Zyta Gilowska wraca do polityki, bo ma świadomość, że jako minister w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, zrealizowała część własnego projektu reformy podatkowej. Z pewnością wciąż żyje w niej jakiś motyw odegrania się na Donaldzie Tusku. Zyta Gilowska zna go bardzo dobrze przyjaźniła się z nim i przyjaźń ta została zerwana. Wie kim jest, kim, był i jaki ma poziom kompetencji. A jak to bywa w przypadkach takiej „zawiedzionej miłości” towarzyszą temu również duże emocje. Dlatego nie ma co oczekiwać, by dziś Zyta mówiła o Platformie obywatelskiej i Tusku w superlatywach i chwaliła jego dokonania. Nawet jeśli Tusk nie będzie odnosił się publicznie do słów Zyty, to z pewnością nie jest tak, by one do niego nie trafiły i jakoś po nim spłynęły, tym bardziej, że znają się bardzo dobrze.

Natomiast dla Jarosława Kaczyńskiego Zyta Gilowska ważna była i jest dlatego, bo nie ma w PiS lepszego od niej liberalnego specjalisty od finansów publicznych, a po drugie to ona była przez lata jedną z medialnych „twarzy” Platformy Obywatelskiej, którą PiS wciąż może wykorzystywać. Czy to się przełoży na wizerunek tej partii i jakiś wzrost poparcia w sondażach? Nie wiem.

Zyta Gilowska nie odchodziła z Platformy dobrowolnie, ale została z niej wypchnięta pod zarzutem nieuczciwości – pretekstem, w mojej ocenie, dość mocno naciąganym, który ją bardzo mocno dotknął. I to właśnie Jarosław Kaczyński dał jej szanse na pełnienie funkcji o której marzyła i do której, jako polityk PO, przez kilka lat się przygotowywała, a więc ministra finansów i specjalisty od spraw podatkowych. I to ten rząd dał jej możliwość, przynajmniej częściowej realizacji swoich zamierzeń, a więc realnego obniżenia podatków. To zaś nie udało się ani jej poprzednikom, nie udało się rządowi Tuska i pewnie się to nie uda.