"Prędzej czy później będziemy musieli zrobić rząd z SLD" - powiedział mi niedawno czołowy strateg PO. I nie chodzi tylko o wspólne obalanie wet prezydenta - choć niewątpliwie Lech Kaczyński dzielnie wspiera nimi ten proces. Żeby być skuteczną, Platforma musi te weta obalać. Żeby je obalać, musi rozmawiać z Napieralskim. Problem jest jednak głębszy - PO jest skazana na jakąś formę symbiozy z ludźmi Napieralskiego (choć wolałaby ze spokojniejszym i mniej kosztującym Olejniczakiem), bo chce powtórzyć manewr Kaczyńskiego z Lepperem i Giertychem.

Reklama

>>> Karnowski: W polskiej polityce może każdy z każdym

Zauważmy - gdy Kaczyński zawierał z nimi koalicję rządową, było to opisywane jako dramat, a on sam nie był pewien, czy nie straci części wyborców. A dziś nawet wrogowie mu gratulują likwidacji szkodników i przechwycenia ich wyborców.

Oczywiście schrupanie i przetrawienie całego elektoratu lewicy, wraz z jego segmentem ubecko-pezetpeerowskim i skrajnie lewackim, to proces dużo trudniejszy. Mam jednak wrażenie, że Donald Tusk i jego koledzy właśnie sposobią się do uczty. I choć postawi ona przed nimi tysiące dylematów, trudno im się dziwić. Kaczyński stał się inny po zjedzeniu przystawek - bardziej antyeuropejski, przaśny i populistyczny niż wcześniej, ale żyje. Pożeranie lewicy to raj dla Palikota i początek gehenny Gowina. Co będzie na końcu, nie wiadomo, może czkawka i lekkie niestrawności. Ale będzie też z pewnością silniejsza partia, a to w dzisiejszej polityce najważniejsze.

Bardziej fundamentalne pytanie warto zadać liderom lewicy. Czy rozumieją, że każdy głębszy flirt z platformerskim niedźwiedziem to początek ich końca. Usiądą z nim do stołu, a pod koniec biesiady skończą na półmisku. Obojętne, czy dziś rozmawiają o kolejnym wecie prezydenta do obalenia, czy o kolejnej porcji posad w mediach publicznych do rozdrapania.