Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowy Ład w USA. Może okazać się zbyt radykalny

USA, Amerykanie
<p>USA, Amerykanie</p>/ShutterStock
Dzisiaj projekt gospodarczy na miarę Nowego Ładu nawet umiarkowanemu konserwatyście w Ameryce mógłby wydać się zbyt radykalny. Z Allanem Winklerem,  profesorem historii na Uniwersytecie Miami w Ohio i autorem m.in. "Franklin D. Roosevelt and the Making of Modern America” rozmawia Eliza Sarnacka-Mahoney.
Pojawiają się głosy, że amerykańska gospodarka będzie potrzebowała projektu na miarę Nowego Ładu, by podźwignąć się z zapaści spowodowanej pandemią koronawirusa. Czy to dobra analogia?

Gdy w 1929 r. rozpoczął się Wielki Kryzys, nikt na świecie nie miał sprawdzonej recepty na ratowanie gospodarki. Wielu ekonomistów uważało, że nie trzeba robić nic, bo rynek sam sobie poradzi. Wychodzili z założenia, że kryzys to część cyklu gospodarczego, który trzeba przeczekać. Odmiennego zdania był oczywiście brytyjski ekonomista John Maynard Keynes, który przekonywał, że nierobienie nic to rozwiązanie najgorsze z możliwych, a katastrofa będzie się tylko pogłębiać. Keynes był zwolennikiem interwencjonizmu i zalecał ratowanie gospodarki poprzez pompowanie w nią publicznych pieniędzy. Prezydent Franklin Delano Roosevelt nie rozumiał, jak proces naprawy miał dokładnie działać – nikt tego zresztą wtedy nie pojmował – ale poszedł za radami ekonomisty. Choć do wybuchu II wojny światowej Ameryka nie wyszła całkowicie z kryzysu, to jednak te sektory gospodarki, którym pomógł rząd, stanęły na nogi. Kolejny dowód na to, że interwencjonizm działa, dostaliśmy po krachu finansowym w 2008 r. Oba te przykłady jasno też pokazują, że im wcześniejsza reakcja rządu, tym mniej negatywnych skutków ubocznych załamania. Dzisiaj pierwsze ruchy interwencyjne w postaci ustaw antykryzysowych o wartości 1,8 bln dol. już zostały wykonane, ale to za mało.

Które obszary amerykańskiej gospodarki potrzebują największego wsparcia?

Mamy zapaść zarówno w usługach, jak i w produkcji. Na razie pieniądze popłynęły wartkim strumieniem przede wszystkim do wielkich korporacji, co mnie martwi – bo ratunku bardziej potrzebują mniejsze firmy. Drobni przedsiębiorcy, w przeciwieństwie do korporacji, zwykle nie mają żadnych rezerw, by przeczekać sztorm, a traci na tym lokalny klient i pracownik. Szybkiej pomocy potrzebują też bezrobotni. W najbliższej przyszłości reformy bez wątpienia wymaga także nasz model ochrony zdrowia. Amerykańska opieka medyczna jest wysoce zdecentralizowana. Najlepszy dostęp do niej mają mieszkańcy aglomeracji i bogatych rejonów kraju. Dla przeciętnego obywatela jest stanowczo zbyt kosztowna, czego efekty widzimy dziś. Na wielu prowincjach ludzie czują się pozostawieni sami sobie. Brakuje koordynacji działań oraz zdecydowanego przywództwa. Na niekorzyść pacjenta, a nawet lekarza działa też dyktat firm ubezpieczeniowych, które de facto zarządzają naszą opieką medyczną. To, że mimo wszystko jakoś sobie radzimy, to tylko zasługa niebywałej ludzkiej wytrwałości i poświęcenia naszych pracowników medycznych.

CZYTAJ WIĘCEJ W NAJNOWSZYM WYDANIU DGP>>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Eliza Sarnacka-Mahoney
Eliza Sarnacka-Mahoney
Dziennikarka, pisarka. Także działaczka społeczna, zaangażowana m.in. w sprawy edukacji
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraNowy Ład w USA. Może okazać się zbyt radykalny »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj