Maj 1989 roku. Uniwersytet Gdański.

Nagranie reklamówki wyborczej kandydata na senatora Lecha Kaczyńskiego. Przyszły parlamentarzysta i dzisiejszy prezydent jest wyraźnie stropiony: "To jednak jest pewne nadużycie, to nie jest moja katedra". Podbiega do niego znajoma z uczelni i pociesza:"Leszku! Będziesz robić wielkie rzeczy, skoro kiedyś ukradłeś księżyc!"

Kaczyński, sądząc po minie, szczerze w to powątpiewa, ale bez szemrania odgrywa swoją rolę. Czyta gazetę w pokoiku wykładowcy, co i rusz zerkając przez otwarte drzwi na piszących pracę studentów."Jestem im wdzięczny za przyjęcie tej roli" - mówi nieśmiało.

Dla potrzeb filmu nakręcono jeszcze scenę z seminarium: Lech Kaczyński prowadzi dla dwóch studentów wykład o prawie pracy. Bo właśnie ten przedmiot 40-letni doktor wykłada na Uniwersytecie Gdańskim.

W reklamówce autorstwa Włodka Ryciaka Kaczyński pojawi się też samotnie na Monciaku w Sopocie, w domu i na spacerze z rodziną, żoną Marią i 9-letnią córką Martą.

Scenariusz jest prosty: kandydat na senatora przechadza się w amerykańskiej zielonej wojskowej kurtce typu M-65. Potem jest scena w domu w Sopocie. Odrabia z córką lekcje. Ćwiczą tabliczkę mnożenia. "Ile jest 6 razy 7?".

Marta odpowie prawidłowo dopiero za czwartym razem. Ojca to nie zraża. Jest łagodny, ale widać, że jest mu trochę głupio. Patrzy przepraszająco w kamerę. W drzwiach w pogotowiu stoi małżonka z wazonem bzu. Na znak: już!, wchodzi do pokoju i stawia bukiet na stole. Potem nagranie wyjścia z domu i rodzinnego spaceru.

Jarosław Kaczyński, jeden z sekretarzy Krajowej Komisji Wykonawczej Solidarności, miał klip historyczny. Przechadza się samotnie ulicami Sopotu, odwiedza księgarnię, przewraca karty grubego tomiska, a wreszcie wtapia się w tłum przechodniów. Całość przerywana planszami z ważnymi dla Polski datami zrywów niepodległościowych: Poznań, czerwiec 1956, Warszawa, marzec 1968, Gdańsk, grudzień 1970, Radom, czerwiec 1976, Gdańsk, sierpień 1980 i 13 grudnia 1981. Są też sceny z życia podziemia: odbijanie bibuły na powielaczu przez mężczyznę zamaskowanego kominiarką.

X X X

Z Gdańska z ramienia "Solidarności" obok braci Kaczyńskich startowali m.in. Bogdan Lis, Jacek Merkel, Jan Krzysztof Bielecki i Olga Krzyżanowska. Własnymi reklamówkami, puszczanymi później w telewizyjnym studiu wyborczym "Solidarności", mogło się pochwalić w 1989 roku jednak niewielu kandydatów.

Kampania była siermiężna, tak jak cała Polska. Szczytem mody były sweterki tureckie, sportowe buty zakładane do garnituru, bawełniane koszulki w kratkę przywożone z Indii. Ale zdarzały się perełki, jak wideoklip z udziałem Krystyny Jandy do "Ballady o Janku Wiśniewskim". Wykorzystano w nim zdjęcia z filmu Andrzeja Wajdy "Człowiek z żelaza". Niezapomniane do dziś z tego klipu są niebieskie, ogromne oczy Jandy. Te oczy kłamać na pewno nie mogły.

"Solidarność" miała co tydzień godzinny program w radiu, audycje wyborcze w telewizji z sygnałem zaaranżowanym przez Włodzimierza Korcza, "Tygodnik Solidarność" i "Gazetę Wyborczą". Jej pierwszy numer wychodzi 8 maja w nakładzie 150 tysięcy egzemplarzy.

29 kwietnia, Gdańsk

Gdyby tego dnia władza chciała zerwać porozumienia Okrągłego Stołu i spacyfikować opozycję, miałaby świetną okazję. Do Gdańska na wspólne zdjęcie z Lechem Wałęsą zjechali bowiem wszyscy kandydaci "Solidarności". Z wyjątkiem jednej osoby.

Tym samym rannym pociągiem z Warszawy przyjeżdżają m.in. Bronisław Geremek, Henryk Wujec, Gustaw Holoubek. Na dworcu pojawia się też Adam Michnik z kilkuletnim synem Antosiem i swoją ówczesną partnerką, prawniczką z Sopotu. Antoniego, nazwanego tak na cześć Antoniego Słonimskiego, którego Michnik był asystentem-sekretarzem, chrzcił prałat Henryk Jankowski, a rodzicami chrzestnymi byli Lech Wałęsa i żona Zbigniewa Bujaka. Michnik cały czas napuszcza Antosia, by chwytał za brodę Geremka. Ten się nawet niespecjalnie broni.

Cały tłum najpierw na piechotę idzie pod pomnik Poległych Stoczniowców przy Stoczni Gdańskiej. Składają wieniec, potem wchodzą na teren stoczni. Tu w słynnej Sali BHP, w której podpisano porozumienia sierpniowe w 1980 roku, odbędzie się niezwykła sesja zdjęciowa. Reżyserem jest Andrzej Wajda, jednocześnie sam kandydat na senatora.

Wajda ze swoimi asystentami próbuje panować nad tłumem jeszcze przed stocznią. Idzie na przodzie pochodu w granatowym płaszczu i tego samego koloru czapce z daszkiem, tzw. leninówce.

Zarządza, że do zdjęć najpierw podchodzą kandydaci z Gdańska, później z Bielska-Białej i tak w kolejności alfabetycznej aż do Zielonej Góry. Wszyscy mają w klapie znaczek "Solidarności". Zdjęcia robione są w cieniu monumentalnej białej rzeźby Lenina, patrona stoczni. Prostopadle do niej stoi stół prezydialny nakryty zielonym suknem. Nad stołem transparent: "Solidarność zwycięży!".

Sesja przypomina taśmę. Najpierw kandydat podchodzi do Wałęsy, krótki uścisk dłoni, flesz lampy błyskowej (na ogół tylko raz), później do magnetofonu wyraźnie wypowiada swoje imię, nazwisko i region, z jakiego pochodzi i kandyduje. Na końcu powtarza te informacje dziewczynie siedzącej przy małym stoliku, również nakrytym zielonym suknem. Dziewczyna wszystkie te dane wpisuje do zeszytu.

Większości z kandydatów Wałęsa nie zna. Tych, których zna, wylewnie wita. Do wyższych podskakuje lub staje na palcach, by nie było widać, że jest niski. Kandydaci ubrani są w tureckie sweterki, wyciągnięte marynarki, rzadko który w garnitur, jak Bronisław Geremek.

Barbara Labuda, późniejsza minister w Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, pojawia się w kurtce. "Może lepiej zdjąć?"- sugeruje delikatnie asystent Wajdy. "Nie, dlaczego?"- oponuje zdziwiona Labuda. "No dobrze, niech będzie" - macha z rezygnacją asystent.

Przewijają się kolejno: Jan Olszewski, Jan Lityński, Lech Kaczyński, Kazimierz Putra (już wtedy z imponującymi wąsem) i sam Wajda. Część kandydatów, ku przerażeniu twórcy :Człowieka z marmuru", ucieka wzrokiem na ścianę, odwraca głowę albo ją za bardzo pochyla. Wtedy zdjęcie jest powtarzane.

Adam Michnik w kuluarach chętnie analizuje sytuację polityczną: "W 1980 roku przegraliśmy, bo mieliśmy za duże aspiracje, za dużo nadziei, a za mało pragmatyzmu. Jakiej Polski chcemy? Kraju o tradycji chrześcijańskiej, tolerancyjnego i demokratycznego. W Sejmie będziemy współpracować ze wszystkimi siłami albo i nie, jeśli tak zdecydują wyborcy".

XXX

Podobno pomysł zrobienia zdjęć z Wałęsą pojawił się, gdy Wajda nakręcił kandydatów ściskających rękę szefa "Solidarności" przed wejściem do Stoczni Gdańskiej. Ktokolwiek na to wpadł, był geniuszem. W tych wyborach wszyscy, którzy zrobili sobie zdjęcie z Lechem Wałęsą, wejdą do parlamentu.

Najwięcej - ponad 200 tys. głosów, blisko 90 procent wszystkich oddanych w jego okręgu (Gdańsk) - zebrał Jacek Merkel. Uczestnik strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 roku, członek władz "Solidarności" i jej przedstawiciel przy Okrągłym Stole. W okręgu, gdzie startował, PZPR nie odważyła się na wystawienie własnego kandydata - wspominał po latach Donald Tusk, również gdańszczanin. Już wtedy związany z liberałami m.in. poprzez wspólną Spółdzielnię Pracy Usług Wysokościowych "Świetlik", później przekształconej na "Gdańsk".

W sumie "Solidarność" wystawiła 161 kandydatów do Sejmu i 100 do Senatu. W pierwszej turze 4 czerwca udało się wprowadzić do Sejmu 160 posłów, a do Senatu 92 senatorów. Frekwencja wyniosła 62 procent. Przepadła lista krajowa, a strona partyjno-rządowa wprowadziła zaledwie 3 swoich kandydatów. W drugiej turze "Solidarność" uzyskała brakujący jeden wolny mandat do Sejmu i 7 do Senatu. W jednym województwie - pilskim - kandydat "S" przegrał. Piotr Baumgart, współtwórca NSZZ "Solidarność" Rolników Indywidualnych, nie mógł pojawić się na sesji zdjęciowej z Wałęsą. I fotel senatora zgarnął Henryk Stokłosa, wiele lat później, w 2007 roku, poszukiwany listem gończym za przestępstwa korupcyjne.

Strona partyjno-rządowa dopiero w drugiej turze uzyskała gwarantowane dla niej miejsca.

1 maja, Warszawa, antypochód, kościół św. Stanisława Kostki

Andrzej Łapicki przemawia do tłumu: "nie głosujesz? Przez lenistwo sprawiasz radość komunistom!" Tłum skanduje: "precz z komuną! An-drzej, An-drzej". Łapicki: "cieszę się, że jesteśmy na ty, później wypijemy!". Transparenty: "Dość burdelu w PRL", "Gdańsk - Warszawa wspólna sprawa", "Sowieci do domu".

Parę ulic dalej w pochodzie w pierwszej linii idą przy dźwiękach "Międzynarodówki": pierwszy sekretarz KC PZPR Wojciech Jaruzelski, szef Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego Roman Malinowski, premier Mieczysław Rakowski, minister spraw wewnętrznych generał Czesław Kiszczak. Kilku z nich w identycznych granatowych prochowcach z czerwoną kokardą. Wyglądają jak klony, ale rzeczywistość jest bardziej prozaiczna. Nie było się w co ubrać i nawet przedstawiciele najwyższych władz nie mieli większego wyboru.

24 maja, Gdańsk, wiec pod stocznią

Transparenty: "Nad stocznią czarne chmury to Wilczka cień ponury".

W pochodzie w pierwszej linii idą: Lech Wałęsa, Lech Kaczyński, Bogdan Lis, ks. Henryk Jankowski, Jan Krzysztof Bielecki, Jacek Merkel. Wchodzą na scenę. Wszyscy mówią o stoczni, o jej likwidacji przez rząd Mieczysława Rakowskiego. To było zagranie, by pokazać siłę komunistów, by upokorzyć Wałęsę i udowodnić, że są od niego silniejsi.

Wałęsa, w brązowej marynarce z biało-czerwoną opaską na ramieniu, mówi długo o sile "Solidarności", wspólnej sprawie i demokracji. Co i rusz zerka na karteczkę ukrytą w dłoni. Obok Lech Kaczyński. Marynarka, spodnie z materiału, adidasy i obowiązkowo znaczek "S" w klapie.

Manifestanci tworzą pochód, podnoszą palce w geście wolności.

Gdańsk, wiec pod kościołem św. Brygidy

Wałęsa i kandydaci prawie wciśnięci w mur. Wchodzą na podwyższenie. Wałęsa podaje rękę Lechowi Kaczyńskiemu i wciąga go na górę.

Kandydaci przedstawiają się, podają swój wiek, zawód i kończą formułką: proszę o poparcie. Wywołuje to śmiech Wałęsy i burzę oklasków zgromadzonych. Gdy pojawia się Bogdan Lis, tłum wiwatuje. Olga Krzyżanowska, późniejsza wicemarszałek Sejmu, od razu zapowiada: "Wieku nie podam!". Robotnicy wyją z zachwytu.

1 czerwca, Gdynia

Na wiecu "Solidarności" m.in. Lech Kaczyński, Lech Wałęsa i Bogdan Lis. Na widok Wałęsy tłum szaleje. Transparenty: "Witamy naszego przewodniczącego".

Spotkanie, jak większość z udziałem Wałęsy, prowadzi aktor Szymon Pawlicki. W 1989 współorganizator komitetów obywatelskich w Gdańsku, szef Biura Kultury KK "S". Gdy na początku lat 80. wyrzucono go z teatru w Gdyni, pracował jako cieśla.

Czerwiec, miejscowość Warcin, spotkanie z mieszkańcami

Za stołem prezydialnym Lech Wałęsa, Lech Kaczyński i przedstawiciel regionalnej "S". Wałęsa tłumaczy: "Solidarność na razie wywalczyła przyczółki demokracji. Następne wybory będą w pełni demokratyczne".

Głos z sali: "A skąd są ci nasi kandydaci? Kto to jest Jan Krzysztof Bielecki? Co to znaczy: przedsiębiorca niezależny?". Ostatnie słowa mężczyzna w średnim wieku wymawia z obrzydzeniem, bo przedsiębiorca w latach 80. znaczyło kombinator.

Wałęsa zastanawia się przez moment, jakby wyczuwał nastroje sali, i ucina: "A ja tam tego pana w ogóle nie znam! Wybrał go region" i z przyjemnością oddaje głos działaczowi przy stole prezydialnym. Ten tłumaczy: "To niezależny ekspert, doradca".

W 1985 roku Jan Krzysztof Bielecki zakłada m.in. z Jackiem Merklem i Januszem Lewandowskim spółdzielnię Doradca. Robi ekspertyzy ekonomiczne i prawne. Daje pracę ludziom z podziemia. Spółdzielnia staje się zapleczem liberałów. Przed pracą w Doradcy Bielecki pracuje jako kierowca.

XXX

Kampania prowadzona przez "S" to było jedno wielkie święto. Wspierali ją aktorzy, jak Maja Komorowska czy Kazimierz Kaczor, piosenkarze, jak Piotr Szczepanik czy Wojciech Młynarski, a nawet gwiazdy z zagranicy. Na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego wystąpił Yves Montand.

Symbolem staje się plakat Tomasza Sarneckiego. To zmieniona wersja plakatu Mariana Stachurskiego z 1959 roku do filmu "W samo południe" z Garym Cooperem. Aktor nad gwiazdą szeryfa ma znaczek "Solidarności", a w ręku trzyma kartkę wyborczą. Na dole podpis: "W samo południe. 4 czerwca 1989". Kiedy zaczęto zrywać plakaty i ulotki "Solidarności", pojawił się nowy z napisem: "Solidarność nie do zdarcia”.

Wiece opozycji gromadzą tłumy. Wszędzie powiewają transparenty: "Nie śpij, bo cię przegłosują". Lech Wałęsa, który objeżdża całą Polskę, witany jest jak największa gwiazda.

W Trójmieście kampanię „Solidarności” kończy wielka manifestacja samochodowa. Maluchy, duże fiaty, syrenki, wartburgi i trabanty obklejone plakatami "Solidarności" wyruszają z Zaspy.

"Solidarność' do końca pozostaje nieufna. Wymagane przez ordynację protokoły z podpisami osób popierających jej kandydatów przewożono w eskorcie działaczy. Do Wojewódzkiej Komisji Wyborczej w Gdańsku zawieziono m.in. listy poparcia dla Lecha Kaczyńskiego (podpisało się 52 229 osób, a wymagana liczba to tylko 3 tys.) i Bogdana Lisa (50 681). Przywozi je nyska obklejona plakatami "Solidarności". Liczenie odbywa się na stole obowiązkowo przykrytym zielonym suknem. Obowiązkowe są również słone paluszki i herbatniki.

1 maja i 3 maja Gdańsk, manifestacje Związku Młodzieży Walczącej

Tłum pod pomnikiem Jana III Sobieskiego przywiezionym ze Lwowa w 1950 roku. Transparenty: "Wolności nie mierzy się w procentach", "Zbrodniarze wojenni Stalin i Jaruzelski" - na płótnie wymalowane karykatury jak z wieców z czasów zimnej wojny.

Młodzi ludzie po kolei biorą mikrofon i obwieszczają: nie gadamy z komuną, za mało wywalczyliśmy, dopóki będzie rządzić PZPR, ustalenia przy Okrągłym Stole to farsa. Kilku z nich później rozpędzi festyn ZSMP. Przerwą koncert, wejdą na scenę, wybiorą sobie flagi biało-czerwone, czerwone rzucą na ziemię.

Na manifestacji obecny jest Andrzej Gwiazda. Jego drogi z Lechem Wałęsą już się rozeszły. Młodzież odśpiewuje mu "Sto lat". Wreszcie Gwiazda przemawia i krytykuje podział miejsc w Sejmie uzgodniony przy Okrągłym Stole: "299 do 161. By przeszły jakiekolwiek decyzje, zawsze będzie potrzebna zgoda PZPR. Udział w takich wyborach nie ma sensu".

Słuchający go młody człowiek dodaje: "Oni maję ręce ubrudzone polską krwią. Takich rąk nie godzi się ściskać nikomu, nawet Lechowi Wałęsie". Inny oznajmia: "Nie obchodzą nas rozgrywki między Wałęsą a Gwiazdą, nam chodzi o niepodległość".

Gwiazda kiwa głową i skanduje z młodymi: młodzież z partią się rozliczy.

XXX

Ostry rozdźwięk w opozycji pojawił się już przed obradami Okrągłego Stołu. Część działaczy nie zgadzała się na rozmowy z komunistami.

6 kwietnia na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego, po zakończeniu obrad w Pałacu Namiestnikowskim w Warszawie. próbowano powołać komisję, która wskazałaby kandydatów w wyborach 4 czerwca. Ale Aleksander Hall i Jan Olszewski zaapelowali, by się jeszcze wstrzymać, bo muszą być też reprezentowane siły, które nie zasiadły do rozmów z generałami Czesławem Kiszczakiem i Wojciechem Jaruzelskim.

Olszewski, późniejszy premier, spokojnie tłumaczy: "Chciałbym uzmysłowić państwu, jak bardzo te społeczeństwa łudzono, aby nim manipulować. Nie możemy sięgać w kampanii do metod najprostszych i wystawiać prządki, panów sportowców i jeszcze może Miss Polonię? Trzeba powołać grupę, która to dobrze przygotuje. Wyłoni kandydatów z całej opozycji. Ludźmi nie wolno manipulować".

Wałęsa ma kamienną twarz. Nalewa sobie herbatę i wreszcie odpowiada: "Manipulujemy, by obudzić społeczeństwo".

Wtedy jeszcze Olszewski nie przewidział, że jego słowa o miss okazały się w pewnym sensie prorocze. 22 listopada gdańszczanka, studentka Uniwersytetu Gdańskiego Aneta Kręglicka jako jedyna jak dotąd Polka zostanie miss świata.

Propozycji kandydowania ostatecznie nie przyjął Aleksander Hall. Uznał, że Komitet Obywatelski złamał zasady demokracji. Wybrał kandydatów, którzy nie reprezentowali całej opozycji antykomunistycznej. Jan Olszewski propozycję startu w drużynie Wałęsy przyjął.

