Rosja dostrzega wysiłki obecnego rządu polskiego, który zmierza do poprawy naszych stosunków. Ale w polityce liczą się nie tyle gesty co umiejętność prowadzenia dialogu i rozwiązywania problemów. A tych wciąż jest wiele. Warto więc przypomnieć katalog najpilniejszych spraw do załatwienia.

Jednym z głównych zgrzytów w polsko-rosyjskich stosunkach są plany rozmieszczenia w Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. To dobrze, że rząd w Warszawie jest gotowy rozmawiać z Rosją na ten temat, ale trzeba pamiętać, że konsultacje nie stanowią jeszcze rozwiązania problemu. A na dodatek mogą być wykorzystane do tego, by w nieskończoność przeciągać rozmowy. Rosja chce tymczasem takich konsultacji, których celem będzie rzeczywiście wypracowanie kompromisu.

Wiadomo, że negocjacje w sprawie tarczy nie będą łatwe, bo przecież ani Polska, ani Rosja nie są źródłem problemu. Tarcza to element polityki obronnej Stanów Zjednoczonych, w której Polska uczestniczy jako sojusznik USA. Dobrze to rozumiemy i wiemy, że w sprawie tarczy kluczowe będą dopiero rozmowy rosyjsko-amerykańskie. Ale stanowisko Polski też jest bardzo ważne - musimy wiedzieć, czy wasz kraj jest tylko poligonem dla amerykańskich rakiet, czy suwerennym państwem, które samo kształtuje swoją politykę, w tym również politykę obronną.

O wiele łatwiejsze będzie - jak sądzę - osiągnięcie porozumienia w sprawie Gazociągu Północnego. Kompromis w tej kwestii jest po prostu konieczny. Gazociąg nie jest ani rakietą, ani bazą wojskową - to po prostu projekt biznesowy. I może być atrakcyjny również dla Polski.

Polska i Rosja mogłyby również znaleźć inne wspólne interesy gospodarcze. Poprzedni rząd w Warszawie traktował stosunki z Rosją jako grę o sumie zerowej: wszystko, co było dobre dla nas, było złe dla Polski. Dobrze, że nowy rząd ten model odrzucił i uznał, że nasze kraje wcale nie muszą być wrogami.

Zawsze mówiłem, że polsko-rosyjski konflikt był tworzony sztucznie - i to zupełnie od niedawna, najwyżej od 10 lat. Przyczyny wrogości były przeważnie wirtualne. Obie strony pielęgnowały urazy, kompleksy i fobie, a że rozmawiać o nich się nie da - przecież wstyd mówić na głos o kompleksach - to i Rosja, i Polska milczały, patrząc na siebie ukradkiem i podejrzliwie. Ta parodia zimnej wojny nie miała żadnej konkretnej przyczyny - rzeczywistego powodu do konfliktu między Rosją a Polską nie ma. Przecież na początku lat 90. polska gospodarka rozwijała się w dużej mierze dzięki stosunkom handlowym z republikami byłego ZSRR, a polsko-rosyjskie stosunki były całkiem poprawne. One zepsuły się później, i to bardziej na poziomie elit niż przemyślanej polityki.

Dlatego trzeba raz na zawsze zakończyć spór o wspólną historię. Wniesienie interpretacji historii do rangi konfliktu międzynarodowego było jednym z najpoważniejszych błędów poprzedniej polskiej ekipy rządowej. Właśnie to spowodowało straszliwą ideologizację stosunków między Polską a Rosją, a konfliktu ideologicznego, jak wiadomo, zażegnać się nie da. Historia nie powinna być tematem rozmów premierów i prezydentów. Bo nawet tabliczka mnożenia może wywołać kontrowersję, jeśli wznieść ją do rangi konfliktu między głowami administracji rządowych. Problemy historyczne trzeba rozwiązywać na właściwym i nawet bardziej dla nich odpowiednim, niewysokim poziomie. Każdy problem, jak choćby dostęp do archiwów katyńskich, można przecież rozwiązać, pod warunkiem że znajdzie się dla niego właściwy poziom.

Właśnie dlatego udało się tak szybko wyjaśnić sytuację wokół polskiego mięsa. Rząd Jarosława Kaczyńskiego podniósł rosyjskie embargo do rangi sporu o zasady panujące w Unii Europejskiej. A wystarczyły zwykłe kontrole, które pozwolą wyjaśnić, które mięso jest rzeczywiście polskie, a które argentyńskie przemycane do Rosji z podrobionymi polskimi certyfikatami. Wyjaśnienie podobnych technicznych kwestii nie jest sprawą walki dobra ze złem. Zawsze można znaleźć drogę do porozumienia, jeśli tylko nie podnosi się każdego błahego problemu do rangi symbolu i nie wymachuje nim jak sztandarem nad głową.

To samo dotyczy również stosunków międzynarodowych. Wojna w Iraku czy Afganistanie, niezależność Kosowa nie są w stosunkach polsko-rosyjskich przeszkodami nie do przejścia. Moskwa dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że Polska jest związana członkostwem w NATO i Unii Europejskiej oraz sojuszem z USA. Nikt by się tym nie przejmował, gdyby Polska nie dodawała do każdej najmniejszej sprawy niepotrzebnych emocji (tego, co filozofia nazywa resentymentem) i nie występowała z pozycji strony wiecznie urażonej i obrażonej.

Najważniejsze jednak, że pierwszy krok na drodze do polepszenia stosunków Polski z Rosją został już zrobiony. Teraz trzeba iść dalej.