"Komisja ds. zagranicznych jest bardzo ważna. Możemy zrezygnować z niej, jeśli otrzymamy w zamian propozycję, której długofalowe korzyści dla Polski będą przewyższały korzyści, które wynikają z przewodniczenia komisji zagranicznej" - mówi DZIENNIKOWI Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO.
Anna Wojciechowska: Ostatnio można odnieść wrażenie, że cieszy się pan większym poparciem PiS niż Platformy. Jak pan jako członek PO czuje się w takiej
sytuacji?
Jacek Saryusz-Wolski*: Respektowaną dotąd w Parlamencie Europejskim zasadą było, że polskie delegacje w swoich frakcjach podejmowały suwerenne decyzje i one nie były komentowane. Wrzawa, z jaką mamy do czynienia, nie sprzyja osiągnięciu celu, jakim jest dla mnie wywalczenie maksymalnie dobrej pozycji Polski i pozycji PO w Parlamencie Europejskim. Negocjacje w ważnych sprawach nie powinny toczyć się przy podniesionej kurtynie, lecz w ścisłej dyskrecji.
PiS twierdzi, że lepiej byłoby, żeby to Polak stanął na czele komisji ds. spraw zagranicznych.
Komisja ds. zagranicznych jest bardzo ważna. Sądzę jednak, że możemy zrezygnować z niej, jeśli otrzymamy w zamian propozycję, której długofalowe korzyści dla Polski będą przewyższały korzyści, które wynikają z przewodniczenia komisji zagranicznej. I tego typu rozwiązanie będę w Parlamencie negocjować.
Ale czy to w ogóle jest możliwe? Większość komentatorów mówi, że nie da się uzyskać niczego lepszego od przewodnictwa w komisji ds. zagranicznych, bo teraz tam będą się rozstrzygać najważniejsze dla nas sprawy.
Uważam, że jest możliwe uzyskanie pakietu, który przewyższy korzyści płynące z komisji ds. zagranicznych. To musi być oczywiście duży pakiet. Proszę zauważyć, że w oświadczeniu Platformy obok wymienienia funkcji, jakich się domagamy, jest mowa o uzyskaniu wsparcia naszych partnerów dla silnej pozycji Polski w Parlamencie Europejskim. O wszystkim szczegółowo nie możemy mówić, bo negocjacje są w toku.
Ale podobno warunki, na jakich chcecie zgodzić się na oddanie przewodnictwa w komisji ds. zagranicznych, są pozorne: z góry wiadomo, że to dostaniecie, więc sprawa jest przesądzona.
Kardynalną zasadą jest, że w takich negocjacjach swojego mandatu w stu procentach się nie ujawnia. I na tym poprzestanę.
Czy nie jest tak, jak mówi PiS, że sprawa jest przesądzona i Donald Tusk podjął już decyzję o zrzeknięciu się komisji zagranicznej?
Nie mam takiego wrażenia. To się okaże na koniec negocjacji.
Ale europarlamentarzyści PiS twierdzą, że Niemcy chwalili się już w Parlamencie Europejskim, że sprawa jest dogadana z Tuskiem i że to oni utrzymają komisję zagraniczną.
Parlament to jest żywy organizm, wszyscy chodzą i mówią różne rzeczy. A u nas nałożyła się na to okropna personalizacja. Tymczasem Platforma rozłącza kwestię "kto" od kwestii "co". Nie ma decyzji, jaka osoba miałaby określone funkcje pełnić. Tymczasem PiS zrobiło wokół tego małe piekło, sprowadzając rzecz do personalnego parteru, kiedy chodzi tak naprawdę o sprawę o wiele ważniejszą. A ja już wcześniej wyraziłem wobec Donalda Tuska gotowość rezygnacji z funkcji szefa komisji ds. zagranicznych.
Czy nie obawia się pan, że zostaniecie oskarżeni o to, że ugięliście się przed Niemcami?
To będzie niedobre. Ale w imię interesu Polski my w Parlamencie zatykamy uszy i dokonujemy wyboru merytorycznego. Jeżeli suma korzyści dla Polski i pozycji PO przeważy to, co uzyskalibyśmy po objęciu przewodnictwa komisji zagranicznej, to rozważymy możliwość rezygnacji z niej. Ale wtedy i tylko wtedy.
