Dziennik Gazeta Prawana logo

Kozielewicz: Drugą turę wyborów prezydenckich w 1995 roku należało unieważnić

25 października 2019, 08:28
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wiesław Kozielewicz
Wiesław Kozielewicz/PAP
W skład komisji obwodowych wchodzą przedstawiciele wszystkich partii biorących udział w wyborach. Po co? By patrzeć sobie nawzajem na ręce. Trudno przecież założyć, że ci, którzy na co dzień zwalczają się na śmierć i życie, nagle się skrzykną, by sfałszować wybory - mówi z rozmowie z DGP Wiesław Kozielewicz, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, sędzia Sądu Najwyższego.

DGP: Protesty wyborcze PiS i KO w sprawie wyborów do Senatu powinny nas niepokoić?

Wiesław Kozielewicz: Instytucja protestów wyborczych jest znana w polskim prawie od stu lat. Pojawiła się w dekrecie z dnia 28 listopada 1918 r. Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego, według której odbyły się wybory 26 styczna 1919 r. Wyniki głosowania kwestionowano nawet w Polsce szlacheckiej. Posłowie wybrani na sejmikach ziemskich zjeżdżali się na posiedzenie izby poselskiej do Warszawy i niektórzy mogli tam spotkać się z zarzutem, że wybrano ich nieprawidłowo. Odbywało się to niejednokrotnie w atmosferze pomówień i wrzasków, a czasem kończyło rugowaniem, czyli usunięciem z izby poselskiej. Bywało nawet tak, że z tego samego sejmiku wyłaniano dwa komplety posłów! Bo część szlachty wybrała np. trzech, inna część ich nie akceptowała, zbierała się i wskazywała swoją trójkę. Wówczas do Warszawy zjeżdżały dwa komplety posłów i Sejm musiał rozstrzygnąć, kto został wybrany prawidłowo. Mamy więc długie tradycje protestów wyborczych. Trochę inaczej było w czasach PRL, gdy sam Sejm stwierdzał ważność wyborów. Podobnie było w przypadku wyborów do Sejmu kontraktowego w 1989 r. Do udziału sądów w zakresie stwierdzania ważności wyborów do Sejmu i Senatu powrócono na początku lat 90. ubiegłego wieku. Zgodnie z konstytucją o ważności tych wyborów rozstrzyga Sąd Najwyższy.

Także w sytuacji, gdy nie ma żadnego protestu wyborczego?

Dokładnie! Protesty nie są tu do niczego potrzebne. SN podejmuje decyzję na podstawie dwóch dokumentów. Pierwszy to sprawozdanie PKW z przebiegu wyborów. Dokument ten planujemy przyjąć w najbliższy poniedziałek. Drugi to stanowisko prokuratora generalnego, który przedstawia SN relację na temat przestępstw przeciwko wyborom czy o charakterze kryminalnym w związku z wyborami.

Jak dotąd wpłynęło kilkadziesiąt protestów wyborczych.

Najwięcej było w 1995 r., bo ponad pół miliona. Chodziło o wybory prezydenckie, w których Lech Wałęsa konkurował w drugiej turze z Aleksandrem Kwaśniewskim. Na obwieszczeniu wyborczym podano, że pan Wałęsa ma wykształcenie "zasadnicze", a pan Kwaśniewski "wyższe". Okazało się jednak, że ten drugi ma wykształcenie średnie. I tego dotyczyły protesty wyborcze, z którymi musiał się zmierzyć SN. Niewielką większością głosów, przy kilku zdaniach odrębnych, sąd uznał ważność tych wyborów. Z perspektywy lat uważam, że była to błędna decyzja, a drugą turę należało unieważnić. I przeprowadzić ją ponownie, wcześniej publikując obwieszczenie o kandydatach z prawdziwymi danymi o ich wykształceniu. Niech suweren rozstrzygnie, czy nieprawdziwa informacja zdecydowała o wyborze, a w konsekwencji czy kłamstwo popłaca.

Może sędziom zabrakło wówczas odwagi, by unieważnić wybory prezydenckie?

Dotykamy tu trudnego problemu, jak daleko może ingerować władza sądownicza w wolę narodu wyrażoną w wyborach. Proszę spojrzeć na wybory prezydenckie w USA Bush kontra Gore w 2000 r. i to, co się działo podczas przeliczania głosów w stanie Floryda. Głosy oddane w poszczególnych hrabstwach tego stanu ponownie przeliczano na wniosek sztabów kandydatów. W końcu przerwano to decyzją Sądu Najwyższego USA. Decyzja ta do dziś jest najbardziej krytykowanym rozstrzygnięciem amerykańskiego SN w historii. Zapadła ona większością pięć do czterech. Pięciu sędziów głosujących za przerwaniem liczenia pochodziło z nominacji republikańskich prezydentów USA, a czterech sędziów, którzy byli odmiennego zdania, pochodziło z nominacji prezydentów wywodzących się z partii demokratycznej. Decyzja SN ostatecznie dała prezydenturę republikaninowi Bushowi.

CAŁY TEKST CZYTAJ W ELEKTRONICZNEJ WERSJI "DGP">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj