Marcinkiewicz nową funkcję ma objąć 2 stycznia. To ma być przygotowanie do roli szefa banku. Jak mówi przewodniczący Rady Nadzorczej banku Marek Głuchowski, były premier i kandydat na prezydenta Warszawy ma doradzać "w różnych sprawach". Polityk zadeklarował, że jest gotowy publicznie dać się przesłuchać, żeby przekonać wszystkich, że ma kwalifikacje na szefa banku.
Taka nominacja to nic dziwnego - komentują eksperci. Zdaniem Ryszarda Petru, głównego ekonomisty banku BPH, na całym świecie normalnym zwyczajem jest, że byli premierzy doradzają szefom banków. To może ułatwić im relacje z rządzącymi - zauważa z kolei Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. Możliwości Marcinkiewicza na stanowisku doradcy są spore - dodaje.
Ale były premier już teraz otwarcie przyznaje, że to dla niego za mało, i że stanie do konkursu na prezesa banku. A Rada Nadzorcza już dziś rozpoczęła postępowanie kwalifikacyjne. To oznacza, że od teraz mogą się do niej zgłaszać kandydaci. Będą musieli udowodnić, że będą kierować bankiem "ostrożnie i stabilnie". Muszą mieć także wyższe wykształcenie i pięcioletni staż pracy. A poza tym rada wymaga "odpowiedniego doświadczenia" do kierowania bankiem.
Kandydaci mają czas do 16 stycznia. Gdy Rada zakwalifikuje ich do konkursu, zostaną zaproszeni na rozmowę 24 stycznia. Dzień później egzaminowani będą starający się o dwa fotele wiceprezesów.
Były premier po przegranych wyborach na fotel prezydenta Warszawy zapowiadał, że nie zamierza wycofywać się z życia publicznego. Przeciwnie, chce poświęcić się gospodarce. Mówiło się o prezesurze Orlenu, a także o szefowaniu PKO BP. I jeszcze przed świętami Polskę obiegła informacja, że były premier stanie właśnie na czele banku.
Natychmiast rozpętała się burza. Wielu ekspertów zarzucało mu, że nie ma odpowiednich kwalifikacji, a poza tym będzie prezesem z nominacji politycznej. Inni wskazywali, że polityk kierujący bankiem może mu pomóc zdobyć np. umowy na cenne kredyty, zaciągane przez spółki państwowe.