"Nie jest to żaden sygnał zbliżającego się kompromisu. Kaczyński nie jest gotowy do niego, a taki musiałby być, by doprowadzić do powstania koalicji z PO" - twierdzi profesor. Na pewno nie ma więc mowy o budowaniu nowej koalicji. To nie jest też straszak na Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin.
"Koalicjanci doskonale sobie zdają sprawę, ile dzieli Kaczyńskiego od Tuska" - dodaje politolog. O co więc chodzi premierowi?
"Celem najważniejszym jest spotkanie z Rokitą. Spotkanie z Tuskiem jest kamuflażem, próbującym ukryć rolę spotkania z Rokitą" - tłumaczy Kik. Według niego, to próba przeciągnięcia Rokity do PiS i rozbicie PO. Bo z Rokitą poszłoby prawdopodobnie kilku czy kilkunastu posłów. W ten sposób premier miałby bez żadnych problemów większość. Nawet jeśli kilku posłów koalicji głosowałoby przeciw rządowi.
"Dla Kaczyńskiego liczy się tylko większość parlamentarna. Cała reszta jest socjotechniką" - twierdzi politolog i dodaje: "Premier będzie się więc próbował dogadać z Rokitą na swoich warunkach. Bo dla Rokity wejście do koalicji rządzącej będzie jedyną szansą, by istnieć w polityce".