Bruksela wyznaczyła państwom członkowskim jasny cel. Zgodnie z unijną dyrektywą kraje Unii miały przyjąć przepisy anty-greenwashingowe, a od 27 września 2026 roku w pełni stosować je w praktyce. Polska rzeczywistość rozmija się jednak z tym harmonogramem. Sejm uchwalił rządowy projekt nowelizacji dopiero 4 września 2026 roku, a Senat przyjął go bez poprawek 24 września.
Warto podkreślić, że polskie przepisy nie stały się jeszcze obowiązującym prawem w dniu wyznaczonym przez Unię, ponieważ dokument nie trafił na czas do Dziennika Ustaw. Parlament zdecydował się na drastyczny krok – przesunął wejście w życie nowych regulacji o okrągłe dwanaście miesięcy. Oznacza to, że bat na fałszywe eko-hasła zaczną realnie działać dopiero jesienią 2027 roku.
Koniec z marketingową fikcją? Co zakazuje nowa ustawa?
Głównym celem nowelizacji jest transpozycja unijnej dyrektywy znanej jako pakiet wzmacniający pozycję konsumentów w transformacji ekologicznej. Nowe przepisy uderzają w zjawisko nazywane powszechnie "eko-ściemą" oraz w praktyki sztucznego skracania życia urządzeń elektrycznych i elektronicznych (tzw. przedwczesne starzenie produktów).
Zgodnie z nowymi regulacjami firmy tracą prawo do posługiwania się ogólnymi, pustymi hasłami środowiskowymi. Oznaczenia takie jak "eko", "przyjazny dla środowiska" czy "zielony" bez pokrycia w faktach staną się zakazaną praktyką rynkową. Ustawa bierze na celownik również deklaracje o neutralności klimatycznej oparte wyłącznie na mechanizmach kompensowania emisji oraz sytuacje, w których przedsiębiorcy przedstawiają standardowe wymogi prawne jako wyjątkową zaletę swojej oferty. Klienci zyskają także prawo do rzetelnej informacji na temat trwałości produktów, dostępności części zamiennych oraz dłuższego wsparcia oprogramowania dla elektroniki.
Dlaczego parlament odroczył przepisy o rok?
Decyzja o przesunięciu terminu wejścia w życie ustawy wywołała gorącą debatę w połączonych komisjach parlamentarnych. Przedstawiciele organizacji biznesowych oraz federacje konsumenckie podnieśli alarm już podczas pierwszego czytania pod koniec lipca 2026 roku. Firmy wskazywały na gigantyczny problem: co zrobić z zapasami towarów, które już zalegają w magazynach i posiadają stare oznakowania?
Wprowadzenie natychmiastowego zakazu zmusiłoby przedsiębiorców do kosztownego wycofywania produktów z rynku lub ręcznego zrywania etykiet, co paradoksalnie pogłębiłoby marnotrawstwo. Komisje sejmowe uwzględniły te argumenty i jednolicie przyjęły poprawkę przesuwającą start przepisów na wrzesień 2027 roku. Biznes zyskuje więc rok na zmianę szat graficznych, wyprzedaż starych partii towarów i dostosowanie łańcuchów dostaw do nowych realiów.
Ostrzeżenie z Senatu. Ryzyko unijnych kar i naruszeń
Choć z perspektywy przedsiębiorców roczne odroczenie to idealne rozwiązanie logistyczne, prawnicy kręcą głowami z niepokojem. Biuro Legislacyjne Senatu przygotowało szczegółową opinię, którą podpisała główny legislator Aldona Figura. Eksperci przypominają, że unijny termin transpozycji upłynął już w marcu 2026 roku, a sama data stosowania przepisów (27 września 2026 r.) wiąże Polskę tak samo jak inne kraje wspólnoty.
Odroczenie ustawy o dwanaście miesięcy oznacza, że Rzeczpospolita Polska utrzymuje stan niezgodny z prawem unijnym. Taka decyzja naraża nasz kraj na oficjalne postępowanie naruszeniowe ze strony Komisji Europejskiej, a w skrajnych przypadkach na dotkliwe sankcje finansowe na podstawie art. 260 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Co więcej, w okresie przejściowym polskie organy nadzoru nie dostaną do ręki skutecznych narzędzi prawnych do karania firm za konkretne naruszenia dyrektywy, ponieważ prawo krajowe nie nadąża za unijnym harmonogramem.
Na co muszą przygotować się firmy i konsumenci?
Ustawa przechodzi obecnie ostatnią ścieżkę legislacyjną, ale rewolucja w sposobie informowania o ekologii została odroczona w czasie. Przedsiębiorcy dostali dwanaście miesięcy bufora na uporządkowanie spraw asortymentowych i marketingowych. Z kolei konsumentom przyjdzie jeszcze trochę poczekać na całkowite oczyszczenie rynku z nieuczciwych, mylących chwytów reklamowych. Jedno jest pewne: era bezmyślnego rzucania haseł o ekologii powoli dobiega końca, a firmy będą musiały poprzeć każde słowo twardymi, niezależnymi dowodami.
Olga Skórko, dziennikarka, redaktorka, wydawczyni Dziennik.pl. Studiowała edukację medialną i dziennikarstwo na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Z marką INFOR związana od 2019 r. Pracę rozpoczynała w serwisie Dziennik zajmując się głównie poszukiwaniem i opisywaniem wiadomości z kraju i świata. Wcześniej współpracowała m.in. z Radiem ZET. Aktualnie wydawca serwisu Dziennik.pl.
