W sprawie tarczy antyrakietowej Polska powinna twardo negocjować ze Stanami Zjednoczonymi, by układ był korzystny dla obu stron - pisze w DZIENNIKU politolog Grzegorz Kostrzewa-Zorbas.
Stany Zjednoczone zaproponują prawdopodobnie budowę na terenie Polski elementów systemu obrony przeciwrakietowej zwanej popularnie tarczą antyrakietową. W Polsce
rozpętała się dyskusja na temat zysków i zagrożeń, jakie wiążą się z faktem ulokowania w Polsce amerykańskich baz i instalacji wojskowych. Jednak odpowiedź na pytanie, czy udział w
tarczy będzie się Polsce opłacał, zależy przede wszystkim od tego, jakie warunki udałoby się nam uzyskać w negocjacjach z amerykańskimi partnerami.
Polska – jako członek NATO – jest strategicznym sojusznikiem USA, a budowa tarczy stanowiłaby dodatkowe wzmocnienie tego sojuszu. Chodzi jednak o to, by warunki były korzystne dla obu stron: by polskie terytorium nie stało się tylko podstawką pod amerykańskie rakiety. Potencjalnie Polska ma sporo do zyskania, musi jednak sformułować pakiet negocjacyjny zawierający zarówno elementy wojskowe związane z tarczą i szerzej rozumianym partnerstwem ze Stanami Zjednoczonymi, jak i niemniej istotne elementy niewojskowe. Tylko jeśli większość naszych warunków zostanie spełniona, powinniśmy przystąpić do tego programu.
Program minimum brzmi następująco: po pierwsze, główny system tarczy musi bronić także polskiego, a nie tylko amerykańskiego terytorium. I nie chodzi tu tylko o rozlokowanie rakiet typu Patriot, które mają osłaniać przed uderzeniem same instalacje wojskowe, a o faktyczną ochronę terytorium i ludności Polski. Zapobiegnie to sytuacji, w której Polska stałaby się tylko niezatapialnym amerykańskim lotniskowcem.
Po drugie, system ten powinien mieć akceptację Sojuszu Północnoatlantyckiego jako całości. Po trzecie, powinien to być system podwójnego klucza: albo na zasadzie, że Polska współuczestniczy w decyzjach o jego użyciu, albo podlega on dowództwu NATO, którego Polska jest członkiem.
Pakiet negocjacyjny powinien jednakże zawierać także elementy niezwiązane z samą tarczą, takie jak amerykańska pomoc dla naszego wojska, zwłaszcza w dziedzinie uzbrojenia, wyposażenia, treningu i edukacji wojskowej. Musi to być prawdziwe wsparcie, a nie sprzedawanie po komercyjnych cenach myśliwców F-16, jak to miało miejsce do tej pory. Polskie wojsko dokłada do misji u boku Ameryki, zwłaszcza do operacji w Iraku. Tę sytuację trzeba odwrócić.
Pakiet powinien wreszcie zawierać elementy niewojskowe, tak by solidarność transatlantycka i sojusz polsko-amerykański nie ograniczał się tylko do jednego, wojskowego wymiaru. Trzeba budować głęboką i wszechstronną więź między oboma państwami i społeczeństwami. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinno być zniesienie wiz na krótki pobyt polskich obywateli w Stanach Zjednoczonych. Nasz amerykański partner powinien także reaktywować i rozszerzyć program stypendialny dla polskich studentów i naukowców. Najlepsze, ale i najdroższe na świecie uniwersytety znajdują się w USA, a amerykańskie państwowe fundusze na stypendia dla cudzoziemców idą w tej chwili do Arabii Saudyjskiej i w podobne miejsca. Jeśli Amerykanom zależy na budowie ścisłego sojuszu z Polską, system ten powinien objąć także naszych obywateli. Podobnie powinno być w dziedzinie współpracy kulturalnej, itd.
