W specjalnym wydaniu "Kropki nad i" w TVN24 Bronisław Komorowski został ponownie zapytany o swą wypowiedź po ostrzale samochodu Lecha Kaczyńskiego w Gruzji w 2008 roku. Komorowski powiedział wówczas: "Jaka wizyta, taki zamach". "Dzisiaj żałuję, że nie powiedziałem tego mocniej. Być może prezydent Kaczyński by żył" - skomentował. Jak dodał, może nie doszłoby nawet do katastrofy smoleńskiej, gdyby otoczenie Kaczyńskiego wyciągnęło odpowiednie wnioski.

Reklama

Bronisław Komorowski uważa, że wypowiedzi szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego pod adresem kanclerz Niemiec Angeli Merkel, to "insynuacje", które są niedbre dla Polski. Jak ocenił, prezes PiS powinien przeprosić za swoje słowa. "Pomysł insynuacji, stosowany często w polskiej polityce wewnętrznej, jest rzeczą brzydką, ale niekoniecznie dramatycznie niebezpieczną dla Polski. Natomiast jeśli się stosuje insynuacje w stosunku do ważnej postaci europejskiego życia politycznego, to jest to pomysł niebezpieczny, niedobry dla Polski" - powiedział prezydent.

W książce "Polska naszych marzeń" prezes PiS napisał m.in., że nie sądzi, "żeby kanclerstwo Angeli Merkel było wynikiem czystego zbiegu okoliczności". "Nie będę jednak tego przeświadczenia rozwijał, zostawiam to politologom i historykom" - napisał Kaczyński. Dopytywany o to w wywiadzie dla "Newsweeka", powiedział: "Ona wie, co ja chcę przez to powiedzieć. Tyle wystarczy".

"Odnoszę wrażenie, że prezes Kaczyński wie, że to jest szkodliwy błąd. Radziłbym mu - w imię odpowiedzialności za Polskę i jego aspiracji do tego, żeby odgrywać istotną rolą - żeby po prostu przeprosił za to, całkiem zwyczajnie powiedział, że miał inną myśl, intencję, że tak wyszło nie najlepiej, nie najmądrzej" - powiedział Komorowski. Prezydent zadeklarował, że po takich przeprosinach, on jest gotów pomóc Kaczyńskiemu "zamknąć ten rozdział" - jeśli chodzi o ewentualną krytykę niemiecką.

W ocenie prezydenta, słowa Kaczyńskiego pod adresem Merkel, to "strata dla Polski". "Nie może być tak, że były premier i ktoś, kto mówi, że chce być premierem, jednocześnie tak łatwo przechodzi do porządku dziennego nad stratami politycznymi Polski na arenie międzynarodowej" - ocenił Komorowski. Zdaniem prezydenta, politycy muszą uważać, aby "nie naruszyć interesów państwa polskiego". "To jest przejaw trochę nieodpowiedzialności" - powiedział.

Reklama

"Jak ktoś będzie chciał wykorzystać to (słowa Kaczyńskiego - PAP), to wykorzysta. Pytanie jest, czy należy dawać preteksty do budowania negatywnej opinii o Polsce i Polakach" - zaznaczył Komorowski. Zdaniem prezydenta, wypowiedź Kaczyńskiego, była podyktowana chęcią wyciągnięcia do wypowiedzi premiera i prezydenta, aby - jak mówił - "gdzieś tam zaistniała świadomość, a to dziadka z Wehrmachtu, a to kondominium rosyjsko-niemieckiego w Polsce". "Doświadczony polityk, który chce uchodzić za państwowca, nie powinien się posuwać tak daleko" - podkreślił.

Reklama

W ocenie Komorowskiego, Niemcy zdają sobie sprawę, że jest to "piana wyborcza" ze strony Kaczyńskiego. "Ale i słowa mogą, w kampanii wyborczej, spowodować ogromne straty, jeśli chodzi o wizerunek naszego kraju" - przestrzegał prezydent. Jak dodał, nie sądzi, aby kanclerz Merkel w szczególny sposób przejęła się słowami Kaczyńskiego o sobie. "Ale ci, którzy będą chcieli szkodzić relacjom polsko-niemieckim, dostali niesłychany prezent" - podkreślił prezydent.

W "Kropce nad i" prezydent zaznaczył, że "nie chce wkraczać w obszar, który będzie obszarem decyzji partii politycznych, które dzisiaj uczestniczą w kampanii wyborczej". "Dla nich to będzie zadanie numer 1 - konstruowanie odpowiedniej koalicji" - podkreślił. Jak zapewnił, jako prezydent będzie sprzyjał działaniom, które mają na celu "budowanie maksymalnie dużej zdolności koalicyjnej przez wszystkie ugrupowania".



"To oznacza, że jest choćby minimum zgody w sprawach ważnych dla Polski, ale nie zamierzam wnikać w to, kto z kim będzie tworzył koalicje powyborcze" - mówił Komorowski. "Nie wyręczę przyszłego kandydata na premiera od próby skonstruowania koalicji większościowej" - dodał.

"Wiele obietnic, które składaliśmy, bo byłem wiceprzewodniczącym PO i marszałkiem Sejmu, zostało zrealizowanych" - ocenił prezydent. "Na tle innych obiecujących te dokonania są niemałe" - przekonywał. "Te cztery lata dla Polski to były lata wielkich wyzwań i trudności. Mam na myśli to, co działo się w UE i w strefie euro, jeśli chodzi o kryzys gospodarczy, a także to, co działo się w Polsce, dramaty powodzi i wiele innych zjawisk nieprzewidywalnych, a bardzo groźnych i kosztownych" - mówił Komorowski.

"Polska przez cztery lata zrobiła ewidentny postęp pod wieloma względami. Fakt jest faktem, że Polska jest obiektem zazdrości w wielu krajach europejskich i światowych" - uważa prezydent. Jak podkreślił, Polska nie ma powodu do wstydu, ale do "dużej narodowej satysfakcji".

Pytany o podróże premiera Donalda Tuska po kraju i pytania zadawane mu przez ludzi, którzy zostali pozostawieni sami sobie, Komorowski ocenił, że w Polsce "nie ma takich osób, które są pozostawione zupełnie bez żadnej pomocy i opieki". "Byłoby rzeczą głupią, gdyby ktokolwiek stwierdził, że Polska jest rajem na ziemi, gdzie ludzie mają wszystko o czym zamarzą, bo tak nie jest. Jesteśmy krajem na dorobku" - dodał Komorowski.