Maria Przełomiec: Rosyjska prokuratura po raz kolejny zażądała od brytyjskich władz pana ekstradycji. Czy tym razem może się udać?
Borys Bieriezowski: Szanse są zerowe. Po pierwsze, mam status politycznego uchodźcy, a angielskie sądy dotąd odrzucały wszystkie rosyjskie oskarżenia jako ewidentnie nieprawdziwe i wynikające
z politycznych przesłanek.
Drugi powód jest humanitarny – dziś w Rosji nikt nie ma gwarancji, e go nie zabiją, tak jak to bywało w radzieckich gułagach. Dopóki nie upadnie reżim, który pozbywa się
przeciwników, wyrzuca ich poza granice kraju, morduje niewygodnych dla Kremla dziennikarzy, nie ma możliwości mojej ekstradycji do Rosji.
Prokuratura w Moskwie oskarża pana o przygotowywanie „pałacowego przewrotu”. Czy coś takiego w ogóle jest w Rosji możliwe?
Zacznijmy od tego, że
nigdy nie wzywałem do pałacowego przewrotu, lecz do zdobycia władzy, na podobieństwo tego, co się stało w Gruzji, a potem na Ukrainie. Gdy władza terroryzuje swój naród to obowiązkiem ludzi
jest jej powstrzymanie – nawet siłą. Prezydent Putin wielokrotnie łamał rosyjską konstytucję. To, do czego wzywam, jest całkiem realistyczne - zamiana rządów autorytarnych na
demokratyczne. Tyle że reżim nigdy nie odda władzy z własnej woli. Dlatego jedynym sposobem skierowania Rosji na demokratyczną drogę jest wzięcie władzy siłą.
Pana zdaniem w Rosji jest możliwa pomarańczowa rewolucja, ale przecież Putina popiera około 70 proc. społeczeństwa.
To prawda, ale chciałbym przypomnieć, że w ZSRR
komuniści mieli 99–procentowe poparcie, a Związek Radziecki mimo to się rozpadł. Dlatego trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: co to oznacza, że Putin ma 70–procentowe
poparcie? Jeżeli na ulice wyjdzie 100 tys. ludzi, ile osób im się sprzeciwi i wystąpi w obronie prezydenta? Moim zdaniem nikt go bronił nie będzie. Dlaczego władze tak bardzo boją się
ulicznych manifestacji, nawet jeżeli demonstruje tylko 2 tysiące osób? Bo wiedzą, że ludzie Putina bronić nie będą.
Ale na razie tych tłumów demonstrantów na rosyjskich ulicach jakoś nie widać...
Poczekajmy.
Kto kogo powinien się bardziej bać - Putin pana czy odwrotnie?
Ja jestem w wygodnej sytuacji, że nikogo nie muszę się bać, bo działam zgodnie z prawem. Natomiast Putin
to moim zdaniem kryminalista, przestępca. Łamie prawo i nie mam żadnych wątpliwości, że wcześniej czy później postawią go przed Trybunałem jako sprawcę zbrodni w Czeczenii, człowieka
który niszczył swoich przeciwników i który odpowiada za śmierć Aleksandra Litwinienki, Anny Politkowskiej i innych.
Czy to prawda, że finansuje pan rosyjską opozycję ? I czy warto dawać pieniądze ludziom, którzy praktycznie nie mają żadnego znaczenia? We wtorek jeden z liderów najbardziej
liczącej się partii Inna Rosja, były premier Michaił Kasjanow, opuścił to ugrupowanie i zapowiedział założeniem własnej opozycyjnej partii. Na pół roku przed wyborami
parlamentarnymi!
Zacznijmy od tego, że nasza opozycja została albo zepchnięta do podziemia, albo wyrzucona z Rosji. Co zaś tyczy się Kasjanowa, od początku twierdziłem, że to
nie jest człowiek, który byłby w stanie i naprawdę chciałby stanąć na czele realnej opozycji. Powtarzam: prawdziwa rosyjska opozycja zeszła do podziemia. To nie znaczy, że jej nie ma, po
prostu władza uniemożliwia jej legalne działanie. To zresztą jest dla samej władzy bardzo niebezpieczne, bo przeciwnik zepchnięty do podziemia rośnie w siłę. Jestem przekonany, że w
dzisiejszej Rosji jest wystarczająco dużo ludzi niezadowolonych z obecnych władz, zdających sobie sprawę, że rządzą nimi przestępcze siły. Tych niezadowolonych wystarczy, aby odsunąć od
władzy obecny reżim.
Kto miałby być liderem tej opozycji?