Do czego więc zmierza PiS, które twierdzi, że wszystko już zostało ustalone między Tuskiem a Merkel ze szkodą dla interesu Polski?
Nie tylko PiS, ale również SLD. Pan Siwiec określił rozmowę Tuska z Merkel, która była potrzebna dla Polski, jako rozmowę "na granicy zdrady stanu". Politycy SLD mówią dziś niemalże jednym głosem z politykami PiS, co Platforma ma robić. Ta krytyka nie służy walce o pozycję Polski. Wewnątrzkrajowy spór polityczny przenoszony jest na arenę międzynarodową. PiS i SLD wykorzystują instrumentalnie tę sprawę do rozgrywek w kraju wbrew zasadzie, że sprawy zagraniczne powinny być wyłączone z bieżącego sporu politycznego. A Platforma odpowiada, że to będzie jej suwerenna decyzja niezależna od wewnętrznych i zewnętrznych czynników politycznych czy medialnych. Interesuje nas, gdzie najskuteczniej można posunąć sprawy Polski do przodu.
Trudno jednak zapomnieć, że w samej PO trwa spór personalny. Pojawiają się głosy, że decyzja w sprawie komisji europejskich to próba sił między panem a Januszem Lewandowskim, do którego podobno Tuskowi bliżej.
Takie dywagacje nie służą interesom Polski. Jest tak, jak jest, i ja nie będę tego komentował.
Więc nie jest pan usuwany w Platformie na boczny tor?
Dobrze się czuję w Platformie. Bliska jest mi synteza konserwatywno-liberalna, która jest jej osią. A jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to jestem wiceprzewodniczącym PO, odpowiedzialnym właśnie za te sprawy.
A podobno faktycznie pana miejsce zajmuje Bronisław Komorowski.
Pan Komorowski jest cieniem w gabinecie cieni, a cień w gabinecie cieni odpowiada za recenzowanie MSZ. Natomiast ja odpowiadam za politykę międzynarodową w Platformie.
*Jacek Saryusz-Wolski jest eurodeputowanym, kandydatem na szefa komisji spraw zagranicznych w PE i wiceszefem PO.
Jacek Saryusz-Wolski*: Respektowaną dotąd w Parlamencie Europejskim zasadą było, że polskie delegacje w swoich frakcjach podejmowały suwerenne decyzje i one nie były komentowane. Wrzawa, z jaką mamy do czynienia, nie sprzyja osiągnięciu celu, jakim jest dla mnie wywalczenie maksymalnie dobrej pozycji Polski i pozycji PO w Parlamencie Europejskim. Negocjacje w ważnych sprawach nie powinny toczyć się przy podniesionej kurtynie, lecz w ścisłej dyskrecji.
PiS twierdzi, że lepiej byłoby, żeby to Polak stanął na czele komisji ds. spraw zagranicznych.
Komisja ds. zagranicznych jest bardzo ważna. Sądzę jednak, że możemy zrezygnować z niej, jeśli otrzymamy w zamian propozycję, której długofalowe korzyści dla Polski będą przewyższały korzyści, które wynikają z przewodniczenia komisji zagranicznej. I tego typu rozwiązanie będę w Parlamencie negocjować.
Ale czy to w ogóle jest możliwe? Większość komentatorów mówi, że nie da się uzyskać niczego lepszego od przewodnictwa w komisji ds. zagranicznych, bo teraz tam będą się rozstrzygać najważniejsze dla nas sprawy.
Uważam, że jest możliwe uzyskanie pakietu, który przewyższy korzyści płynące z komisji ds. zagranicznych. To musi być oczywiście duży pakiet. Proszę zauważyć, że w oświadczeniu Platformy obok wymienienia funkcji, jakich się domagamy, jest mowa o uzyskaniu wsparcia naszych partnerów dla silnej pozycji Polski w Parlamencie Europejskim. O wszystkim szczegółowo nie możemy mówić, bo negocjacje są w toku.
