Wniosek został podpisany już 22 stycznia przez pracownika ministerstwa, który odpowiada za ochronę niejawnych informacji. Ale do prokuratury trafił dopiero 5 lutego, czyli w dniu dymisji Radosława Sikorskiego. Jednak rzecznik prokuratury Maciej Kujawski nie wiąże tego terminu z odejściem ministra. Podkreśla, że doniesienie jest badane tak, jak każde inne.
Kujawski nie chce odpowiedzieć na pytanie, o jakie niejawne dokumenty chodzi. Ale dodaje, że prokuratura ma miesiąc na decyzję, czy wszcząć śledztwo. Na razie jest to tylko postępowanie sprawdzające. Ale jeśli prokuratorzy uznają, że jest coś na rzeczy i rozpoczną śledztwo, Macierewiczowi będą groziły trzy lata więzienia.
Wczoraj w TVP szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego był pytany o informacje DZIENNIKA w sprawie doniesienia resortu obrony do prokuratury o zaginionych dokumentach. Antoni Macierewicz odpowiedział: "Żaden dokument ściśle tajny, tajny, a nawet poufny, nie zaginął. Wszystkie w terminie przypisanym zostały zdane do kancelarii tajnej. To po prostu jest nieprawda".