Inne
Reklama

Naukowiec ten aż 25 lat poświęcił badaniom nad biologicznymi mechanizmami powstawania depresji. Jak sam przyznaje, przyczyna jego zainteresowania była osobista - jeden z jego synów cierpi na depresję. Stąd Rasnick doskonale wiedział, że z tą chorobą związane są dwa problemy. Po pierwsze bardzo trudno ją rozpoznać. Ponieważ nie istnieją żadne testy kliniczne, zdarza się, że chorzy czekają na właściwą diagnozę miesiącami.

Rozpoznanie to jednak nie koniec kłopotów. W przypadku depresji trudność polega również na tym, że pierwsze efekty leczenia widać dopiero po długim czasie. Obecnie skuteczność terapii antydepresantami można ocenić dopiero po około miesiącu od chwili, gdy pacjent zaczął je przyjmować. Te cztery tygodnie oczekiwania są zazwyczaj niezwykle ciężkie zarówno dla chorych, jak i ich najbliższych.

Krew prawdę powie

Jednak już niedługo obu tym problemom będzie można zaradzić. Prof. Rasnick odkrył bowiem, jak za pomocą testu krwi diagnozować, a następnie sprawdzać skuteczność leczenia depresji.

Amerykański naukowiec zajmował się badaniami tzw. glikoproteiny Gs alfa. Jest to rodzaj białka, który znajduje się w błonie komórkowej, czyli zewnętrznej otoczce komórek ludzkiego organizmu. Jak wykazały wcześniejsze eksperymenty na szczurach, w czasie depresji niemal wszystkie cząsteczki Gs alfa koncentrują się w obrębie konkretnych fragmentów błony - tzw. raftów czy też tratw lipidowych. Są to słaboprzepuszczalne, niemal kleiste obszary, które stanowią swoistą pułapkę dla Gs alfa.

Depresja w mózgu

Naukowcy zaczęli się zastanawiać, czy GS alfa ukrywają się w raftach również w komórkach ludzi chorych na depresję. Aby to sprawdzić, zespół uczonych z University of Illinois przeprowadził szczegółowe badania tkanek mózgu pobranych od osób z klinicznie potwierdzoną historią depresji, które popełniły samobójstwo. Następnie badacze porównali próbki z tkankami pobranymi od zmarłych osób, o których wiedziano, że nie cierpiały na depresję ani inne zaburzenia psychiczne.

Co się okazało? Naukowcy spostrzegli, że w tkankach osób, które odebrały sobie życie z powodu depresji, niemal wszystkie glikoproteiny Gs alfa tkwiły w tratwach lipidowych. Jest to o tyle ważne, że informacje o położeniu owej glikoproteiny w obrębie błony komórkowej można uzyskać nie tylko po przeprowadzeniu autopsji (jak to zrobiono w badaniu), ale również na podstawie testu krwi.

Podróże tratwą

Według profesora Marka Rasnicka test taki spełni dwie funkcje. Po pierwsze daje możliwość obiektywnego sprawdzenia, czy u pacjenta rzeczywiście występuje depresja: odpowiedź brzmi "tak", jeśli glikoproteiny koncentrują się w obrębie tratw lipidowych. Po drugie pozwala ocenić skuteczność leczenia. Wiadomo bowiem, że pod wpływem leków przeciwdepresyjnych część cząsteczek Gs alfa opuszcza tratwy lipidowe i przesuwa się w inne miejsca błony komórkowej. Proces ten jest widoczny już po kilku dniach w komórkach krwi, natomiast dopiero po kilkunastu dniach do miesiąca w komórkach mózgu (co tłumaczy być może, dlaczego na efekty kuracji przeciwdepresyjnej trzeba tyle czekać). Jeśli zatem kuracja działa, badanie krwi wykaże, że glikoproteiny opuszczają tratwy lipidowe. To upewni pacjenta i lekarza, że zastosowane leki są właściwe i że przyniosą zamierzony skutek.

