"Ujawnienie faktu poszukiwań niestety zaszkodziło pracy prokuratury i Centralnego Biura Śledczego, bo Henryk S. już wie, że chcemy go zatrzymać" - mówi DZIENNIKOWI o byłym senatorze Stokłosie Marzena Kowalska, szefowa Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.
Daniel Walczak: Dlaczego pozwoliliście uciec Henrykowi Stokłosie?
Marzena Kowalska: Henryk S. nie uciekł. Wyjechał z Polski zanim zapadła decyzja o tym, żeby go zatrzymać. Prokuratura w chwili, kiedy uzyskała dowody pozwalające postawić zarzuty byłemu senatorowi otrzymała też informację o tym, że nie ma go w Polsce. Gdyby był na terenie naszego kraju, zostałby doprowadzony do prokuratury i usłyszałby zarzuty.
I nie można było zapobiec wyjazdowi? Nie byłoby teraz kłopotu.
Nie, bo kiedy wyjeżdżał na początku grudnia nie mieliśmy jeszcze mocnych dowodów. A żeby kogokolwiek zatrzymać i zarzucić popełnienie przestępstwa trzeba mieć solidny materiał, a nie tylko same podejrzenia i liczyć na łut szczęścia, że w przyszłości dowodów przybędzie.
A o jakie teraz przestępstwa możecie go oskarżyć?
Szeroko rozumiane przestępstwa korupcyjne, czyli łapownictwo. Chodzi o setki tysięcy złotych wręczane wysokim urzędnikom państwowym. Decyzja o postawieniu zarzutów zapadła na początku stycznia.
Szukacie go, ale nadal nie wiecie, gdzie jest?
Do poniedziałku Henryk S. był poszukiwany operacyjnie.
Czyli po cichu?
Tak. Ujawnienie faktu poszukiwań niestety zaszkodziło pracy prokuratury i Centralnego Biura Śledczego, bo Henryk S. już wie, że chcemy go zatrzymać. Dlatego we wtorek do sądu skierujemy wniosek o wydanie listu gończego.
A czy bierzecie pod uwagę, że senator wyjechał, bo wiedział, że lada chwila go zatrzymacie?
Nie wiemy tego i będziemy szukać odpowiedzi także na to pytanie.
*Marzena Kowalska jest szefem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie
Marzena Kowalska: Henryk S. nie uciekł. Wyjechał z Polski zanim zapadła decyzja o tym, żeby go zatrzymać. Prokuratura w chwili, kiedy uzyskała dowody pozwalające postawić zarzuty byłemu senatorowi otrzymała też informację o tym, że nie ma go w Polsce. Gdyby był na terenie naszego kraju, zostałby doprowadzony do prokuratury i usłyszałby zarzuty.
I nie można było zapobiec wyjazdowi? Nie byłoby teraz kłopotu.
Nie, bo kiedy wyjeżdżał na początku grudnia nie mieliśmy jeszcze mocnych dowodów. A żeby kogokolwiek zatrzymać i zarzucić popełnienie przestępstwa trzeba mieć solidny materiał, a nie tylko same podejrzenia i liczyć na łut szczęścia, że w przyszłości dowodów przybędzie.
A o jakie teraz przestępstwa możecie go oskarżyć?
Szeroko rozumiane przestępstwa korupcyjne, czyli łapownictwo. Chodzi o setki tysięcy złotych wręczane wysokim urzędnikom państwowym. Decyzja o postawieniu zarzutów zapadła na początku stycznia.
Szukacie go, ale nadal nie wiecie, gdzie jest?
Do poniedziałku Henryk S. był poszukiwany operacyjnie.
Czyli po cichu?
Tak. Ujawnienie faktu poszukiwań niestety zaszkodziło pracy prokuratury i Centralnego Biura Śledczego, bo Henryk S. już wie, że chcemy go zatrzymać. Dlatego we wtorek do sądu skierujemy wniosek o wydanie listu gończego.
A czy bierzecie pod uwagę, że senator wyjechał, bo wiedział, że lada chwila go zatrzymacie?
Nie wiemy tego i będziemy szukać odpowiedzi także na to pytanie.
*Marzena Kowalska jest szefem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|