Dyskusja o obsadzie stanowisk w PE nie jest sporem o tej czy innej komisji. Stanowi raczej sprawdzian tego, czy Polacy będą w Parlamencie traktowani na całkowicie partnerskich zasadach czy też nie - pisze w DZIENNIKU Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany, wiceprzewodniczący PO.
Mam wieloletnie doświadczenie negocjacyjne i mogę z przekonaniem powiedzieć, że są sprawy w polityce międzynarodowej, którym nie służy otwarta kurtyna ani
włączanie ich w wewnątrzkrajowy spór polityczny. Jak nikt inny potrafimy sami sobie szkodzić. To nasze polskie piekło.
Znamienne, że w innych krajach (np. w Niemczech) w podobnej sytuacji, w sprawie ważnej dla państwa, potrafią zaangażować się wszyscy - rząd, opozycja oraz media. Dotyczy to także kwestii stanowisk. W Polsce wręcz przeciwnie.
W ostatnich dniach doszło do debaty na temat miejsca Polski w UE oraz roli Polaków w instytucjach unijnych. Pojawiło się wiele niepotrzebnych i szkodzących Polsce głosów. Dyskusja o obsadzie stanowisk w PE nie jest sporem o tej czy innej komisji. Stanowi raczej sprawdzian tego, czy Polacy będą w Parlamencie traktowani na całkowicie partnerskich zasadach czy też nie. Ponieważ moja osoba pojawiła sie w tej dyskusji, chciałbym wyjaśnić kilka kwestii.
PO przewodzi jako partia opozycyjna w Parlamencie Europejskim w działaniach mających na celu najlepszy interes Polski. Dotyczy to także kwestii związanych z obejmowaniem przez jej polityków stanowisk we władzach PE. Dlatego jestem przekonany, że przewodniczący Donald Tusk, podejmując decyzje, kto i jaką funkcję będzie z ramienia partii pełnił, przedkłada długofalowy interes Polski nad doraźne interesy partyjne i indywidualne. Decyzja ta będzie suwerenna względem zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych czynników politycznych oraz medialnych.
Wszystkie moje dotychczasowe działania, w tym ewentualne objęcie przez PO stanowiska szefa komisji spraw zagranicznych w Parlamencie Europejskim, czynione były w pełnym uzgodnieniu z przewodniczącym Platformy oraz Delegacją Polską w Europejskiej Partii Ludowej - Europejskich Demokratach, w skład której wchodzą posłowie PO i PSL. Nie było tu nigdy rozbieżności.
Dla przecięcia wszelkich spekulacji na temat moich osobistych ambicji w sprawie przewodnictwa Komisji Spraw Zagranicznych zgłosiłem Donaldowi Tuskowi gotowość rezygnacji z objęcia tej funkcji.
Wobec zarzutów o wygórowane ambicje potwierdzam - tak, mam wielkie ambicje, ale są to ambicje dla Polski, a nie dla mnie osobiście. Moi przyjaciele i partnerzy polityczni wiedzą, że potrafię rezygnować z oferowanych funkcji, jak i też osobistych ambicji. Moją ambicją jest to, aby Polska grała w UE w pierwszej lidze, obejmując czołowe funkcje, a nie zadowalała się pozycją w drugiej lidze albo na ławce rezerwowych.
Rozmowy Przewodniczącego Donalda Tuska z kanclerz Angelą Merkel, szefową CDU, siostrzanej partii PO, w rodzinie centroprawicowych partii europejskich, jak rownież z Przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej Wiefredem Martensem, a także kontakty na forum tej partii z członkami UE są rzeczą normalną oraz bardzo cenną dla możliwości promowania polskich interesów, a nie jak twierdzą politycy SLD (m.in. pan Marek Siwiec) czymś na granicy zdrady stanu (sic!). Zdumiewa i zastanawia stanowisko czołowych polityków SLD, którzy z takim niepokojem pochylają się nad suwerennymi decyzjami Platformy Obywatelskiej, podobnie jak "troska" wyrażana przez europosłów LPR, Samoobrony i PiS. Zwłaszcza wobec faktu, że SLD walkowerem oddało w Parlamencie Europejskim nadzwyczaj ważną dla polskich interesów Delegację ds. Ukrainy, a także wobec uzgodnień czynionych przez pana Marka Siwca z przewodniczącym europejskich socjalistów nt. niegłosowania na polskiego kandydata na przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych.
Nadchodzi czas, kiedy będą podnoszone w UE kluczowe dla Polski kwestie, takie jak rozstrzygnięcia dotyczące Traktatu Konstytucyjnego, polityka zagraniczna w dziedzinie energii, unijna polityka wschodnia. To także okres, w którym Polska może uzyskać podmiotową i pierwszoplanową pozycję w Unii Europejskiej oraz owocnie i przyjaźnie współdziałać z naszymi partnerami (w tym z Niemcami).
W myśl tej filozofii oraz wobec tak ogromnych wyzwań linia polityczna zdefiniowana i zaproponowana przez Donalda Tuska proponuje współdziałanie i osiągnięcie maksymalnej zgody narodowej wokół kluczowych interesów Polski w sferze międzynarodowej.
Jest to propozycja wyłączenia ich poza nawias bieżących spraw politycznych poprzez wniesienie się ponad doraźne interesy partyjne, nie mówiąc o indywidualnych. Taki sens ma stanowisko PO wobec polskiego weta w sprawie układu Unia Europejska – Rosja oraz oferta współpracy z prezydentem i rządem w sprawie Traktatu Konstytucyjnego.
