W związku z ostrzelaniem ukraińskich okrętów w rejonie Cieśniny Kerczeńskiej Ukraina ogłosiła stan wojenny. Kijów uznał ten incydent za otwartą agresję Rosji. Stan wojenny ma trwać do 26 grudnia i dotyczy obwodów wzdłuż granicy z Rosją, z separatystycznym Naddniestrzem w Mołdawii oraz regionów przy Morzu Czarnym i Azowskim.

Błaszczak powiedział w TVP Info, że ta sytuacja pokazuje, że "Rosja nie zmieniła swojego kursu, który związany jest z agresją". Podkreślił, że Rosja zaatakowała Gruzję w 2008 r., potem Ukrainę w 2014 r. - A dziś już oficjalnie wojska rosyjskie atakują Ukrainę - zaznaczył.

Według szefa MON w Rosji nic się nie zmieniło. - Dokładnie ta sama polityka imperialna, która była wtedy prowadzona, jest prowadzona dziś. Stąd też moje zabiegi jako ministra obrony narodowej, nasze zabiegi jako rządu pana premiera Mateusza Morawieckiego, prezydenta Rzeczypospolitej pana Andrzeja Dudy o to, żeby w Polsce był Fort Trump - mówił Błaszczak.

Szef MON podkreślił też, że mamy do czynienia z "postępującą odbudową imperium rosyjskiego, z atakiem i agresywną polityką". - Żyjemy w XXI wieku stąd też działania hybrydowe. To są te działania, które są wymierzone w inne państwo. Mamy do czynienia z pogwałceniem prawa międzynarodowego i sprzeciwiamy się temu - podkreślił Błaszczak.

Zdaniem ministra nasze zdolności obronne "w ciągu ostatnich trzech lat znacząco wzrosły". - Takim przełomem był szczyt NATO w Warszawie w 2016 roku, dzięki postanowieniom tego szczytu w Polsce stacjonują wojska Sojuszu Północnoatlantyckiego, stacjonują wojska amerykańskie, obok amerykańskich, wojska brytyjskie, rumuńskie i chorwackie. Nasze wojsko jest w Rumunii, jest na Łotwie, a więc te relacje są bardzo ścisłe - mówił Błaszczak. Dodał, że dla rządu PiS bezpieczeństwo jest priorytetem.