"To uczucie ulgi i powrotu wiary w rządy prawa. Uważam się za człowieka oczyszczonego" - tak Oleksy komentował wyrok sądu. Nie odpowiedział jednak na pytanie, czy teraz
wróci do polityki.
Sąd Najwyższy nie ma wątpliwości, że Oleksy współpracował z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym. I robił to świadomie. Jednak zupełnie inną kwestią jest oświadczenie lustracyjne byłego
premiera, w którym nie przyznał się do tej współpracy.
Józef Oleksy nie ujawniając swych związków z AWO, działał w wyniku błędu, bo pytał o to w ministerstwie obrony i uzyskał odpowiedź, że nie musi tego ujawniać - tłumaczył umorzenie
sprawy Sąd Najwyższy. Dlatego - rozpatrując kasację obrony - uchylił wyroki Sądu Lustracyjnego uznające Oleksego za "kłamcę lustracyjnego" i umorzył postępowanie w tej
sprawie.
Utrzymanie wyroku oznaczałoby, że Oleksy przez 10 lat nie mógłby pełnić funkcji publicznych. Umorzenie uchyla wszystkie te sankcje. Od wyroku już nikt nie może się odwołać.
Rzecznik Interesu Publicznego zarzucał Oleksemu, że w latach 1970-1978 współpracował z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym (AWO) - tajną strukturą w wywiadzie wojskowym PRL. Był premier
tlumaczył się, że został tylko jako oficer rezerwy przeszkolony na wypadek wojny. Że nigdy nie był agentem, nikomu nie szkodził i na nikogo nie donosił. Ale sądy lustracyjne obu instancji
nie dały wiary tym argumentom. I uznały, że Oleksy skłamał w swoim oświadczeniu lustracyjnym.
Oleksy tłumaczył potem, że napisał w oświadczeniu, iż nie miał związków ze służbami specjalnymi PRL, bo pod koniec lat 90. ówczesny szef WSI kontradmirał Kazimierz Głowacki informował go, że służba w AWO nie podlega ujawnieniu. Podkreślał też, że nie wiedział, że do 1973 r. AWO podlegał pod rozpoznanie wojskowe, a nie pod organa operacyjne wojskowych służb specjalnych PRL. "Argumenty mojej obrony były wtedy bagatelizowane" - dodał Oleksy.