Według prof. Rasnicka na wyniki testu krwi nie trzeba będzie czekać dłużej niż 4-5 dni.

AGNIESZKA SZYMCZAK: Ile osób na świecie cierpi na depresję?

SŁAWOMIR MURAWIEC*: Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia – 121 milionów. Z tej liczby 1,5 – 2 mln to nasi rodacy. W przypadku Polaków osób z depresją może być nawet więcej, bo tylko ok. połowa z nas szuka pomocy u lekarza.

Jakie objawy powinny nas zaniepokoić?

Reklama

Po pierwsze, obniżenie nastroju – smutek, przygnębienie, czyli to, co młodzi opisują jako dołek psychiczny. Druga grupa objawów to utrata możliwości przeżywania przyjemności i satysfakcji. Czyli nic nas nie cieszy, nic nie interesuje. Trzecia zaś to obniżenie napędu do działania, takiej siły wewnętrznej, która nas skłania do tego, żeby coś zrobić. Kolejna rzecz to zaburzenia snu, lęk, napięcie oraz ogólna drażliwość. Do tych objawów mogą dochodzić dolegliwości cielesne, np. rozmaitego typu bóle, suchość w jamie ustnej, u kobiet zaburzenia miesiączkowania.

Dwa - trzy dni takiego dołka to już depresja?

Raczej nie. Chociaż jeżeli takie kompletne doły zdarzają się regularnie, np. raz na miesiąc przez lata, może to być inna postać depresji - tzw. krótkotrwałe nawracające zaburzenia depresyjne. Zazwyczaj jednak depresję diagnozuje się, jeżeli takie objawy utrzymują się przez przynajmniej dwa tygodnie.

Jak się ją leczy?

Lekami i psychoterapią. Jedno i drugie ma udowodnioną skuteczność. W depresjach głębokich leki szybciej przynoszą poprawę. W depresjach łagodniejszych obie metody są równie dobre.

A czy styl życia ma wpływ na zachorowanie?

Owszem. Na pewno aktywny styl życia jest lepszy. Mówiąc aktywny, mam na myśli pełen związków międzyludzkich. Bardziej chronieni przed depresją są ci, którzy pozostają w dobrych relacjach z otoczeniem i otrzymują z jego strony wsparcie. To truizm, ale podstawą zdrowia psychicznego są silne więzi społeczne lub rodzinne.

*dr Sławomir Murawiec jest psychiatrą, pracuje w Instytutcie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Depresja czyli nadmiar czarnej żółci

Termin "depresja" został spopularyzowany dopiero w XX w., ale choroba ta towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. 2500 tys. lat temu Hipokrates stwierdził, że jeżeli w organizmie ludzkim przewagę uzyskuje tzw. czarna żółć, u człowieka rozwija się melancholia: pojawia się apatia, smutek, niechęć do życia. Wszystkie te objawy są typowe dla depresji.

W średniowieczu sądzono z kolei, że melancholia to efekt działania złych duchów. Człowiek opętany przez demony miał się poddać egzorcyzmom. W XVIII wieku nadworny lekarz Ludwika XV w celu leczenia melancholii zalecał podawanie rosołu z kury, a w wieku XIX przygnębionych życiem melancholików wysyłano nad morze. Ciągle jednak nie uznawano depresji za prawdziwą chorobę.

Bliscy opisania schorzenia byli dwaj wybitni psychiatrzy przełomu wieku XIX i XX – Emil Kraepelin i Eugen Bleuler. Kraepelin wprowadził do nauki pojęcie obłędu maniakalno-depresyjnego, a Bleuler - choroby afektywnej. Ostatecznie depresja trafiła na listę Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób Światowej Organizacji Zdrowia dopiero po zakończeniu II wojny światowej. Niedługo później - w latach 50. ubiegłego wieku – wynaleziono imipraminę, pierwsze lekarstwo na depresję