4 czerwca, Gdańsk, komisja wyborcza nr 169 i na Przymorzu nr 140

Pogodnie, ciepło. Przed budynkiem społeczni rachmistrze. Dwie młode dziewczyny spisują wchodzących do środka, by nikt nie mógł zafałszować liczby oddanych głosów. Na murze tzw. instrukcja obsługi urny. Jak skreślać, by wybrać kandydatów "S". Duży napis: "Pamiętaj, komuniści i tak wzięli sobie 65 proc. miejsc, my walczymy o 35 procent". Obok "Telegram": "Jeżeli jesteś z nami, tych nazwisk nie skreślaj", i wymienieni są m.in. Jan Krzysztof Bielecki, Bogdan Lis i Lech Kaczyński.. Ordynacja była tak przedziwnie skonstruowana, że przechodzili tylko kandydaci nieskreśleni.

Dziennikarze pytają 7-, 8-letniego chłopca bawiącego się obok, czy wie, kogo trzeba pozostawić na kartce? Chłopak nie zastanawia się nawet minuty: "Bielecki, Lis, Kaczyński" - mówi, podskakując na jednej nodze.

Wychodzący z lokalu chętnie zdradzają, na kogo głosowali. "Na naszych!". Rzadko: "To moja tajemnica". Takie odpowiedzi ludzie kwitują: pewnie na komuchów!

Choć agitacja jest zabroniona, na ławeczce obok komisji rozłożone są materiały "Solidarności" i ściągawki z nazwiskami. Sympatycy "Solidarności" przekazują je sobie po wyjściu z lokali wyborczych, biorą do kościoła i po drodze rozdają przechodniom.

W środku, przed komisją nr 169, tłumy dziennikarzy. Czekają na Lecha Wałęsę.

Za to pod jego domem przy ul. Polanki 54 spokój. Kute ogrodzenie, słupy obłożone kamieniem, luksus. Lech Wałęsa kupił tę działkę (ok. 6 tys. mkw.), gdy został laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Rozebrał stary dom i postawił nowy, reprezentacyjny, w stylu dworskim.

Wychodzą Lech Wałęsa (brązowy garnitur ze znaczkiem "S" i Matką Boską w klapie, biała koszula, czarny krawat, spinka, w kieszonce granatowa chusteczka), jego żona Danuta (granatowy skromny kostium) i syn Bogdan (ciemny maturalny garnitur). Rocznik 1970, w 1983 odbierał w Oslo z matką Pokojowa Nagrodę Nobla dla Lecha Wałęsy.

Widzą kamerę, ale idą dalej. Danuta jest rozdrażniona. Mówi do męża: "Mieliśmy spacerować, a nie gonić". Do syna Bogdana: "nie trącaj mnie!".

Wałęsa pyta dziennikarzy: "Dla kogo kręcicie?". "Dla Video Studio, dla księdza biskupa". Ksiądz biskup przemawia do Wałęsy, bo pozwala dziennikarzom, by nadal mu towarzyszyli.

Danuta do syna: "Opuść ręce!".

W lokalu wita ich błysk fleszy. Dostają po 6 – 7 kartek. Lech Wałęsa bardzo uważnie je studiuje. "Dawno nie głosowałem, nie wiem, jak to się robi". Danuta pyta męża: "To musi być tajemnica, kto co skreśla?". "Yhm" - odpowiada.

Czekają, aż zwolni się kabina. Najpierw wchodzi za kotarę Danuta, później Lech i na końcu Bogdan. Wałęsowie długo czekają na syna. Przyszły prezydent żartuje z dziennikarzami, jednemu chowa mikrofon do kieszeni. Jego małżonka tłumaczy Bogdana: "Pierwszy raz, dlatego tak długo".

Wreszcie wychodzi. Oklaski. Przedstawiciel komisji jak z filmów Stanisława Barei wybiega i wręcza zdumionemu młodzieńcowi smutną wiązankę biało-czerwonych goździków. Danuta dostaje imponujący bukiet gerber, róż i piwonii.

