Na uroczystości w Warszawie obecny był odchodzący ze stanowiska prymas Józef Glemp, który udzielił błogosławieństwa nowemu metropolicie. Najważniejszym punktem uroczystości było odczytanie dekretu Stolicy Apostolskiej o powierzeniu urzędu abp. Wielgusowi.
Jednak od kilku dni nazwisko abp. Wielgusa wymienia się w zupełnie innym kontekście. Nowy metropolita warszawski był w czasach PRL tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Grey. Potwierdziła to zarówno Kościelna Komisja Historyczna, powołana przez Episkopat, jak i komisja powołana przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Sam duchowny odpiera oskarżenia i twierdzi, że nigdy nikogo nie skrzywdził.
Wciąż jednak trwają dyskusje, czy w takiej sytuacji w ogóle powinien obejmować tak ważny urząd kościelny. "Ja, gdybym się znalazł w takiej sytuacji, prosiłbym Stolicę Apostolską o zwolnienie mnie z funkcji" - powiedział abp Tadeusz Gocłowski. Metropolita gdański tłumaczy, że nie ma wątpliwości co do autentyczności ujawnionych dokumentów z esbeckich archiwów. Dodał jednak, że wierzy w słowa abp. Wielgusa, który twierdzi, że nikogo nie skrzywdził.
"To jest wewnętrzna sprawa Kościoła polskiego" - uważa natomiast watykanista, publicysta włoskiego dziennika "La Stampa" Marco Tosatti. Apeluje on, żeby nie mieszać do tej sprawy Stolicy Apostolskiej. "Watykan nie ma z tym wiele wspólnego, bo w decyzjach opiera się na informacjach otrzymanych w tym przypadku z Polski" - tłumaczy watykanista.
Jeżeli Watykan nie zmieni zdania co do powołania abp. Wielgusa na stanowisko metropolity warszawskiego, w niedzielę odbędzie się uroczysty ingres, czyli wstąpienie na fotel metropolitalny.