Ale podobno warunki, na jakich chcecie zgodzić się na oddanie przewodnictwa w komisji ds. zagranicznych, są pozorne: z góry wiadomo, że to dostaniecie, więc sprawa jest przesądzona.
Kardynalną zasadą jest, że w takich negocjacjach swojego mandatu w stu procentach się nie ujawnia. I na tym poprzestanę.
Czy nie jest tak, jak mówi PiS, że sprawa jest przesądzona i Donald Tusk podjął już decyzję o zrzeknięciu się komisji zagranicznej?
Nie mam takiego wrażenia. To się okaże na koniec negocjacji.
Ale europarlamentarzyści PiS twierdzą, że Niemcy chwalili się już w Parlamencie Europejskim, że sprawa jest dogadana z Tuskiem i że to oni utrzymają komisję zagraniczną.
Parlament to jest żywy organizm, wszyscy chodzą i mówią różne rzeczy. A u nas nałożyła się na to okropna personalizacja. Tymczasem Platforma rozłącza kwestię "kto" od kwestii "co". Nie ma decyzji, jaka osoba miałaby określone funkcje pełnić. Tymczasem PiS zrobiło wokół tego małe piekło, sprowadzając rzecz do personalnego parteru, kiedy chodzi tak naprawdę o sprawę o wiele ważniejszą. A ja już wcześniej wyraziłem wobec Donalda Tuska gotowość rezygnacji z funkcji szefa komisji ds. zagranicznych.
Czy nie obawia się pan, że zostaniecie oskarżeni o to, że ugięliście się przed Niemcami?
To będzie niedobre. Ale w imię interesu Polski my w Parlamencie zatykamy uszy i dokonujemy wyboru merytorycznego. Jeżeli suma korzyści dla Polski i pozycji PO przeważy to, co uzyskalibyśmy po objęciu przewodnictwa komisji zagranicznej, to rozważymy możliwość rezygnacji z niej. Ale wtedy i tylko wtedy.
Do czego więc zmierza PiS, które twierdzi, że wszystko już zostało ustalone między Tuskiem a Merkel ze szkodą dla interesu Polski?
Nie tylko PiS, ale również SLD. Pan Siwiec określił rozmowę Tuska z Merkel, która była potrzebna dla Polski, jako rozmowę "na granicy zdrady stanu". Politycy SLD mówią dziś niemalże jednym głosem z politykami PiS, co Platforma ma robić. Ta krytyka nie służy walce o pozycję Polski. Wewnątrzkrajowy spór polityczny przenoszony jest na arenę międzynarodową. PiS i SLD wykorzystują instrumentalnie tę sprawę do rozgrywek w kraju wbrew zasadzie, że sprawy zagraniczne powinny być wyłączone z bieżącego sporu politycznego. A Platforma odpowiada, że to będzie jej suwerenna decyzja niezależna od wewnętrznych i zewnętrznych czynników politycznych czy medialnych. Interesuje nas, gdzie najskuteczniej można posunąć sprawy Polski do przodu.
Trudno jednak zapomnieć, że w samej PO trwa spór personalny. Pojawiają się głosy, że decyzja w sprawie komisji europejskich to próba sił między panem a Januszem Lewandowskim, do którego podobno Tuskowi bliżej.
Takie dywagacje nie służą interesom Polski. Jest tak, jak jest, i ja nie będę tego komentował.
Więc nie jest pan usuwany w Platformie na boczny tor?
Dobrze się czuję w Platformie. Bliska jest mi synteza konserwatywno-liberalna, która jest jej osią. A jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to jestem wiceprzewodniczącym PO, odpowiedzialnym właśnie za te sprawy.
A podobno faktycznie pana miejsce zajmuje Bronisław Komorowski.
Pan Komorowski jest cieniem w gabinecie cieni, a cień w gabinecie cieni odpowiada za recenzowanie MSZ. Natomiast ja odpowiadam za politykę międzynarodową w Platformie.
*Jacek Saryusz-Wolski jest eurodeputowanym, kandydatem na szefa komisji spraw zagranicznych w PE i wiceszefem PO.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|