Jeżeli udałoby się wynegocjować realizację tych warunków, udział w tarczy antyrakietowej przyniósłby Polsce wiele korzyści, natomiast jeśli Amerykanie odrzuciliby większość naszych postulatów, to wówczas Polska nie powinna przystępować do amerykańskiego programu.
Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog, prodziekan ds. kierunku stosunki międzynarodowe Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie
Polska – jako członek NATO – jest strategicznym sojusznikiem USA, a budowa tarczy stanowiłaby dodatkowe wzmocnienie tego sojuszu. Chodzi jednak o to, by warunki były korzystne dla obu stron: by polskie terytorium nie stało się tylko podstawką pod amerykańskie rakiety. Potencjalnie Polska ma sporo do zyskania, musi jednak sformułować pakiet negocjacyjny zawierający zarówno elementy wojskowe związane z tarczą i szerzej rozumianym partnerstwem ze Stanami Zjednoczonymi, jak i niemniej istotne elementy niewojskowe. Tylko jeśli większość naszych warunków zostanie spełniona, powinniśmy przystąpić do tego programu.
Program minimum brzmi następująco: po pierwsze, główny system tarczy musi bronić także polskiego, a nie tylko amerykańskiego terytorium. I nie chodzi tu tylko o rozlokowanie rakiet typu Patriot, które mają osłaniać przed uderzeniem same instalacje wojskowe, a o faktyczną ochronę terytorium i ludności Polski. Zapobiegnie to sytuacji, w której Polska stałaby się tylko niezatapialnym amerykańskim lotniskowcem.
Po drugie, system ten powinien mieć akceptację Sojuszu Północnoatlantyckiego jako całości. Po trzecie, powinien to być system podwójnego klucza: albo na zasadzie, że Polska współuczestniczy w decyzjach o jego użyciu, albo podlega on dowództwu NATO, którego Polska jest członkiem.
Pakiet negocjacyjny powinien jednakże zawierać także elementy niezwiązane z samą tarczą, takie jak amerykańska pomoc dla naszego wojska, zwłaszcza w dziedzinie uzbrojenia, wyposażenia, treningu i edukacji wojskowej. Musi to być prawdziwe wsparcie, a nie sprzedawanie po komercyjnych cenach myśliwców F-16, jak to miało miejsce do tej pory. Polskie wojsko dokłada do misji u boku Ameryki, zwłaszcza do operacji w Iraku. Tę sytuację trzeba odwrócić.
Pakiet powinien wreszcie zawierać elementy niewojskowe, tak by solidarność transatlantycka i sojusz polsko-amerykański nie ograniczał się tylko do jednego, wojskowego wymiaru. Trzeba budować głęboką i wszechstronną więź między oboma państwami i społeczeństwami. Pierwszym krokiem w tym kierunku powinno być zniesienie wiz na krótki pobyt polskich obywateli w Stanach Zjednoczonych. Nasz amerykański partner powinien także reaktywować i rozszerzyć program stypendialny dla polskich studentów i naukowców. Najlepsze, ale i najdroższe na świecie uniwersytety znajdują się w USA, a amerykańskie państwowe fundusze na stypendia dla cudzoziemców idą w tej chwili do Arabii Saudyjskiej i w podobne miejsca. Jeśli Amerykanom zależy na budowie ścisłego sojuszu z Polską, system ten powinien objąć także naszych obywateli. Podobnie powinno być w dziedzinie współpracy kulturalnej, itd.
Jeżeli udałoby się wynegocjować realizację tych warunków, udział w tarczy antyrakietowej przyniósłby Polsce wiele korzyści, natomiast jeśli Amerykanie odrzuciliby większość naszych postulatów, to wówczas Polska nie powinna przystępować do amerykańskiego programu.
Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, politolog, prodziekan ds. kierunku stosunki międzynarodowe Wyższej Szkoły Handlu i Prawa im. Ryszarda Łazarskiego w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|