Dziennik Gazeta Prawana logo

Szef PKW: Dziś wyborów nie fałszuje się, dosypując głosów do urny. O wyniku decydują media i pieniądze

7 sierpnia 2020, 09:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Sylwester Marciniak
<p>Warszawa, 03.08.2020. Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Sylwester Marciniak podczas posiedzenia Sądu Najwyższego w celu podjęcia uchwały w przedmiocie ważności wyborów Prezydenta RP, 3 bm. w Warszawie. Uchwałę w sprawie ważności wyboru prezydenta Sąd Najwyższy podejmuje w ciągu 21 dni od dnia podania wyniku wyborów do publicznej wiadomości przez PKW, na podstawie opinii wydanych w wyniku rozpoznania protestów oraz sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW. (sko) PAP/Radek Pietruszka</p>/PAP Archiwalny
Dziś wyborów nie fałszuje się, dosypując głosów do urny. O wyniku decydują media i pieniądze. Dlatego na tych polach trzeba dać nam instrumenty – do oceny rzetelności przekazu, nakładania kar oraz interweniowania, gdy rząd czy samorząd organizują de facto kampanijne wydarzenie - mówi w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną" Sylwester Marciniak, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego.

DGP: Powinniśmy się cieszyć, że wybory udało się przeprowadzić, czy martwić, że było wokół nich tyle wątpliwości?

 Sylwester Marciniak: Uważam, że jako społeczeństwo i jako państwo wygraliśmy, doprowadzając je do końca. Skontaktował się ze mną ostatnio ambasador jednego z państw południowoamerykańskich, w którym jesienią ma się odbyć referendum. Chcieliby wiedzieć, jak przeprowadzić taką operację w trakcie epidemii. Świat docenia to, co osiągnęliśmy. U nas jak zwykle strona przegrana nie bije się we własne piersi, lecz podważa wynik. Ogółem w 25 tys. komisji wyborczych zasiadało przeszło 200 tys. członków. Wśród nich było 35 tys. przedstawicieli komitetu Andrzeja Dudy, reszta reprezentowała komitety innych kandydatów. Przedstawiciele Rafała Trzaskowskiego byli w każdej komisji. Do tego dochodzi kilkanaście tysięcy mężów zaufania. Gdyby te osoby uznały, że coś jest nie tak, powinny zgłosić zastrzeżenia do protokołów i złożyć protesty wyborcze.

Ale zastrzeżenia co do uczciwości wyborów nie dotyczą tylko samego głosowania.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami są dwie podstawy do złożenia protestu wyborczego. Pierwsza to popełnienie przestępstwa. Prokurator generalny poinformował, że złożono 70 zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstw przeciwko wyborom. Dodał jednak, że nie sposób stwierdzić, by nieprawidłowości miały wpływ na wynik. Druga podstawa to naruszenie przepisów kodeksu wyborczego dotyczących ustalenia wyników wyborów. Także w tym przypadku nie ma mowy o kwestiach systemowych. Nawet blisko 100 protestów uznanych przez Sąd Najwyższy nie ma wpływu na ostateczny wynik, biorąc pod uwagę, że było ponad 400 tys. głosów różnicy między obydwoma kandydatami w II turze. Na podstawie takiej argumentacji SN rozstrzygał już w sprawie poprzednich wyborów prezydenckich.

Złożono prawie 5,8 tys. protestów wyborczych. To najwięcej od 1995 r., kiedy wniosków o unieważnienie głosowania było prawie 600 tys.

SN wysłał nam do zaopiniowania 500 protestów. Pozostałe były formularzami, w których wystarczyło wpisać imię i nazwisko. W zeszłym roku po wyborach parlamentarnych liczba protestów była tylko trochę mniejsza.

Czy wynikają z nich jakieś wnioski systemowe na przyszłość?

Na pewno potwierdzają konieczność stworzenia jednego rejestru wyborców. Dziś prowadzą je gminy i może się zdarzyć, że ktoś pobierze zaświadczenie o prawie do głosowania poza miejscem zameldowania, ale nie zostanie wykreślony ze spisu wyborców. Będzie więc mógł wziąć udział w wyborach dwa razy. Wiele zastrzeżeń dotyczyło głosowania za granicą, np. w Manchesterze. Tamtejsza komisja miała jednak przypisanych 11 tys. osób, a w drugiej turze nawet 18 tys. wyborców, podczas gdy największe komisje w Warszawie – po 4 tys. W stolicy ludzie biorą udział w wyborach osobiście i liczenie ich głosów nie jest tak kłopotliwe, jak tych oddanych korespondencyjnie. Wielu Polaków z zagranicy skarżyło się też, że ich pakiety wyborcze nie dotarły na czas, ale to kwestia lokalnych operatorów czy firm kurierskich, a nie naszej poczty.

Gdyby te pakiety doszły do adresatów, wynik wyborów mógłby być inny?

Nie, gdyż różnica między pakietami wysłanymi a zwróconymi to niespełna 90 tys. głosów. Nawet gdybyśmy przyjęli, że wszystkie zostałyby oddane na kandydata, który ostatecznie zajął drugie miejsce, i tak nie zniwelowałoby to przewagi zwycięzcy. Co pokazuje, że nie wydarzyło się nic podejrzanego. Zwłaszcza że przygotowanie II tury w przypadku głosowania korespondencyjnego odbywa się na styk. Przy tak dużej frekwencji to sukces. I, odpukać, nie ma sygnałów, by wybory przyczyniły się do zwiększenia liczby zakażeń. Teraz możemy więc odetchnąć i zająć się tylko zdrowiem i gospodarką.

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj