Lubię. Zawsze ją lubiłem - jeszcze w czasach chłopięcych, gdy zaczytywałem się w przygodach Winnetou.
W tym sensie też ją nadal lubię.
Jeżeli są antyamerykańscy tylko po to, aby takimi być, to jest to niepoważne i prymitywne. Można mieć negatywne nastawienie do konkretnego prezydenta czy prowadzonej przez niego polityki, ale
w żadnym razie nie można tego rozciągać na całościowy stosunek do USA.
Akurat jeżeli chodzi o Gruzję, to trudno się dziwić. Kluczowym pytaniem jest to, kto rozpętał ten konflikt. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że zaczął Micheil Saakaszwili. To on ponosi
całkowitą odpowiedzialność za klęskę tej operacji - w znaczeniu i wojskowym, i politycznym. Nie sądzę, by po tym posunięciu Gruzja została prędko przyjęta do NATO. Może też pożegnać
się z Abchazją i Osetią Płd.
Jeżeli mówimy o tym, kiedy się zaczęła, to warto pamiętać, że Osetyjczycy zawsze byli prorosyjscy. Gdy rozpadał się ZSRR, próbowali ogłosić niepodległość, czyli zrobić to samo, co
zrobiło później Kosowo. Ale zostali zbrojnie pokonani przez Gruzinów. Jest coś dziwnego w zachowaniu wielu Polaków: mamy taką romantyczną skłonność do popierania tych, którzy walczą o
wolność i niepodległość, zwłaszcza kiedy są mali. Więc dlaczego nie popieramy Osetyjczyków, którzy właśnie to robią? Z jednego powodu - bo są prorosyjscy.
Starałbym się w ścisłym współdziałaniu z Unią Europejską mediować między jedną a drugą stroną. Pośrednictwo polega jednak na tym, że ma się dobre kontakty ze wszystkimi uczestnikami
konfliktu. Przegrana naszego prezydenta polega na tym, że on nie mógł być mediatorem, bo stanął jednoznacznie po jednej stronie sporu. Pozbawił się roli Angeli Merkel i Nicolasa
Sarkozy’ego.
Miałby. Tylko że polityka prezydenta Kaczyńskiego jest elementem wewnętrznego wzmocnienia jego obozu politycznego, a nie umocnienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej. Myślę, że po
cichu Kaczyński liczył na odegranie roli podobnej do tej, jaka przypadła Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w trakcie pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. Ale z Kwaśniewskim chcieli rozmawiać
wszyscy. Z Kaczyńskim tylko Saakaszwili. Jeżeli chce się mieć różne możliwości, to nie można bezkrytycznie przyjmować optyki tylko jednej strony, a do drugiej odnosić się wrogo, i to
ostentacyjnie.
Zauważono go, ale to był incydent bez większego znaczenia. Polski prezydent, jeśli chce coś znaczyć, musi być równie chętnie przyjmowany w Waszyngtonie, co w Moskwie, a także w Paryżu i
Berlinie. Nie chodzi o to, żeby siedział cicho, tylko o to, aby działał mądrze.
Nie warto używać retoryki niektórych partii lewicowych z Ameryki Płd. i Łacińskiej, bo to nie ma sensu. USA mają zróżnicowaną politykę. Jeśli wygra Obama, to jego priorytety będą
zupełnie inne niż te obecnego prezydenta. Gruzja i tarcza to konkretne przypadki, które należy oceniać na podstawie faktów, a nie uprzedzeń i fobii.
To nic dziwnego. Gdy Polska przyłączyła się do koalicji antyhussajnowskiej, to mój pogląd był taki sam jak opinia labourzysty Blaira, ale inny niż opinia czołowego niemieckiego
socjaldemokraty Schroedera.
Bo inaczej ocenia wydarzenia. To, co dzieje się w Polsce, głęboko mnie niepokoi, bo sugeruje, że polski patriotyzm ma wyrażać się poprzez antyrosyjskość. To szalenie szkodliwe i trywialne. W
sprawie konfliktu w Gruzji nie może obowiązywać czarno-biały schemat. Konflikt został rozpętany przez awanturnika, który jest prezydentem Gruzji. Uważam, że jeżeli moi koledzy próbują
prezentować w tej sprawie obiektywizm, to bardzo dobrze. Jeśli np. słyszę, że my - Polska i kraje bałtyckie – mamy szczególne prawo, by potępiać Rosję, bo byliśmy w jej strefie
wpływów i przez nią gnębieni, to proszę popatrzeć, jak zachowują się prezydent Czech i władze węgierskie.
Ale nie w Tbilisi. I po ilu dniach? A prezydent Czech, co powiedział?
Prezydent Vaclav Klaus mówił o hipokryzji i obłudzie w ocenie wydarzeń w Gruzji. Całkowicie się z nim zgadzam.
Wszędzie są takie podziały. Gdyby było tak, że Rosja pierwsza oddała salwę z ciężkiej artylerii na jakieś gruzińskie miasto, to nie miałbym wątpliwości. Ale ten konflikt rozpętał
prezydent Gruzji.
Nie sądzę. Mam nadzieję, że stanowisko lewicy jest oparte na wiedzy i przekonaniach. Ale rzeczywiście od czasów Kazimierza Marcinkiewicza PR stał się najważniejszy dla wszystkich –
i wielkich i małych.
.
Myślę, że stąd, iż to jest instalacja, która - wbrew potocznej opinii - nie chroni ani kawałka Polski, tylko terytorium USA. Gdyby osłaniała Polskę, to stosunek lewicy do tego projektu
byłby inny. Jestem zdumiony, że można porównywać decyzję o budowie tarczy ze wstąpieniem Polski do NATO. To niesłychane, że komukolwiek przychodzi do głowy taka myśl. Wejście do NATO to
była realizacja jednego ze strategicznych celów polskiej transformacji. Nadawanie podobnej rangi decyzji, która sprowadza się do zainstalowania obcej instalacji militarnej, świadczy o jakimś
szaleństwie w polskiej polityce.
Na pewno nie. Nikt by nie mówił, że to jakaś nowa jakość stosunków z USA, bo nasz sojusz z Ameryką jest już teraz oparty na solidnej podstawie, w tym na daninie krwi polskich żołnierzy w
Iraku i Afganistanie. Polskie zobowiązania sojusznicze są konsekwentnie realizowane. Mielibyśmy poważne wątpliwości, czy taka instalacja potrzebna jest bezpieczeństwu Polski.
Decyzja w sprawie Iraku nie była tylko odpowiedzią na amerykańską propozycję, ale reakcją na kolejną rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ i stanowisko wielu państw europejskich. Proszę
pamiętać, że byliśmy w koalicji z takimi państwami Unii Europejskiej jak Wielka Brytania, Hiszpania, Włochy czy Dania.
Wtedy zarysowały się różnice w Europie, tak jak teraz w sprawie Gruzji. Mieliśmy wybór między koalicjami: czy być z Brytyjczykami, Hiszpanami i Amerykanami, czy z Francją, Niemcami i Rosją.
Uważam, że słusznie wybraliśmy tę pierwszą opcję.
Nie, i nie czuję się przez nikogo naiwnie oszukany jak np. prezydent Kwaśniewski. Podejmowałem decyzję po konsultacjach z wieloma europejskimi premierami. Miałem świadomość, że to ciężki
wybór, ale nieunikniony. Potwierdzony zresztą aprobatą Sejmu, w tym ówczesnej opozycji. Wtedy postąpiliśmy mądrze i słusznie. Ale dziś decyzja w sprawie tarczy ma zupełnie inny
charakter.