Agata Twardoch architektka i urbanistka, adiunkt na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej, zajmuje się budownictwem mieszkaniowym i alternatywnymi formami zamieszkania. W maju 2019 r. wyszła jej książka „System do mieszkania. Perspektywa rozwoju dostępnego budownictwa mieszkaniowego”
Mówienie o tym, że państwo powinno zapewnić mieszkania osobom, które nie mogą sobie na nie pozwolić, zwykle kończy się u nas wzmożoną dyskusją o rozdawnictwie, lenistwie czy kupowaniu głosów...
Do tej pory wiele osób pyta mnie, dlaczego wciąż zajmuję się tymi rzekomo biednymi nieudacznikami, czyli ludźmi, których nie stać, aby nabyć mieszkanie na wolnym rynku. Nie ma to nic wspólnego z prawdą, ale takie reakcje pokazują, jak mocno zakorzenione są u nas stereotypy na temat dostępnego mieszkalnictwa. Całe moje zawodowe życie jest walką o to, żeby o lokalu mieszkalnym myśleć inaczej niż o czymś, co trzeba kupić i dzięki czemu można akumulować kapitał. Zamiast rzeczowej rozmowy słyszę, że jeśli człowiek ciężko pracuje, to na pewno sobie poradzi. I czemu ja bym chciała, żeby państwo rozdawało mieszkania za darmo.
Reklama
Co im wtedy pani odpowiada?
Tłumaczę, że mieszkanie jest narzędziem polityki publicznej. I że wszyscy jako obywatele powinniśmy mieć prawo do bezpiecznego miejsca zamieszkania, że jest to bardzo ważna część społecznej infrastruktury. Nie są to łatwe i przyjemne rozmowy, ponieważ w codziennej komunikacji dla opisania pewnych procesów brakuje nam odpowiednich słów. Kiedy zaczynam mówić o problemie komodyfikacji, czyli utowarowienia mieszkań, o kumulacji kapitału w obrocie nieruchomościami czy o prawie do lokalu, moi rozmówcy twierdzą, że to ideologia i że pewnie chciałabym powrotu do epoki Gierka.