Dziennik Gazeta Prawana logo

Pokolenie "Sensacji XX wieku"

12 października 2007, 15:10
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Bunt młodego pokolenia wobec dogmatów III RP, także wobec publicystyki Adama Michnika, ma swoje źródło nie tylko w poszukiwaniu prawdy o przeszłości" - pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.
Kiedy SB żegnała swoich najcenniejszych agentów - w tym kościelnych - zapewnieniami, iż zniszczyła wszystkie materiały na ich temat, publicysta Tomasz Terlikowski miał 15 lat i zaczynał naukę w liceum.
Historyk Piotr Gontarczyk wtedy już studiował, a do liceum poszedł, gdy Bogusław Wołoszański podpisywał deklarację współpracy z wywiadem PRL przed swoim wyjazdem do Londynu. Polityk PiS Arkadiusz Mularczyk był już rok dalej, tyle że na studiach prawniczych.

Dziś to oni zadają starszemu pokoleniu twarde pytania. Głos Terlikowskiego najgłośniej brzmiał w dniach, gdy ważyły się losy arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Piotr Gontarczyk odsłonił właśnie na łamach "Rzeczpospolitej" nieznane wywiadowcze epizody z życiorysu Bogusława Wołoszańskiego. A Arkadiusz Mularczyk wszedł w konflikt z władzami swojej partii, żeby tylko nie dopuścić do stępienia ostrza nowej ustawy lustracyjnej. To tylko przykłady, ale dobrze pokazują cechy generacji coraz mocniej wchodzącej w życie publiczne. Ludzi dobrze wykształconych, którzy otarli się jeszcze w dzieciństwie o PRL, ale odrzucają logikę tamtego systemu.

Żądają głośno pełnej prawdy. A gdy odpowiedzi są nieprzekonujące, sami wyciągają ją na światło dzienne. W Polsce musiało minąć kilkanaście lat, by do głosu w mediach i partiach doszli młodzi ludzie odrzucający niewypowiedzianą tezę, że wszechoobecna za komuny szarość, konieczność zawierania zgniłych kompromisów, uniemożliwia dokonanie jasnej oceny. I że zwłaszcza im, młodym, wara od tego.

Ten bunt młodego pokolenia wobec dogmatów III RP, także wobec publicystyki Adama Michnika, ma swoje źródło nie tylko w poszukiwaniu prawdy o przeszłości. To przede wszystkim twarda diagnoza, że państwo, które zachowało ciągłość większości instytucji komunistycznego satelity, nie podjęło trudu budowy nowego państwa, rozliczyło tylko promil uczestników systemu represji i kłamstwa, nie jest zdolne do normalnego funkcjonowania. Podobne myślenie dotyczy Kościoła. Dla katolików żyjących blisko tej instytucji jest oczywiste, że pytanie o lustrację księży nie jest tylko kwestią moralną. Dawne układy na linii esbek - agent wciąż w wielu miejscach trwają. Kilka afer finansowo-obyczajowych w Kościele tam właśnie miało swoje źródło.

To właśnie racjonalne przekonanie determinuje w dążeniu do prawdy ludzi, którzy wychowali się na "Sensacjach XX wieku". Zafascynowanych Wołoszańskim, któremu nadal nikt nie odbiera wielkich zasług w popularyzacji historii. Ale zarazem pewnych, iż prawda o Wołoszańskim powinna być ujawniona.

Ta grupa będzie szła w górę. Nie dla kariery, ale dlatego, że okazało się, iż ich argumentacja jest słuszna. Że zastrzeżenia zasłużonych opozycjonistów, niedające się przecież całkowicie odrzucić, w efekcie prowadzą jednak do paraliżu lustracji. Mnożenie wątpliwości przyniosło koślawy system prawny, w którym sąd lustracyjny za agenta uzna tylko tego, kto się przyzna, a uwierzy w najbardziej nawet bzdurne wyjaśnienie.

Te wątpliwości, przy pełnym szacunku dla zasług starszego pokolenia, zostały więc odrzucone. By dokonać sądu na poprzednim pokoleniu, potrzeba innej perspektywy. Rodzi to zarzut o zarozumialstwo i brak szacunku dla przeszłości, niezrozumienie dylematów poprzedniego pokolenia. Pewnie i takie postawy się zdarzają. Ale nie zmienia to faktu, iż dla ludzi urodzonych po roku 1970 rozliczenie z przeszłością rodziców jest podstawowym warunkiem ruszenia do przodu. Inaczej siatka starych powiązań będzie pętała nasze państwo, Kościół i media przez kolejne dekady. Jeszcze kilka lat temu podobne tezy ściągały na publicystów miano oszołomów. Dziś ludzie twierdzący, jak ostatnio Wojciech Olejniczak, że w SB też pracowali "dobrzy", budzą zdziwienie pełne zażenowania. Muszą szybko przepraszać.

Wciąż jednak trudno zrozumieć, dlaczego to mówią. Przecież lider SLD, rocznik 1974, nie musiał iść na brudne kompromisy z SB, nie musi zatem niczego racjonalizować, rozmywać, szukać usprawiedliwień. Chyba że wcale nie bronił w ten sposób PRL, ale III RP. W której prawda też nie zawsze była w cenie, a brudnej szarości było wiele.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj