Rozkręca się wojna domowa w Stronnictwie Demokratycznym. Po jednej stronie jest szef partii od lutego tego roku Paweł Piskorski i ściągnięci przez niego ludzie, m.in. posłowie Bogdan Lis i Marian Filar. Po drugiej stronie walczą "starzy" działacze SD, którzy zarzucają Piskorskiemu metody wodzowskie - pisze "Gazeta Wyborcza".

Jutro sąd partyjny może zdecydować o wyrzuceniu z Piskorskiego z SD. Dlatego polityk postanowił kontratakować i na dziś zwołał kongres partii. Ale wyjątkowo utajniony, bo informacji o nim próżno szukać nawet na stronie internetowej Stronnictwa Demokratycznego.

"Plan Piskorskiego jest prosty. Chce, by dzisiejszy kongres powołał nowe władze. Nową radę naczelną, a przede wszystkim sprzyjający Piskorskiemu sąd" - mówi "Gazecie Wyborczej" Michał Marczak, zawieszony wiceszef rady naczelnej SD.

Aby zdobyć przewagę na kongresie liczącym 106 delegatów, Piskorski musiałby zawiesić około 60 z nich, bo sam - według szacunków - ma poparcie 20 delegatów. Wydaje się nieprawdopodobne? Ale nie dla Pawła Piskorskiego. Zarząd partii pod jego wodzą zawiesił już do wczoraj 40 członków rady naczelnej.