Dziennik Gazeta Prawana logo

Warzecha: Kto mieczem wojuje...

5 listopada 2007, 23:16
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rozbawił mnie setnie marszałek Dorn narzekający w czwartek wieczorem po odwołaniu Marka Kuchcińskiego z funkcji szefa jednej z komisji sejmowych, że opozycja łamie wszelkie zasady. W piątek nastąpiła kolejna konfrontacja, gdy opozycja ostro domagała się utajnienia obrad Sejmu - pisze w "Fakcie" Łukasz Warzecha.

Najkrótszy komentarz, jaki przychodzi do głowy, to "kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie". Od początku kadencji PiS działał w Sejmie z absolutną bezwzględnością. Jeszcze marszałek Jurek był wielokrotnie - słusznie - oskarżany o łamanie parlamentarnych obyczajów. Jednak przy Ludwiku Dornie Marek Jurek był szczytem kultury i obiektywizmu.

Teraz sytuacja PiS się odwróciła. Opozycja niespodziewanie ma siłę większą, niż partia rządząca i zaczyna stosować te same metody, które dotąd stosowano wobec niej. W takiej sytuacji oburzenie marszałka Dorna trudno brać na poważnie, choć łatwo sobie wyobrazić, jak upokarzająca musi być dla niego bezsilność wobec harców opozycji.

PiS wprowadził, także w Sejmie, specyficzny styl rządzenia oparty na nieustającej konfrontacji, stroniący od kompromisów i bazujący na jednej zasadzie: kto ma siłę, ten ma rację. Czy jego liderzy krótkowzrocznie nie przewidywali, że te same metody zostaną zastosowane przeciwko nim, gdy tylko karta się odwróci? Zapewne ich to po prostu nie obchodziło. Bowiem w polskiej polityce obowiązują jeszcze dwie inne zasady: powszechna jest moralność Kalego oraz niezmiernie krótka pamięć. I z obu tych zasad PiS dzisiaj korzysta, wykrzykując, że opozycja się kompromituje. Jak PiS robić opozycji kuku, to dobrze, jak opozycja PiS-owi - to źle. A co było kiedyś i jak się zachowywał PiS w poprzedniej kadencji jako opozycja - to nieważne i w ogóle nieprawda. Wszystko jest względne, to jest polityka i są obiektywne okoliczności, co tak bardzo lubi przywoływać premier.

Szkoda tylko, że ten spór, istne parlamentarne zapasy w błocie, dzieje się w chwili, gdy większość Polaków chce tylko jednego: jak najszybszych wyborów. Okazuje się, że nawet tego posłowie nie są w stanie spokojnie zorganizować.

Skojarzenia tego parlamentu z poezją najwyższych lotów są raczej nie na miejscu - mamy tu bardziej marny musical, czy kiepską farsę z ogranymi rolami. Mimo to trudno się opędzić od odwołania do "Wydrążonych ludzi" Thomasa Stearnsa Eliota. Ten Sejm nie kończy się hukiem, ale skomleniem. I to żałosnym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj