Sprawa zarzutów wysuwanych przez DZIENNIK pod adresem Waldemara Pawlaka wywołała w polityce prawdziwą burze. "O co chodzi panie Marcinie, może pan coś wie" - usłyszałem w sobotę od jednego z tych mniej znanych parlamentarzystów partii Donalda Tuska. W sumie odebrałem trzy podobne telefony.
Dzwonili politycy z dziesiątego szeregu, których kiedyś poznałem na swojej zawodowej drodze, osoby, z którymi raczej nie utrzymuję jakiegoś stałego kontaktu. Jednak gdy usłyszeli, że z koalicją coś jest nie tak, postanowili odświeżyć znajomość i dowiedzieć się od dziennikarza, co w trawie piszczy.
"Wie pan, żeby tylko Tuskowi nie odbiło, Pawlak może nie jest w porządku, ale jak ta koalicja upadnie, to co? A jak będą wcześniejsze wybory?" - tłumaczyli się wyraźnie zdenerwowani.
Niestety, polityków nie uspokoiłem. "Oj, niedobrze, niedobrze. Jak media nic nie wiedzą, to dobrze nie jest" - skwitował jeden z moich rozmówców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane