Krytykowanie posunięć rządu polskiego powinno dokonywać się w proporcji do jego wad czy mylnych decyzji. Obaj politycy zareagowali w sposób zdecydowanie nieproporcjonalny do faktycznej rangi problemu. Sprawa jest tym bardziej szkodliwa, że obaj politycy, a zwłaszcza Lech Wałęsa, są postaciami znanymi na arenie międzynarodowej i ich wypowiedzi są przez to dla zachodniej opinii publicznej ważnym źródłem informacji o Polsce.

Tymczasem prezydent Wałęsa często zabiera głos, nie panując nad nerwami. Powinien bardziej ważyć słowa i unikać wyrażania osobistych żalów i pretensji, tym bardziej że jego wypowiedzi na temat braci Kaczyńskich są niespójne. W kraju potrafi ich chwalić i życzyć im jak najlepiej, natomiast za granicą formułuje na ich temat bardzo ostre, negatywne oceny będące konsekwencją konfliktu z początku lat 90., którego w dodatku sam był stroną.

Wynoszenia sporów wewnętrznych za granicę powinno się unikać. Gdy prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, pracowałem jako szef polskiej katedry w Stanach Zjednoczonych. Mam wobec tego polityka krytyczny stosunek, jednak ponieważ był on głową mojego państwa, unikałem wówczas formułowania radykalnych sądów. Czasami spory wewnętrzne są przenoszone na forum europejskie. W Parlamencie Europejskim jesteśmy często świadkami ostrych dyskusji czy wręcz zaciekłych kłótni pomiędzy lewicą i prawicą włoską czy też między rozmaitymi frakcjami brytyjskimi. Są to jednak kraje wpływowe. Włochy pomimo mafii, skandali korupcyjnych, kontrowersyjnych rządów Berlusconiego czy Prodiego są jednym z najpotężniejszych ośmiu państw na świecie, podobnie jak Wielka Brytania.

Polska jest tymczasem krajem na międzynarodowym dorobku, nie ma silnej pozycji, a kapitał zaufania do niej jest w Europie niewielki. Nie stać nas na narażanie na szwank wizerunku kraju nierozważnymi ruchami, tym bardziej w sytuacji, gdy nasz kraj nie ma dobrej prasy. Można domniemywać, że źródłem bardzo wielu głosów krytycznych (dotyczy to zwłaszcza mediów niemieckich, ale i innych krajów zachodnich) wobec naszego państwa są polscy dziennikarze i politycy, którzy chętnie, dzieląc się skrajnie negatywnymi opiniami, działają w pewnym sensie na niekorzyść Polski. Dotąd mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której Polacy bardzo liczyli się ze zdaniem Zachodu na nasz temat. Ten czas jednak minął, a coraz większą część polskiej opinii publicznej irytuje nagłaśnianie sporów wewnętrznych za granicą.

Należy wątpić, czy popularność prezydenta Wałęsy oraz posła Geremka wzrośnie pod wpływem ich ostatnich wypowiedzi. Podobny konflikt interesów obserwowaliśmy już przy okazji pojawiających się oskarżeń o istnienie tajnych więzień CIA w Polsce: mimo że nie ma żadnych konkretnych dowodów na istnienie takich więzień, znaleźli się Polacy, którzy nagłaśniali i umacniali te fałszywe opinie. Nie dostrzegali oni, że chcąc w swoim mniemaniu zaszkodzić jedynie temu rządowi, zarazem szkodzą ojczyźnie. Nie chodzi tu oczywiście w żaden sposób o ograniczanie wolności słowa; raczej o rozwagę, gdy idzie o dobre imię kraju. Trzeba wybrać złoty środek. Trudno oczywiście oczekiwać, by lewica zachwalała prawicowy rząd, który w tej chwili sprawuje władzę w kraju, jednak powinna powstrzymać się od przesady. Granica przyzwoitości jest tutaj kwestią smaku, wyczucia i odpowiedzialności.