Przełom, o jakim pisze włoska prasa, to przede wszystkim koniec 17-letniej zmowy milczenia wokół przeszłości. To, że duchowni wreszcie się na to zdecydowali, potwierdza tylko, że sytuacja była już naprawdę poważna i bardzo nabrzmiała.
Gazety przypominają nie tylko sprawę odwołania ingresu abp. Stanisława Wielgusa, który w atmosferze oskarżeń o współpracę z SB zrezygnował z funkcji metropolity warszawskiego. Podkreślają, że takie przypadki pojawiały się w polskim Kościele już wcześniej, a ostatnio coraz częściej. I nadszedł czas, by wreszcie - jak ujmuje to "La Stampa" - postawić kropkę nad i.
Ogólny ton jest przychylny biskupom, którzy podjęli wyzwanie i rozpoczęli rewolucję. Wszystko to przede wszystkim po to, by "rozwiać mgłę podejrzeń, która szkodzi takiej instytucji, jak Kościół" - pisze "Il Giornale". Włoscy komentatorzy zwracają uwagę na pewną zbieżność - tuż przed decyzją Episkopatu zaczęto mówić o projekcie "deubekizacji", czyli pozbawienia przywilejów dawnych funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. I choć zwraca się uwagę, że mogą minąć długie lata, nim plany wejdą w życie, to "wyrównanie rachunków" jest potrzebne.
Komentatorzy zwracają też uwagę, że Kościół cały czas spogląda w stronę Watykanu. "Corriere della Sera" podkreśla, że to dopiero papież podejmie decyzję, co dalej z biskupami, którzy ewentualnie przyznaliby się do grzechów przeszłości. Papież, nie polska opinia publiczna. "La Stampa" natomiast wskazuje, że Episkopat skorzystał z "procedur, które zainspirował Watykan".
Wczoraj w czasie specjalnego spotkania polscy biskupi zdecydowali się na autolustrację. To odpowiedź na zawirowania, jakie wstrząsają ostatnio polskim Kościołem. A przede wszystkim na sprawę abp. Stanisława Wielgusa, który dopiero po medialnych rewelacjach przyznał się, że poprzez swoje kontakty z SB skrzywdził Kościół.
Poza tym - jak powiedział nuncjusz papieski w Polsce, abp. Józef Kowalczyk - zataił część grzechów swojej przeszłości przed Benedyktem XVI.