W piątek Kazimierz Marcinkiewicz da odpowiedź Jarosławowi Kaczyńskiemu, czy wejdzie do rządu. Jego powrotu nie chce jednak wicepremier ds. gospodarczych Zyta Gilowska - dowiedział się DZIENNIK.
Marcinkiewicz we wtorek wrócił z urlopu w Alpach i od razu stawił się na rozmowie w cztery oczy z premierem. Według ustaleń gazety, podczas tego spotkania Kaczyński
ponowił swoją ofertę: wejście do rządu i objęcie Ministerstwa Gospodarki. Tyle że tym razem na odpowiedź dał byłemu premierowi dwa dni. "To prawda. Ostateczną decyzję muszę
podjąć najpóźniej w piątek" - przyznaje Marcinkiewicz.
To trudna decyzja, bo - jak twierdzą rozmówcy gazety z PiS - przeciwko jego wejściu do rządu protestuje wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska. "Marcinkiewicz byłby dla niej konkurencją. Gilowska boi się, że nie będzie miała na niego żadnego wpływu" - tłumaczy bliski współpracownik premiera.
Inny z polityków PiS dodaje, że w grę wchodzą także względy osobiste. "Ma żal do Marcinkiewicza za to, że będąc premierem, odwołał ją z rządu, gdy zarzucono jej kłamstwo lustracyjne" - mówi.
Część posłów PiS uważa, że ubiegłotygodniowe pogłoski o odejściu Gilowskiej były formą nacisku na premiera w tej sprawie. "Ona stawiała sprawę jasno: albo ja, albo Marcinkiewicz" - uważa jeden z parlamentarzystów.
Przyjęcie propozycji przez Marcinkiewicza oznaczałoby, że z rządem musi się pożegnać obecny szef resortu gospodarki Piotr Woźniak. Ale jest problem. Podczas przeglądu resortów, jaki na prośbę premiera dokonali ostatnio posłowie z jego partii, Woźniak zebrał bardzo dobre oceny. "Szef klubu Marek Kuchciński sugerował, że te raporty źle się wpisują w klimat panujący wokół ministra gospodarki" - mówi poseł PiS.
To trudna decyzja, bo - jak twierdzą rozmówcy gazety z PiS - przeciwko jego wejściu do rządu protestuje wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska. "Marcinkiewicz byłby dla niej konkurencją. Gilowska boi się, że nie będzie miała na niego żadnego wpływu" - tłumaczy bliski współpracownik premiera.
Inny z polityków PiS dodaje, że w grę wchodzą także względy osobiste. "Ma żal do Marcinkiewicza za to, że będąc premierem, odwołał ją z rządu, gdy zarzucono jej kłamstwo lustracyjne" - mówi.
Część posłów PiS uważa, że ubiegłotygodniowe pogłoski o odejściu Gilowskiej były formą nacisku na premiera w tej sprawie. "Ona stawiała sprawę jasno: albo ja, albo Marcinkiewicz" - uważa jeden z parlamentarzystów.
Przyjęcie propozycji przez Marcinkiewicza oznaczałoby, że z rządem musi się pożegnać obecny szef resortu gospodarki Piotr Woźniak. Ale jest problem. Podczas przeglądu resortów, jaki na prośbę premiera dokonali ostatnio posłowie z jego partii, Woźniak zebrał bardzo dobre oceny. "Szef klubu Marek Kuchciński sugerował, że te raporty źle się wpisują w klimat panujący wokół ministra gospodarki" - mówi poseł PiS.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|
