"Nie mogę dać za niego głowy. Jeśli złamał prawo, to niech nie liczy na mnie. Ale jeśli jest to tylko próba wrabiania go, na zlecenie Kaczyńskich, to zrobię wszystko, by mu pomóc" - mówi DZIENNIKOWI były prezydent RP Lech Wałęsa.
Zbigniew Krzyżanowski: Pana przyjaciel Mieczysław Wachowski znów został zatrzymany.
Lech Wałęsa: Kolejny raz próbuje się "zapolować" na Wachowskiego. Wszystkie poprzednie zatrzymania skończyły się niczym. Podejrzewam, że i tym razem będzie podobnie. Myślę, że to jednak zemsta Kaczyńskich za to, że przegrali z nami sprawę, z Wachowskim i ze mną. Jeśli chodzi o Wachowskiego, to proces nie może się toczyć dalej, bo Kaczyńscy mają immunitety, ale do tego wrócimy. Żałuję, że nie przeprowadziłem wcześniej sprawy karnej, bo wtedy Kaczyńscy mieliby problemy wyborcze.
Podejrzewa pan, że poprzez Wachowskiego chcą uderzyć w pana?
Może, ale komuniści byli lepsi i sobie nie poradzili. A Kaczyńscy połamią sobie na tym zęby.
Rozmawiał pan z Wachowskim na temat tych zarzutów?
Rozmawiałem o tym wcześniej, chyba u mnie na urodzinach. I wtedy już było jasne, że wszystko to jest "robione". Byłem nawet przesłuchiwany w Łodzi i to było tak skandaliczne, że w pewnym momencie trzasnąłem drzwiami i wyszedłem z prokuratury. Przecież to jest niepoważne, jak próbowano go wrabiać... Wtedy sprawa się zawiesiła, teraz ktoś tu wraca do niej na siłę.
Może dlatego, że Wachowski chce wrócić do polityki?
Podejrzewam, że tak.
On organizuje panu zaplecze polityczne...
Każdemu mówię: jeśli zorganizujesz się, widzisz taką potrzebę i będzie to miało ręce i nogi, to możesz na mnie liczyć. Wachowski słysząc to, zbiera ludzi. Ale Kaczyńscy przegrali z nim w sądzie, nie przeprosili go i chcieliby "uporządkować" sprawę. Teraz mają pełnię władzy i próbują to zrobić.
Pan wierzy, że Wachowski jest niewinny?
Nie mogę dać za niego głowy. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli złamał prawo, to niech nie liczy na mnie. Ale jeśli jest to tylko próba wrabiania go, na zlecenie Kaczyńskich, to zrobię wszystko, by mu pomóc.
Ale wyrzucił pan Wachowskiego z Kancelarii przed wyborami na drugą kadencję. Dlaczego?
Z różnych powodów. Po pierwsze, widziałem, że przegrywamy i wszystko poleci na Wachowskiego, więc go oszczędzałem, a po drugie, próbowałem ratować, co się da, ale z Wachowskim nie byłem w stanie tego zrobić. Nie pasował mi do koncepcji, a ja wymieniałem ludzi, kiedy mi nie pasowali.
A nie było to związane z pogłoskami o "ciemnych" sprawkach Wachowskiego?
Nie, nie. Żadnych podtekstów, nikczemnego postępowania czy łamania prawa. Nic z tych rzeczy. Oceniłem, że jest szansa na wygranie drugiej tury, ale w tym momencie nie z Wachowskim.
Wachowski był wtedy mocno krytykowany, wszyscy mówili, że niepotrzebnie pan się go trzyma...
Wiemy dlaczego...
Dlaczego?
Polacy to książęta, jak muszą się kierowcy kłaniać, to wiadomo... Jeśli kogoś wybrano, to jeszcze to tolerują. Ale jeśli to osoba z mianowania, to nie darują mu książęta polscy... Dlatego go bojkotowali, dlatego budził niesmak, a dlatego, że tak było, to go trzymałem...
Lech Wałęsa: Kolejny raz próbuje się "zapolować" na Wachowskiego. Wszystkie poprzednie zatrzymania skończyły się niczym. Podejrzewam, że i tym razem będzie podobnie. Myślę, że to jednak zemsta Kaczyńskich za to, że przegrali z nami sprawę, z Wachowskim i ze mną. Jeśli chodzi o Wachowskiego, to proces nie może się toczyć dalej, bo Kaczyńscy mają immunitety, ale do tego wrócimy. Żałuję, że nie przeprowadziłem wcześniej sprawy karnej, bo wtedy Kaczyńscy mieliby problemy wyborcze.
Podejrzewa pan, że poprzez Wachowskiego chcą uderzyć w pana?
Może, ale komuniści byli lepsi i sobie nie poradzili. A Kaczyńscy połamią sobie na tym zęby.
Rozmawiał pan z Wachowskim na temat tych zarzutów?
Rozmawiałem o tym wcześniej, chyba u mnie na urodzinach. I wtedy już było jasne, że wszystko to jest "robione". Byłem nawet przesłuchiwany w Łodzi i to było tak skandaliczne, że w pewnym momencie trzasnąłem drzwiami i wyszedłem z prokuratury. Przecież to jest niepoważne, jak próbowano go wrabiać... Wtedy sprawa się zawiesiła, teraz ktoś tu wraca do niej na siłę.
Może dlatego, że Wachowski chce wrócić do polityki?
Podejrzewam, że tak.
On organizuje panu zaplecze polityczne...
Każdemu mówię: jeśli zorganizujesz się, widzisz taką potrzebę i będzie to miało ręce i nogi, to możesz na mnie liczyć. Wachowski słysząc to, zbiera ludzi. Ale Kaczyńscy przegrali z nim w sądzie, nie przeprosili go i chcieliby "uporządkować" sprawę. Teraz mają pełnię władzy i próbują to zrobić.
Pan wierzy, że Wachowski jest niewinny?
Nie mogę dać za niego głowy. Mogę tylko powiedzieć, że jeśli złamał prawo, to niech nie liczy na mnie. Ale jeśli jest to tylko próba wrabiania go, na zlecenie Kaczyńskich, to zrobię wszystko, by mu pomóc.
Ale wyrzucił pan Wachowskiego z Kancelarii przed wyborami na drugą kadencję. Dlaczego?
Z różnych powodów. Po pierwsze, widziałem, że przegrywamy i wszystko poleci na Wachowskiego, więc go oszczędzałem, a po drugie, próbowałem ratować, co się da, ale z Wachowskim nie byłem w stanie tego zrobić. Nie pasował mi do koncepcji, a ja wymieniałem ludzi, kiedy mi nie pasowali.
A nie było to związane z pogłoskami o "ciemnych" sprawkach Wachowskiego?
Nie, nie. Żadnych podtekstów, nikczemnego postępowania czy łamania prawa. Nic z tych rzeczy. Oceniłem, że jest szansa na wygranie drugiej tury, ale w tym momencie nie z Wachowskim.
Wachowski był wtedy mocno krytykowany, wszyscy mówili, że niepotrzebnie pan się go trzyma...
Wiemy dlaczego...
Dlaczego?
Polacy to książęta, jak muszą się kierowcy kłaniać, to wiadomo... Jeśli kogoś wybrano, to jeszcze to tolerują. Ale jeśli to osoba z mianowania, to nie darują mu książęta polscy... Dlatego go bojkotowali, dlatego budził niesmak, a dlatego, że tak było, to go trzymałem...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|