Przed nami ostatni miesiąc, w którym Polacy, chcąc przekroczyć granicę z Niemcami czy Czechami, muszą posługiwać się paszportem. W grudniu znajdziemy się w strefie objętej traktatem z Schengen, znikną kontrole graniczne. Czy brak granic wystarczy, by Europa stała się jednym państwem? Oczywiście nie, bo nie o to chodzi. Ale to kolejny duży krok w stronę federacji.
Już dziś - czy sobie zdajemy z tego sprawę, czy nie - należymy do wspólnego europejskiego rynku. Między krajami Unii obowiązują zasady swobodnego przepływu towarów, kapitału, usług oraz osób. Choć ta ostatnia nie jest jeszcze w pełni zrealizowana. W najbliższych latach ta jedność jeszcze się zacieśni: wszyscy bowiem w portfelach mieć będziemy tę samą walutę. Otwarte granice zachęcają do korzystania z usług - np. medycznych - w krajach sąsiedzkich. Stopniowo będzie powstawała również wspólna polityka społeczna. To wszystko wskazuje na kierunek, w jakim idzie Europa - moim zdaniem to kierunek ku "federacji państw i narodów", jak go określił Jacques Delors.
Oczywiście federacji nie da się budować wbrew woli obywateli, lecz i tu wydają się zachodzić coraz głębsze zmiany. Świadomość europejska rośnie, coraz więcej osób utożsamia się w takim samym stopniu ze swoją narodowością co z tożsamością ponadnarodową, europejską. W moim przekonaniu jednak nic nie wskazuje na to, by w przewidywalnym czasie Wspólnota Europejska miała się przerodzić w jedno państwo. Państwa narodowe wciąż są bardzo silnymi konstrukcjami. Nie widzę w Europie procesów, które wskazywałyby na słabnięcie tego rodzaju wspólnot narodowych. Wciąż wyraziste i mocne są swoistości kultury, tradycji, historii poszczególnych państw. Natomiast zacieśnianie między nimi współpracy na zasadach federacji wydaje się zarówno możliwe, jak i w znacznej mierze pożądane. Byłoby to rodzajem organizacji państwowej, ale z utrzymaniem poszczególnych państw jako odrębnych bytów, z odrębnym prawodawstwem, językiem, kulturą, szkolnictwem itp. Oczekiwanie narodzin jednolitego, centralnego państwa o nazwie Europa pozostaje jak na razie czystą mrzonką.
Zanim jednak na poważnie zaczną się rozmowy o sfederalizowaniu państw Unii Europejskiej, potrzebna będzie zmiana mentalności Europejczyków. Myślę, że wciąż jeszcze większość z nas na taką przemianę państwowości i europejskich struktur nie jest gotowa. Ta przemiana może się jednak dokonać w przeciągu najbliższych dekad. Wtedy do głosu - i do władzy - dojdzie pokolenie dzisiejszych gimnazjalistów i licealistów. Dla nich Europa jest codziennością, czują się w niej prawie jak w ojczyźnie. Nie muszą się oddawać refleksji, jak blisko im do Europy, bo już w niej są. Młode pokolenie zarówno w krajach Zachodu, jak i w Polsce myśli po europejsku. Dla nich otwarte granice, podróże do miast całej Europy, są rzeczywistością.
Im bardziej do przeszłości przechodzić będą pokolenia wychowane w świecie zimnowojennym, w którym wyprawa do Berlina była nieprawdopodobnym wydarzeniem, tym bardziej brak europejskich barier będzie się stawał oczywistością. Młodzi ludzie mają dziś nieporównanie większy kontakt ze swoimi rówieśnikami z innych państw. Chęć zacieśnienia tego kontaktu i wzmożenia płynących z niego korzyści stanie się może już za kilkanaście lat silnym bodźcem dla myślenia o budowie europejskiej federacji. Byłaby to naturalna odpowiedź Europy na globalizację, w ramach której świat się kurczy, wszystko zaczyna się łączyć, a odrzutowce i internet zbliżyły do siebie ludzi jak nigdy wcześniej.
Nie musimy się obawiać zanikania barier. Nie oznacza ono bowiem konieczności rezygnacji z narodowych wartości. W ramach polityczno-gospodarczej europejskiej całości nie ma przecież przeszkód dla kultywowania narodowych tradycji. Jestem więc spokojny o to, że za 20 - 30 lat tak samo jak dziś 1 listopada będziemy odwiedzać groby bliskich, a w Wigilię siądziemy do wieczerzy z opłatkiem i karpiem. Nie można zatrzymać ewolucji kulturowej, lecz pień narodowej tożsamości pozostanie trwały. Być może w federalnej Europie nawet chętniej będziemy go pielęgnować niż dziś.
"Zanim na poważnie zaczną się rozmowy o sfederalizowaniu państw Unii Europejskiej, potrzebna będzie zmiana mentalności Europejczyków. Ta przemiana dokona się, gdy do głosu dojdzie pokolenie dzisiejszych gimnazjalistów i licealistów. Dla nich Europa jest codziennością, czują się w niej prawie jak w ojczyźnie" - pisze dziś w DZIENNIKU eurodepoutowany PD Jan Kułakowski.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama