronionych tajemnic zawodowych, nierozerwalnie związaną z wykonywaniem zadań, jakie powinny wypełniać media w demokratycznym społeczeństwie, a także z prawem obywateli do wiarygodnej i rzetelnej informacji.
HFPC przywołała orzeczenie Sądu Najwyższego z 1995 r., w którym zaznaczono, że tajemnica zawodowa dziennikarza stanowi istotny czynnik niezależności prasy i stwarza korzystne warunki dla zaufania społecznego, pozwala także dziennikarzom na własną ocenę różnych przejawów życia społecznego i eliminuje możliwy wpływ na treść publikacji ze strony czynników politycznych i administracyjnych.
- brzmi dalsza część stanowiska fundacji.
HFPC zaznaczyła też, że tajemnica dziennikarska jest jedną z najistotniejszych gwarancji pozwalających utrzymać jednakowo ważną z punktu widzenia swobody wypowiedzi równowagę w stosunkach wewnętrznych, to jest pomiędzy interesem korporacyjnym właściciela danego medium a niezależnością dziennikarską. - podkreśliła fundacja.
W stanowisku zaznaczono, że zgodnie z Prawem prasowym dziennikarz ma obowiązek ujawnić informacje objęte tajemnicą dziennikarską wyłącznie redaktorowi naczelnemu, a i jemu jedynie w niezbędnych granicach. Nie ma więc podstaw do ujawnienia tożsamości informatorów dziennikarza na żądanie właściciela środka masowego przekazu.
- oceniła HFPC.
Zdaniem fundacji niedopuszczalne jest żądanie ujawnienia źródeł skierowane przez właściciela gazety bezpośrednio do dziennikarza oraz ingerencja w treści redakcyjne, gdyż te kompetencje należą do redaktora naczelnego.
- podkreśliła HFPC.
Zdaniem fundacji brak jest obecnie wystarczających uregulowań prawnych, które chroniłyby dziennikarza przed dyktatem ze strony właściciela danego medium. - brzmi stanowisko HFPC.
Zdaniem fundacji kolejnym zagadnieniem budzącym wątpliwości w związku ze sprawą "Rzeczpospolitej" jest kwestia relacji zachodzących pomiędzy właścicielami mediów a politykami.
- zaznaczyła HFPC.
Pod koniec października "Rz" napisała, że śledczy znaleźli na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku ślady trotylu i nitrogliceryny. Prokuratura wojskowa zaprzeczyła, że są takie ustalenia. Dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych - podała prokuratura.
Po postępowaniu wyjaśniającym rada nadzorcza Presspubliki, wydawcy "Rz", uznała artykuł za nierzetelny i nienależycie udokumentowany i rekomendowała odwołanie redaktora naczelnego tytułu Tomasza Wróblewskiego, jego zastępcy Bartosza Marczuka i szefa działu krajowego Mariusza Staniszewskiego. Pracę stracił też autor artykułu Cezary Gmyz. Trwa konkurs na stanowisko naczelnego tego tytułu.
Na kilka godzin przez publikacją w "Rz" właściciel Presspubliki Grzegorz Hajdarowicz poinformował o niej rzecznika rządu Pawła Grasia.