IZABELA LESZCZYŃSKA: Czy lustracja pułkowników i generałów pomoże armii?
GEN. BRYG. STANISŁAW KOZIEJ: Nie sądzę, aby z tego był jakiś pożytek. To raczej akt polityczny, a nie zmiana podyktowana realnymi potrzebami Sił Zbrojnych. Taka akcja wojsku nie
pomoże, ale też nie zaszkodzi.
Czy oficerowie, którzy w czasach PRL mieli kontakty z wojskowymi służbami specjalnymi, a nadal służą w armii, mogą jej szkodzić?
Nie sądzę. Minęło 18 lat, odkąd pożegnaliśmy PRL. Wybitny oficer, generał, może służyć w armii 40 lat, potem odchodzi na emeryturę. Z tego wniosek, że prawie połowę swojej kariery
obecni generałowie musieli robić w III Rzeczpospolitej. W ciągu tak długiego czasu można z powodzeniem ocenić, czy szkodzili armii czy też jej służyli. Gdyby było inaczej, gdyby do takiej
oceny była konieczna lustracja, bardzo by to wszystko źle świadczyło o systemie kadrowym obowiązującym w armii.
Czy dużo osób pożegna się ze stanowiskami, jeśli przepisy zostaną uchwalone?
Trudno mi w tej chwili szacować. Przepisy będą dotyczyć generałów, ale pułkowników - już tylko niektórych. Jest wśród nich bowiem bardzo dużo osób, które szkoły wojskowe ukończyły
po zlikwidowaniu PRL i rozpoczęły karierę w jednostkach już w III RP.