Nie mamy pewności, ilu zostało zabitych, prawdopodobnie jednak o wiele więcej, niż skłonne są przyznać reżimowe władze. Nie ma pewności co do miejsca pobytu oraz stanu tych wielu osób, które zostały aresztowane. A w tymczasem wciąż trwają prześladowania: służba bezpieczeństwa co noc dokonuje nowych nalotów i aresztowań. Międzynarodowa presja na reżim Birmy jest sprawą o żywotnym znaczeniu. Generałowie mieli być może nadzieję, że odcinając internet i uderzając w media, ukryją swoje zbrodnie przed światem. Jeżeli tak sądzili, to ponieśli porażkę. Te potworne represje wywołały niesmak i gniew na całym świecie.

Najważniejsza sprawa to położenie kresu przemocy i doprowadzenie do uwolnienia wszystkich więźniów politycznych. Jednocześnie jest bardzo ważne, aby reżim niezwłocznie podjął współpracę ze specjalnym wysłannikiem ONZ Ibrahimem Gambarim w celu uruchomienia prawdziwego procesu pojednania narodowego. Proces ten musi się oczywiście bardzo różnić od powszechnie zdyskredytowanego "Procesu Konwencji Narodowej", który reżim usiłuje realizować od wielu lat, a jednak nie jest w stanie zdobyć zaufania społeczeństwa Birmy. Musi w nim wziąć udział Aung San Suu Kyi, działaczka birmańskiej opozycji, i inni przywódcy - zarówno opozycjonistów, jak i grup etnicznych. Musi mieć także legitymację międzynarodową, z silnym zaangażowaniem ze strony ONZ oraz krajów sąsiadujących z Birmą.

Każdy, kto ma wpływ na władze Birmy, musi go teraz użyć i przekonać reżim, że ma do czynienia z nowymi realiami. Reżim spotkał się już z bardzo ostrym oświadczeniem Rady Bezpieczeństwa ONZ, w którym potępiono dokonywane tam akty przemocy, wezwano do uwolnienia wszystkich więźniów politycznych i wyrażono poparcie dla prawdziwego dialogu ze wszystkimi zainteresowanymi stronami oraz grupami etnicznymi w Birmie.

Słowa potępienia dla przemocy stosowanej przez siły bezpieczeństwa junta usłyszała od przywódców krajów ASEAN (Stowarzyszenie Krajów Azji Południowo-Wschodniej). Inni sąsiedzi - na przykład Indie i Tajlandia - również mogą odegrać wielką rolę, przyczyniając się do budowy lepszej przyszłości dla Birmańczyków. Pod oświadczeniem Rady Bezpieczeństwa podpisały się Chiny. Jest oczywiste, zwłaszcza dla krajów ASEAN, że przymykanie oczu na tak represyjne rządy stworzyłoby zagrożenie dla całego procesu demokratyzacji w tym rejonie świata i podważyłoby jego wiarygodność.

W ubiegłym miesiącu, kiedy nasiliły się demonstracje, Unia Europejska jasno powiedziała, że nie zawaha się przed zastosowaniem ostrzejszych środków przeciwko reżimowi, gdyby ten użył siły przeciwko pokojowo nastawionym demonstrantom. Niestety, reżim nie posłuchał ani tego, ani wielu innych podobnych ostrzeżeń. W związku z tym ministrowie spraw zagranicznych UE spotkali się, aby omówić sposoby zaostrzenia sankcji przeciwko reżimowi w Birmie.

Dotychczasowe sankcje obejmowały zakaz wjazdu do UE wybranych przedstawicieli reżimu i zamrożenie ich aktywów, jak również zakaz prowadzenia interesów z konkretnymi przedsiębiorstwami państwowymi, blisko powiązanymi z reżimem. Unia uzgodniła również, że sankcje zostaną zastosowane w odniesieniu do tych gałęzi przemysłu, z których reżim czerpie znaczną część swoich dochodów, między innymi z przemysłu drzewnego oraz sektora metali i kamieni szlachetnych. Ponadto UE jasno stwierdziła, że decyzje o zastosowaniu kolejnych sankcji zależeć będą wyłącznie od tego, czy reżim zezwoli na prawdziwy postęp procesu politycznego w Birmie. Wszystkie znaki wskazują na to, że reżim wyraźnie czuje, iż jest pod presją. Te nowe sankcje, wymierzone w biznesowe interesy reżimu, a nie w zwykłych obywateli, przyczynią się do utrzymania tej presji.

Unia Europejska wyraziła także gotowość udzielenia Birmie pomocy w procesie przejściowym: jeżeli reżim wykaże wolę prawdziwego działania na rzecz pojednania, zniesiemy sankcje, szerzej zaangażujemy się w proces rozwoju i będziemy poszukiwać nowych obszarów współpracy. W międzyczasie natomiast będziemy w dalszym ciągu udzielać Birmańczykom pomocy humanitarnej, aby złagodzić ich cierpienie.

Reklama

Stosowane przez Unię sankcje i zachęty mogą oczywiście stanowić jedynie część szerszego procesu zmierzającego do rzeczywistego pojednania w Birmie. Główną rolę muszą tu odegrać sami Birmańczycy, w całej swojej różnorodności. Będzie to wymagające zadanie. Birma, jak to określają niektórzy badacze, jest kruchą "niedokończoną mozaiką", na którą składają się dziesiątki mniejszości etnicznych, języków i kultur. Regionalnym partnerom Birmy zależy na tym, żeby niezbędne zmiany polityczne nie stworzyły zagrożenia dla stabilizacji w regionie. A jak stwierdziła sama Aung San Suu Kyi, wojsko musi odgrywać ważną rolę w przyszłej, demokratycznej Birmie. Musi jednak skończyć się wojskowa dyktatura.

Od 45 lat Birmańczykom odmawia się demokracji i rozwoju gospodarczego. Po raz kolejny wyszli na ulicę, aby w obliczu straszliwej przemocy domagać się lepszej przyszłości. Czas najwyższy, aby ich przywódcy zareagowali.