Magdalena Rigamonti: Wróg.

Agnieszka Holland: To o mnie?

Jarosław Kaczyński tak o pani mówi...

On ma chyba jakąś obsesję na moim punkcie. Może mnie kocha w jakiś szczególny sposób? Już któryś raz z rzędu wraca do mojej osoby.

Premier Piotr Gliński też o pani mówi.

Inni pisowscy politycy również. Widocznie trafia do nich to, co z kolei ja mówię. Być może pewien rodzaj niezależności, który reprezentuję, jest dla nich irytujący. Trudno mi powiedzieć, na czym to polega, bo nie jestem politykiem i się z nimi nie ścigam. Nie kandyduję, nie mam ambicji politycznych, zawsze byłam filmowcem – to było moje powołanie. I jeszcze jest. W tej dziedzinie czuję się kompetentna.

Wypowiada się pani o polityce, demonstruje swoje poglądy.

Niedawno byłam w jednej z polskich instytucji na debacie i organizatorka poprosiła, żeby za bardzo nie mówić o polityce, to znaczy, ja miałam nie mówić. Ktoś się bał, że to może wpłynąć na działalność tej instytucji. To budzi mój głęboki sprzeciw, bo jak można debatować, skoro się zakłada z góry, że będzie się dokonywać autocenzury. Jaki sens ma w takiej sytuacji rozmowa? Wielokrotnie na przestrzeni ostatnich trzech lat spotkałam się z taką sytuacją. Młodość mi się przypomina. Widać ci, co rządzą, także inspirują się swoją młodością.

Wyraża pani niechęć wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości. To nie ma związku z byciem filmowcem, to jest polityka.

Nie. To manifestowanie postawy obywatelskiej. Ocena tego, co się dzieje w świecie, wykracza poza ramy polityczne. Kiedy polityka wchodzi w moje życie, determinuje mój dobrostan moralny i materialny, to mówię, że jestem takiej polityce przeciwna. Trudno czuć się dobrze w kraju, który jest tak psuty. I którego pozycja – a co za tym idzie, także bezpieczeństwo międzynarodowe – ulegają gwałtownemu osłabieniu. Mam dużo pretensji do ludzi, którzy obecnie sprawują władzę. Niezależnie od tego, że pewne rzeczy robią dobrze.

Jakie?

Niektóre działania redystrybucyjne – na przykład 500 plus. Podobno sprawne zarządzanie podatkami. Nie umiem tego ocenić, ale zakładam, że tu nie kłamią. Wyczucie, że ludzie mają potrzeby aksjologiczne i potrzebę wspólnoty. Tyle że z tej wspólnoty wykluczają ponad połowę narodu i by ją cementować, skłócają nas z całym światem – poza Victorem Orbánem, który też naszych rządzących zresztą nie szanuje.