Wiele razy w historii gubił Polskę brak zgody co do nadrzdnych celów. Chciałbym, żebyśmy już takich błędów nie popełniali.
Znamienne, że w innych krajach (np. w Niemczech) w podobnej sytuacji, w sprawie ważnej dla państwa, potrafią zaangażować się wszyscy - rząd, opozycja oraz media. Dotyczy to także kwestii stanowisk. W Polsce wręcz przeciwnie.
W ostatnich dniach doszło do debaty na temat miejsca Polski w UE oraz roli Polaków w instytucjach unijnych. Pojawiło się wiele niepotrzebnych i szkodzących Polsce głosów. Dyskusja o obsadzie stanowisk w PE nie jest sporem o tej czy innej komisji. Stanowi raczej sprawdzian tego, czy Polacy będą w Parlamencie traktowani na całkowicie partnerskich zasadach czy też nie. Ponieważ moja osoba pojawiła sie w tej dyskusji, chciałbym wyjaśnić kilka kwestii.
PO przewodzi jako partia opozycyjna w Parlamencie Europejskim w działaniach mających na celu najlepszy interes Polski. Dotyczy to także kwestii związanych z obejmowaniem przez jej polityków stanowisk we władzach PE. Dlatego jestem przekonany, że przewodniczący Donald Tusk, podejmując decyzje, kto i jaką funkcję będzie z ramienia partii pełnił, przedkłada długofalowy interes Polski nad doraźne interesy partyjne i indywidualne. Decyzja ta będzie suwerenna względem zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych czynników politycznych oraz medialnych.
Wszystkie moje dotychczasowe działania, w tym ewentualne objęcie przez PO stanowiska szefa komisji spraw zagranicznych w Parlamencie Europejskim, czynione były w pełnym uzgodnieniu z przewodniczącym Platformy oraz Delegacją Polską w Europejskiej Partii Ludowej - Europejskich Demokratach, w skład której wchodzą posłowie PO i PSL. Nie było tu nigdy rozbieżności.
Dla przecięcia wszelkich spekulacji na temat moich osobistych ambicji w sprawie przewodnictwa Komisji Spraw Zagranicznych zgłosiłem Donaldowi Tuskowi gotowość rezygnacji z objęcia tej funkcji.
Wobec zarzutów o wygórowane ambicje potwierdzam - tak, mam wielkie ambicje, ale są to ambicje dla Polski, a nie dla mnie osobiście. Moi przyjaciele i partnerzy polityczni wiedzą, że potrafię rezygnować z oferowanych funkcji, jak i też osobistych ambicji. Moją ambicją jest to, aby Polska grała w UE w pierwszej lidze, obejmując czołowe funkcje, a nie zadowalała się pozycją w drugiej lidze albo na ławce rezerwowych.
Rozmowy Przewodniczącego Donalda Tuska z kanclerz Angelą Merkel, szefową CDU, siostrzanej partii PO, w rodzinie centroprawicowych partii europejskich, jak rownież z Przewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej Wiefredem Martensem, a także kontakty na forum tej partii z członkami UE są rzeczą normalną oraz bardzo cenną dla możliwości promowania polskich interesów, a nie jak twierdzą politycy SLD (m.in. pan Marek Siwiec) czymś na granicy zdrady stanu (sic!). Zdumiewa i zastanawia stanowisko czołowych polityków SLD, którzy z takim niepokojem pochylają się nad suwerennymi decyzjami Platformy Obywatelskiej, podobnie jak "troska" wyrażana przez europosłów LPR, Samoobrony i PiS. Zwłaszcza wobec faktu, że SLD walkowerem oddało w Parlamencie Europejskim nadzwyczaj ważną dla polskich interesów Delegację ds. Ukrainy, a także wobec uzgodnień czynionych przez pana Marka Siwca z przewodniczącym europejskich socjalistów nt. niegłosowania na polskiego kandydata na przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych.
Nadchodzi czas, kiedy będą podnoszone w UE kluczowe dla Polski kwestie, takie jak rozstrzygnięcia dotyczące Traktatu Konstytucyjnego, polityka zagraniczna w dziedzinie energii, unijna polityka wschodnia. To także okres, w którym Polska może uzyskać podmiotową i pierwszoplanową pozycję w Unii Europejskiej oraz owocnie i przyjaźnie współdziałać z naszymi partnerami (w tym z Niemcami).
W myśl tej filozofii oraz wobec tak ogromnych wyzwań linia polityczna zdefiniowana i zaproponowana przez Donalda Tuska proponuje współdziałanie i osiągnięcie maksymalnej zgody narodowej wokół kluczowych interesów Polski w sferze międzynarodowej.
Jest to propozycja wyłączenia ich poza nawias bieżących spraw politycznych poprzez wniesienie się ponad doraźne interesy partyjne, nie mówiąc o indywidualnych. Taki sens ma stanowisko PO wobec polskiego weta w sprawie układu Unia Europejska – Rosja oraz oferta współpracy z prezydentem i rządem w sprawie Traktatu Konstytucyjnego.
Wiele razy w historii gubił Polskę brak zgody co do nadrzdnych celów. Chciałbym, żebyśmy już takich błędów nie popełniali.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl