W roku 1989 Polska odzyskała niepodległość. Tak przełomowe wydarzenie zasługiwało na uchwalenie ustawy zasadniczej, którą można byłoby porównać do dzieła Sejmu Czteroletniego. Jednak żaden dokument na miarę Konstytucji 3 maja nie wszedł w życie.
Konstytucja z roku 1997 nie była pozytywnym aktem ustrojowym, lecz wynikiem zgniłego kompromisu obozu postkomunistycznego z częścią środowisk dawnej opozycji demokratycznej. Nie ustanowiła ona jednoznacznego rozróżnienia pomiędzy niepodległą Polską a PRL. Pomieszała roszczeniowe elementy socjalizmu z płytkim liberalizmem, definiującym wolność negatywnie, jako brak zobowiązań państwa wobec obywateli.
Obowiązująca konstytucja osłabiła władzę wykonawczą. Nadała urzędowi prezydenta szerokie uprawnienia bez możliwości pełnego korzystania z nich, co stwarza podatny grunt dla konfliktów głowy państwa z premierem. Doprowadziła do sytuacji, w której sądownictwo zamiast pełnienia zadań władzy publicznej, stało się narzędziem obrony wąskich interesów korporacyjnych.
W związku z tym warto się zastanowić, czy w chwili obecnej jest właściwy moment na zmianę konstytucji. Oczywiście dzisiaj nie należy stosować analogii do czasów chylącej się ku upadkowi I Rzeczypospolitej. Mimo wszystko III RP ze wszelkimi swoimi wadami nie może być porównywana do Polski nocy saskiej. Tym niemniej nasz kraj potrzebuje nowej, wzmacniającej państwo i pozycję obywateli konstytucji.
Idea budowy IV Rzeczypospolitej nie ma sensu rewolucyjnego. Zachowuje ona to, co pozytywne w III RP: samorząd terytorialny, rolę Trybunału Konstytucyjnego, prawo do życia i swobody obywatelskie. Chodzi o rozprawienie się z mechanizmami ustrojowymi, które niszczą podstawową funkcję państwa, jaką jest ochrona dobra wspólnego.
Nadszedł dobry czas dla Polski. Jest w nas pragnienie poprawy sytuacji politycznej i ekonomicznej. Udało się zlikwidować złe instytucje o antydemokratycznym charakterze jak WSI. Gospodarka
rozwija się dynamicznie. Polacy stawiają na swoją edukację. Jednocześnie doświadczamy braku sprawnie funkcjonujących instytucji państwa. Nadarza się więc sposobność, aby rozpocząć
otwartą dyskusję, której celem byłoby uchwalenie nowej konstytucji. Dobrze by się stało, żeby projekt taki stał się przedmiotem współpracy PiS z PO. Stając półtora roku temu do
wyborów, obie te formacje głosiły potrzebę zmiany ustawy zasadniczej.
Nowa konstytucja nie może być zawieszona w ideowej próżni. Musi ona nawiązywać do polskiej tradycji ustrojowej i opierać się na jasno wyrażonych wartościach. Powinny się one znaleźć
zwłaszcza w preambule konstytucji. Preambuła powoływałaby się poprzez Invocatio Dei na nasze chrześcijańskie dziedzictwo, a także zawierała słowa wdzięczności wobec ofiarnej postawy
przodków oraz akcentowała fakt zwycięstwa nad komunizmem i odzyskania niepodległości.
W konstytucji muszą się znaleźć zapisy umacniające niepodległe państwo tak, aby mogło skutecznie uczestniczyć w rywalizacji międzynarodowej. Silne demokratyczne państwo jest gwarantem realizacji takich wartości jak: godność każdego człowieka, troska o dobro wspólne, sprawiedliwość i solidarność.
Nowa konstytucja powinna uruchomić proces odrodzenia władzy sądowniczej. Stąd nowa, podobna do francuskiej, formuła Krajowej Rady Sądownictwa kierowanej przez prezydenta i ministra sprawiedliwości. Należy bowiem odróżnić niezawisłość sędziowską od przywilejów samorządu sędziowskiego. Musimy je ograniczyć, przyznając ministrowi sprawiedliwości prawo do nominowania prezesów sądów odpowiedzialnych za sprawność ich działania.
Potrzebna jest poprawa konstytucyjnego uregulowania takich instytucji jak referendum z inicjatywy obywateli bądź ludowa inicjatywa ustawodawcza. Zamiast likwidacji Senatu zmieńmy jego formułę na wolną od sporów politycznych. Senat wybierałby prezesa NIK i rzecznika praw obywatelskich. Rozważmy zmniejszenie liczby senatorów do 30, wybieranych w okręgach jednomandatowych.
Zerwanie z państwem socjalistycznym wymaga konkretnych gestów, które są nie tylko symboliczne. Stąd warto nawiązać do propozycji Jana Nowaka-Jeziorańskiego i wprowadzić konstytucyjny
obowiązek złożenia przysięgi państwowej przez wszystkie osoby pełniące funkcje publiczne, które nie uczyniły tego przed rokiem 1990.
Kazimierz Michał Ujazdowski, minister kultury i dziedzictwa narodowego