Jego nazwisko byłoby najlepszym prezentem dla FSB. Rosyjskie służby bardzo chciałyby wiedzieć, kogo finansuję, kogo uważam za
lidera. Przepraszam, ale tego powiedzieć nie mogę.
Czy to przypadkiem nie woda na młyn Putina? Oskarżany o przestępstwa oligarcha, który uciekł za granicę, finansuje przeciwników Kremla.
Nigdy nie ukrywałem i nie
ukrywam, że finansuję opozycję. Czy mówienie o tym działa na korzyść Kremla? Moim zdaniem to dowód słabości opozycji, która boi się przyznać, że dostaje ode mnie wsparcie.
Jak pan sobie wyobraża przyszłość Rosji?
Możliwości, niestety, jest niewiele – albo obecny autorytarny reżim upadnie i wtedy kraj zachowa swoją
integralność, albo Rosja upadnie razem z tą władzą. Dlaczego? Przecież reżim komunistyczny upadł nie dlatego, że Jelcyn i Gorbaczow byli wewnętrznymi wrogami. Komunizm przegrał z lepiej
rozwiniętym ekonomicznie i politycznie systemem, konkretnie z Zachodem. Demokracja oraz wolny rynek okazały się bardziej efektywne od scentralizowanej władzy komunistów i gospodarki planowej. To
był rzeczywisty powód rozpadu – przegrana z bardziej rozwiniętą cywilizacją. Dokładnie w takiej samej sytuacji znajduje się obecna Rosja. Gdy Putin doszedł do władzy, pchnął kraj
do tyłu, zamiast demokracji wprowadził autorytarny reżim, zamiast wolnego rynku – państwowy kapitalizmu. Powtarzam: Rosja ma niewielki wybór; albo obecna władza upadnie, albo upadnie
cały kraj. Dlatego wzywam do siłowego przejęcia władzy, bo tylko zamiana rządów autorytarnych na demokratyczne może uratować Federację Rosyjską przed rozpadem.
Ale przecież sytuacja ekonomiczna Rosji jest bardzo dobra.
Sytuacja gospodarcza na Ukrainie w 2004 roku też była dobra. Wzrost gospodarczy wynosił wówczas 12 proc., a
mimo to Ukraińcy wybrali demokrację i wolność. Ekonomiczne argumenty stają się niewystarczające, gdy mamy do czynienia z procesem zmian w ludzkiej świadomości, przejścia z pozycji
niewolnika do postawy wolnego człowieka. Proszę przypomnieć sobie polską rewolucję „Solidarności” – przecież motywacja waszych elit nie była czysto gospodarcza.
Więc i w Rosji wysokie, a zatem korzystne dla naszej gospodarki, ceny surowców energetycznych nie powinny stwarzać iluzji, że w kraju wszystko idzie dobrze, że wszyscy Rosjanie zgadzają się z
obecnym rządem – przestępczym, skorumpowanym, zabijającym niezależnych dziennikarzy, prześladującym każdego, kto się z nim nie zgadza. Gdyby Rosja była krajem stabilnym tak, jak
utrzymują nasze władze, to dlaczego wszyscy ludzie związani z reżimem swoje pieniądze lokują w bankach zachodnich, a nie rosyjskich. To najbardziej jaskrawy przykład, jak ufają swojemu
krajowi ludzie Kremla.
Czy nie obawia się pan, że ostra retoryka, nawoływanie do obalenia obecnych władz siłą tylko wzmacniają pozycję Kremla? Przecież, mówiąc delikatnie, nie jest pan w Rosji zbyt
popularny.
Odwrotnie – mam nadzieję, że nasza elita intelektualna, ci, którzy naprawdę myślą o przyszłości Rosji, zrozumieją wreszcie, co się u nas dzieje. Nie
mówię do ludzi słabych, ale do tych, którzy nie dają sobie mydlić oczu. To prawda, że nawołuję do obalenia władzy siłą, nie chcę jednak rozlewu krwi. To czego obawiam się najbardziej to
rosyjski ekstremizm. Mam nadzieję, że obecny XXI wiek jednak różni się od XX. Rosja po prostu musi przejść jeszcze jedną rewolucję, zmianę obecnego systemu politycznego na bardziej
efektywną demokrację. Mam nadzieję, że tę drogę Rosja przejdzie bezkrwawo.
Czy chce Pan odegrać jeszcze jakąś rolę na rosyjskiej scenie politycznej?
Mimo że już od 7 lat mieszkam w Wielkiej Brytanii, dzwoni pani do mnie z pytaniem, co sądzę o sytuacji w Rosji. To wystarczający dowód, że ciągle mam swoje miejsce w rosyjskiej polityce.