Dziennikarze próbują porozmawiać z Bogdanem, co irytuje Wałęsę: "Nie wolno mu udzielać wywiadów!" - karcąco patrzy na syna. Podobno gdy miał 10 lat, Bogdan powiedział, że dumny jest z ojca, ale zrobiłby lepiej niż on...

Z lokalu wyborczego Lech i Danuta Wałęsowie wychodzą pod rękę. Podjeżdża po nich czerwona skoda 105, którą przywódca "Solidarności" cały czas się porusza. Z tyłu jako obstawa czarna beczka mercedes.

Jadą do kościoła św. Brygidy. Tu na plebanii Lech Wałęsa rozmawia z zagranicznymi dziennikarzami. Jest poirytowany, spieszy się. Siedzi na zabytkowym krześle gdańskim.

Najpierw telewizja japońska. Wałęsa mówi na okrągło o demokracji. Nagle przerywa: "Następny proszę!". "Telewizja irlandzka" - krzyczy tłumacz i zaczyna zadawać pytania. "Za jaką drogą rozwoju dla Polski pan się opowiada?". Wałęsa odpowiada w stylu "za i przeciw": "Za ewolucyjną, choć Solidarność ma cele rewolucyjne". O intencjach ZSRR mówi: "Nie obawiamy się". O Europie: "Polska oczekuje od niej pomocy w zmianie sytemu. O nadmiernej roli Kościoła w ruchu opozycyjnym: "Od Kościoła my się możemy uczyć, a nie Kościół pouczać" - strofuje dziennikarza.Największy autorytet? "Jan Paweł II". Aborcja? "Popieram całkowicie linię Kościoła".

"Podobieństwa Polski z Irlandią?" - to pytanie przerywa ten ping-pong: "Aaa, w tym jednym temacie jestem niekompetentny" - Wałęsa rozkłada z uśmiechem ręce. I dalej przyznaje, że w wyborach poparł Fiszbacha i listę krajową. " Dlaczego? Przecież to komuniści?" - pyta dziennikarz. "Bo tak ustaliliśmy przy Okrągłym Stole. Ale jedno nazwisko skreśliłem" - mówi na pocieszenie. Nie zdradza jakie.

Proszony o oszacowanie wyników wyborów odpowiada: "Dostaniemy ok. 25 proc. miejsc w Sejmie i 60-70 proc. w Senacie. Za mało było czasu na kampanię" - tłumaczy. "Jak będzie wyglądał system w przyszłości?". "Trudno ocenić, jaki będziemy mieć komunizm za 20 lat" - odpowiada.

Później msza. Po prawicy w kościele św. Brygidy zasiada Danuta z jedną z córek. Po lewicy Wałęsy Barbara Piasecka-Johnson okrzyknięta nadzieją kolebki "Solidarności". Obiecuje, że uratuje Stocznię Gdańską.

4 czerwca, Warszawa

W lokalu wyborczym, w którym głosuje Mieczysław Rakowski, raczej pusto. Parę kamer, cisza. Premiera wita wylewnie jedynie francuski dziennikarz, dziś kandydat PSL na europosła Bernard Margueritte.

Po wyjściu z kabiny nikt nie daje kwiatów małżonce Rakowskiego, aktorce Elżbiecie Kępińskiej.Dziennikarzy czekających na zewnątrz premier prosi, by trochę się oddalili, bo nie wolno agitować.

"Nie wiem, czy dziś to nowa faza ustroju, czy mgnienie historii" - mówi, ale nie chce porównywać obecnego głosowania do sfałszowanych wyborów z 1947 roku, gdy komuniści przejęli władzę w Polsce. "Dziś jest inny klimat polityczny" - tłumaczy. Później okaże się, że nie uzyskał mandatu parlamentarnego. Z tego powodu 4 lipca składa dymisję.

XXX

Przy pisaniu artykułu korzystałam z archiwum filmowego Video Studio Gdańsk, a także z książki „Wydarzyło się w Gdańsku”, Grzegorz Fortuna, Donald Tusk, Gdańsk 1999