Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller padli pod ciężarem swoich słabości. Na placu boju zostawili ekipę złożoną ze starych i młodych działaczy, z których paru wyróżnia się inteligencją, a jednak żaden nie jest zdolny do poprowadzenia za sobą ludzi.

Kiepska kondycja lewicy to wynik kryzysu osobowości, choć nie tylko. Kaczyńskiemu i Tuskowi udało się wykreować po części autentyczny, po części teatralny spór różnych wizji i stylów politykowania. Wykorzystując kłopoty formacji postkomunistycznej, przełamali dwa fatalizmy: że Polacy dzielą się na pogrobowców PRL i „Solidarności” i że Polsce potrzebna jest podręcznikowa równowaga lewicy i prawicy.

Nie ma powodu, aby w 2008 r. istotna grupa wyborców zmieniła w tych sprawach zdanie. Problemem lewicy nie jest nawet niespójność, lecz brak przekazu. Dochodzą błędy taktyczne i słabość wewnętrzna. Lewicowi posłowie będą w 2008 r. skoncentrowani na walce z fantomem PiS-owskich przewin – w komisjach śledczych – więc na punktowanie rządu Tuska nie starczy im energii. Starcie na czerwcowym kongresie SLD między zwolennikami Wojciecha Olejniczaka i Grzegorza Napieralskiego czy napięcia między SLD-owskim aparatem a jego niezbyt chcianymi sprzymierzeńcami z mniejszych partii przyniosą widowiskowe, kojarzone do tej pory bardziej z prawicą waśnie.

Ludzie lewicy są dziś jak peerelowscy fachowcy, pionierzy polskiego kapitalizmu, którzy w końcu padli w konkurencji z ludźmi spoza układu. Miller i Kwaśniewski przetarli szlaki profesjonalnej polityki dla Tuska i Kaczyńskiego.

Czy dla lewicy jest jeszcze szansa? Może za kilka lat – jeśli znaczenia nabiorą znów konflikty ideologiczne, nie tak letnie jak ten o in vitro. Na razie postkomuniści sami zgotowali sobie swój los. Tak długo zabiegali, aby spory o przeszłość zastąpić debatą o przyszłości, że w końcu stracili rację własnego bytu.

Czy dla lewicy jeszcze szansa? Może za kilka lat – jeśli znaczenia nabiorą konflikty ideologiczne. Na razie postkomuniści sami zgotowali sobie swój los. Tak długo zabiegali, aby spory o przeszłość zastąpić debatą o przyszłości, że w końcu stracili rację własnego bytu