Państwa członkowskie UE powinny wykazywać częściej wzajemną solidarność.Partnerzy zewnętrzni powinni być traktowani tak, by nie naruszać interesów jakiegokolwiek z członków Unii - mówi DZIENNIKOWI Anna Fotyga, minister spraw zagranicznych.
Maria Przełomiec: W niedzielę kanclerz Angela Merkel spotka się w Soczi z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem. Jednym z głównych tematów rokowań ma
być współpraca energetyczna. Kto kogo przekona? Czy kanclerz Merkel Putina, że Europa musi mieć gwarancję rosyjskiej przewidywalności, czy Władimir Putin panią Kanclerz, że Moskwa jest
solidnym partnerem, a winę za zakręcanie rosyjskiego kurka ponoszą Białoruś i Ukraina, bo podkradają surowce?
Anna Fotyga: Po ostatnim kryzysie białoruskim prezydentowi Putinowi bardzo trudno będzie przekonać kanclerz Merkel, że nie ma żadnych problemów z dostawami rosyjskich surowców do Unii. Sądzę jednak, iż postawa wielu krajów, a przede wszystkim Polski, poprawia pozycję przetargową Angeli Merkel. Od czasu spotkania w Lahti Unia coraz częściej mówi w sprawach energetycznych jednym głosem. Mam nadzieję, że tak będzie dalej.
Ale Angela Merkel ostatnio ponownie zachęciła Polaków, by zamiast protestować, przyłączyli się do Gazociągu Północnego.
Nasze stanowisko w tej sprawie jest niezmienne. Nie planujemy przyłączenia się do Gazociągu, który ma przechodzić pod dnem Bałtyku.
Od środy trwają w Berlinie negocjacje w sprawie zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso. Rosja najwyraźniej nie ma ochoty ustąpić. Czy sprawa ta może stać się probierzem tego, jak będą wyglądały rosyjsko-unijne stosunki w czasie rozpoczętej właśnie niemieckiej prezydencji ?
To bardzo ważny test dla tych stosunków. Po pierwsze, państwa członkowskie UE powinny wykazywać i moim zdaniem coraz częściej wykazują wzajemną solidarność. To oznacza, że partnerzy zewnętrzni - niezależnie od ich siły, rangi ekonomicznej i wielkości handlu z poszczególnymi krajami Wspólnoty - powinni być traktowani tak, by nie naruszać interesów jakiegokolwiek z członków Unii. Zwłaszcza interesów ekonomicznych. Nie wyborażam sobie rozpoczęcia negocjacji nowej umowy partnerskiej z Rosją bez załatwienia sprawy embarga.
Kilka miesięcy temu, jeden z rosyjskich politologów wyraził nadzieję, iż niemieckie przewodnictwo w Unii stworzy Moskwie unikalną okazję wpływania na politykę Wspólnoty. Już w tej chwili Moskwa próbuje oddziaływać na Europę nie tylko za pomocą surowców, ale także dużych inwestycji w strategiczne gałęzie europejskiego przemysłu. Czy nie grozi uzależnieniem gospodarki unijnej od Moskwy?
To poważne zagrożenie i mówimy o tym państwom członkowskim Unii nie od dziś. Nie chcielibyśmy, by w ten sposób został zdominowany polski sektor energetyczny, chociaż wiemy, że musi nastąpić liberalizacja rynku wewnętrznego Unii, a Rosjanie będą na nim jednym z graczy. Polska chce się do tej liberalizacji przygotować; skonsolidować swoj wewnętrzną produkcję i zapewnić dywersyfikację dostaw surowcowych, która została wstrzymana w ostatnich latach. Mam nadzieję, że to się uda.
Polsce być może tak, ale co z całą Unią? Co z energetyczną solidarnością? Polska ma dobre pomysły, takie jak słynny pakt muszkieterów, ale najwyraźniej nie potrafi do nich przekonywać unijnych partnerów. A przecież Warszawa leży bliżej Berlina niż Moskwa, nie tylko w sensie geograficznym, ale także politycznym.
To prawda. Nie chcę przekonywać, że wszystko robimy świetnie i nasza dyplomacja nie popełniła żadnych błędów, ale chciałabym zwrócić uwagę, iż postulaty zgłaszane przez Polskę są ściśle związane z interesami wszystkich państw członkowskich UE, chociaż czasami wydają się sprzeczne z interesami jej poszczególnych krajów. Dobrym przykładem jest Gazociąg Północny. Polska podkreśla, że coś, co Niemcy uznają za swój ważny interes, jest w istocie realizacją projektu wyraźnie pogarszającego bezpieczeństwo energetyczne państw nadbałtyckich i Polski.
Niemcy z kolei uważają, że Gazociąg wyraźnie poprawi bezpieczeństwo ich samych i państw zachodnich. Jak więc skutecznie przekonywać Unię?
Myślę, że Unia sama zaczyna zauważać słuszności naszych obaw. Czasami jakąś kwestię najpierw trzeba jasno postawić i dopiero potem przekonywać do niej innych. Tak właśnie zrobiliśmy. Postawienie sprawy solidarnego postępowania w kwestii bezpieczeństa energetyczego wynikało z naszej oceny ekspansji rosyjskiej na globalnym rynku surowców energetycznych oraz wykorzystywaniu przez Moskwę surowców jako narzędzia w polityce.
Ale jak to uświadomić unijnym partnerom ? Czy Polska nie zaprzepaściła szansy, by stać się liderem nowych państw członkowskich w Unii? I czy to jest jeszcze do odrobienia?
W mojej ocenie pozycja Polski jest w tej chwili znacznie wyższa niż jeszcze kilka miesięcy temu. Trudno jednak mówić o jakiejś dominującej roli Warszawy np. wśród państw grupy wyszehradzkiej, gdy przynajmniej w dwóch z nich sytuacja polityczna jest bardzo niestabilna.Także sposób rozwiązywania spraw związanych z bezpieczeństwem energetycznym jest w „Wyszehradzie” różny. Stąd rozbieżne interesy. Ale jestem cierpliwa, mamy napięty kalendarz spotkań ministrów i chociaż ich efekty nie są może specjalnie spektakularne, to już sam fakt, że takie rozmowy się odbywają i zaczynamy dochodzić w niektórych punktach do zbliżenia stanowisk, pozwala na optymizm.
W czym się zgadzamy?
Polityka sąsiedztwa, wschodni wymiar Unii. Podobne poglądy w tych sprawach mają także kraje nadbałtyckie. Ważnym elementem budowania lobby są spotkania z Litwą; Wilno stało się bardzo istotnym partnerem Warszawy i sądzę, że litewscy politycy postrzegają Polskę jako ważny punkt odniesienia. Pozycję w regionie buduje się stopniowo, krok po kroku. To bardzo ciężka i długotrwała praca.
Wspomniała pani o wschodnim wymiarze, podobno rząd polski przygotowuje nową strategię polityki wschodniej?
Tak. Przyjęcie do UE takich państw jak Bułgaria i Rumunia spowodowało naturalne przesunięcie akcentu w kierunku południowo-wschodnim, ku basenowi Morza Czarnego. Dostrzegamy w tym szansę, jednak pod warunkiem że będzie zachowana równowaga. Z punktu widzenia Polski i części państw nadbałtyckich nadal konieczne jest skupianie uwagi na Białorusi i Ukrainie. Dialog z Kijowem powinien trwać niezależnie od tego, jak trudna panuje tam sytuacja wewnętrzna oraz jak żmudne mogą być przemiany w tym kraju. Bardzo ważny jest też Kaukaz.
A jakie są szanse i zagrożenia związane z niemiecką prezydencją?
Szanse są duże, choćby przez to, że Niemcy to kraj mający wielką siłę oraz zbliżone w tej chwili do nas stanowisko w takich sprawach, jak polityka transatlantycka. To bardzo ważne, bo tuż po interwencji w Iraku europejsko- amerykańskie rozbieżności utrudniały rozwiązywanie wielu kluczowych kwestii. Szansą jest też niemiecka otwartość w rozmawianiu o przyszłości Unii Europejskiej. Niebezpieczeństwem byłoby natomiast, gdyby Niemcy chciały narzucić innym swoją wizję. Myślę jednak, że mamy do czynienia z racjonalnym partnerem, który będzie brał pod uwagę poglądy wszystkich państw członkowskich. Choćby w sprawie Traktatu konstytucyjnego UE. Wymaga on ratyfikacji, a więc trzeba wypracować tekst, który mógłby zostać zaakceptowany przez 27 państw. Podkreślam, Unia potrzebuje takiego fundamentalnego traktatu.
A rosyjskie nadzieje, że przez Berlin uda się wpływać na Unię?
W stosunkach między UE i jej zewnętrznymi partnerami zawsze istnieją wzajemne wpływy. Oczywiście w ciągu najbliższego półrocza będzie można wpływać na Unię przez Niemcy, tak jak w czasie następnego przez Portugalię, która przejmuje prezydencję w UE. Sądzę jednak, że Rosja nie docenia jednego ważnego czynnika: wzrastającego poziomu unijnej solidarności.
Anna Fotyga: Po ostatnim kryzysie białoruskim prezydentowi Putinowi bardzo trudno będzie przekonać kanclerz Merkel, że nie ma żadnych problemów z dostawami rosyjskich surowców do Unii. Sądzę jednak, iż postawa wielu krajów, a przede wszystkim Polski, poprawia pozycję przetargową Angeli Merkel. Od czasu spotkania w Lahti Unia coraz częściej mówi w sprawach energetycznych jednym głosem. Mam nadzieję, że tak będzie dalej.
Ale Angela Merkel ostatnio ponownie zachęciła Polaków, by zamiast protestować, przyłączyli się do Gazociągu Północnego.
Nasze stanowisko w tej sprawie jest niezmienne. Nie planujemy przyłączenia się do Gazociągu, który ma przechodzić pod dnem Bałtyku.
Od środy trwają w Berlinie negocjacje w sprawie zniesienia rosyjskiego embarga na polskie mięso. Rosja najwyraźniej nie ma ochoty ustąpić. Czy sprawa ta może stać się probierzem tego, jak będą wyglądały rosyjsko-unijne stosunki w czasie rozpoczętej właśnie niemieckiej prezydencji ?
To bardzo ważny test dla tych stosunków. Po pierwsze, państwa członkowskie UE powinny wykazywać i moim zdaniem coraz częściej wykazują wzajemną solidarność. To oznacza, że partnerzy zewnętrzni - niezależnie od ich siły, rangi ekonomicznej i wielkości handlu z poszczególnymi krajami Wspólnoty - powinni być traktowani tak, by nie naruszać interesów jakiegokolwiek z członków Unii. Zwłaszcza interesów ekonomicznych. Nie wyborażam sobie rozpoczęcia negocjacji nowej umowy partnerskiej z Rosją bez załatwienia sprawy embarga.
Kilka miesięcy temu, jeden z rosyjskich politologów wyraził nadzieję, iż niemieckie przewodnictwo w Unii stworzy Moskwie unikalną okazję wpływania na politykę Wspólnoty. Już w tej chwili Moskwa próbuje oddziaływać na Europę nie tylko za pomocą surowców, ale także dużych inwestycji w strategiczne gałęzie europejskiego przemysłu. Czy nie grozi uzależnieniem gospodarki unijnej od Moskwy?
To poważne zagrożenie i mówimy o tym państwom członkowskim Unii nie od dziś. Nie chcielibyśmy, by w ten sposób został zdominowany polski sektor energetyczny, chociaż wiemy, że musi nastąpić liberalizacja rynku wewnętrznego Unii, a Rosjanie będą na nim jednym z graczy. Polska chce się do tej liberalizacji przygotować; skonsolidować swoj wewnętrzną produkcję i zapewnić dywersyfikację dostaw surowcowych, która została wstrzymana w ostatnich latach. Mam nadzieję, że to się uda.
Polsce być może tak, ale co z całą Unią? Co z energetyczną solidarnością? Polska ma dobre pomysły, takie jak słynny pakt muszkieterów, ale najwyraźniej nie potrafi do nich przekonywać unijnych partnerów. A przecież Warszawa leży bliżej Berlina niż Moskwa, nie tylko w sensie geograficznym, ale także politycznym.
To prawda. Nie chcę przekonywać, że wszystko robimy świetnie i nasza dyplomacja nie popełniła żadnych błędów, ale chciałabym zwrócić uwagę, iż postulaty zgłaszane przez Polskę są ściśle związane z interesami wszystkich państw członkowskich UE, chociaż czasami wydają się sprzeczne z interesami jej poszczególnych krajów. Dobrym przykładem jest Gazociąg Północny. Polska podkreśla, że coś, co Niemcy uznają za swój ważny interes, jest w istocie realizacją projektu wyraźnie pogarszającego bezpieczeństwo energetyczne państw nadbałtyckich i Polski.
Niemcy z kolei uważają, że Gazociąg wyraźnie poprawi bezpieczeństwo ich samych i państw zachodnich. Jak więc skutecznie przekonywać Unię?
Myślę, że Unia sama zaczyna zauważać słuszności naszych obaw. Czasami jakąś kwestię najpierw trzeba jasno postawić i dopiero potem przekonywać do niej innych. Tak właśnie zrobiliśmy. Postawienie sprawy solidarnego postępowania w kwestii bezpieczeństa energetyczego wynikało z naszej oceny ekspansji rosyjskiej na globalnym rynku surowców energetycznych oraz wykorzystywaniu przez Moskwę surowców jako narzędzia w polityce.
Ale jak to uświadomić unijnym partnerom ? Czy Polska nie zaprzepaściła szansy, by stać się liderem nowych państw członkowskich w Unii? I czy to jest jeszcze do odrobienia?
W mojej ocenie pozycja Polski jest w tej chwili znacznie wyższa niż jeszcze kilka miesięcy temu. Trudno jednak mówić o jakiejś dominującej roli Warszawy np. wśród państw grupy wyszehradzkiej, gdy przynajmniej w dwóch z nich sytuacja polityczna jest bardzo niestabilna.Także sposób rozwiązywania spraw związanych z bezpieczeństwem energetycznym jest w „Wyszehradzie” różny. Stąd rozbieżne interesy. Ale jestem cierpliwa, mamy napięty kalendarz spotkań ministrów i chociaż ich efekty nie są może specjalnie spektakularne, to już sam fakt, że takie rozmowy się odbywają i zaczynamy dochodzić w niektórych punktach do zbliżenia stanowisk, pozwala na optymizm.
W czym się zgadzamy?
Polityka sąsiedztwa, wschodni wymiar Unii. Podobne poglądy w tych sprawach mają także kraje nadbałtyckie. Ważnym elementem budowania lobby są spotkania z Litwą; Wilno stało się bardzo istotnym partnerem Warszawy i sądzę, że litewscy politycy postrzegają Polskę jako ważny punkt odniesienia. Pozycję w regionie buduje się stopniowo, krok po kroku. To bardzo ciężka i długotrwała praca.
Wspomniała pani o wschodnim wymiarze, podobno rząd polski przygotowuje nową strategię polityki wschodniej?
Tak. Przyjęcie do UE takich państw jak Bułgaria i Rumunia spowodowało naturalne przesunięcie akcentu w kierunku południowo-wschodnim, ku basenowi Morza Czarnego. Dostrzegamy w tym szansę, jednak pod warunkiem że będzie zachowana równowaga. Z punktu widzenia Polski i części państw nadbałtyckich nadal konieczne jest skupianie uwagi na Białorusi i Ukrainie. Dialog z Kijowem powinien trwać niezależnie od tego, jak trudna panuje tam sytuacja wewnętrzna oraz jak żmudne mogą być przemiany w tym kraju. Bardzo ważny jest też Kaukaz.
A jakie są szanse i zagrożenia związane z niemiecką prezydencją?
Szanse są duże, choćby przez to, że Niemcy to kraj mający wielką siłę oraz zbliżone w tej chwili do nas stanowisko w takich sprawach, jak polityka transatlantycka. To bardzo ważne, bo tuż po interwencji w Iraku europejsko- amerykańskie rozbieżności utrudniały rozwiązywanie wielu kluczowych kwestii. Szansą jest też niemiecka otwartość w rozmawianiu o przyszłości Unii Europejskiej. Niebezpieczeństwem byłoby natomiast, gdyby Niemcy chciały narzucić innym swoją wizję. Myślę jednak, że mamy do czynienia z racjonalnym partnerem, który będzie brał pod uwagę poglądy wszystkich państw członkowskich. Choćby w sprawie Traktatu konstytucyjnego UE. Wymaga on ratyfikacji, a więc trzeba wypracować tekst, który mógłby zostać zaakceptowany przez 27 państw. Podkreślam, Unia potrzebuje takiego fundamentalnego traktatu.
A rosyjskie nadzieje, że przez Berlin uda się wpływać na Unię?
W stosunkach między UE i jej zewnętrznymi partnerami zawsze istnieją wzajemne wpływy. Oczywiście w ciągu najbliższego półrocza będzie można wpływać na Unię przez Niemcy, tak jak w czasie następnego przez Portugalię, która przejmuje prezydencję w UE. Sądzę jednak, że Rosja nie docenia jednego ważnego czynnika: wzrastającego poziomu unijnej solidarności.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|